24 marca 2014

♕ Koafiura godna królowej salonów

Pióra, wstążki, perełki, doczepiane loczki, girlandy kwiatów, a nawet małe figurki - to wszystko znajdziecie na głowie osiemnastowiecznej elegantki!


W XVIII wieku uczesanie było nie tylko dopełnieniem stroju, lecz nierzadko - dodatkiem, który zwracał na siebie największą uwagę. Z resztą, gdyby zapytać kogoś niezainteresowanego tematem, z czym kojarzy mu się ubiór kobiecy w osiemnastym wieku, oprócz obszernych sukni na rogówce, wymieniłby pewnie jeszcze wysokie koafiury - coiffure a crochets.

Stworzenie tego typu uczesania przypisuje się tradycyjnie Rose Bertin - krawcowej Marii Antoniny, która oprócz strojów, zaczęła zdobić również włosy. A żeby nie brakowało odpowiedniej powierzchni dla coraz liczniejszych ozdób - wraz z ich ilością rosły też rozmiary uczesania. Mme Bertin nie była jednak pierwsza - w 1765 roku nadworny fryzjer francuski, Legros de Rumigny, na podstawie swojego bogatego doświadczenia wydał książkę, dotyczącą sposobów czesania dam dworu (L'Art de la coeffure des dames françaises), zaś dwa lata później założył nawet Akademię Fryzjerstwa (Académie pour la coëffures des Dames), co przysporzyło mu kłopotów ze względu na zatarg z cechem balwierzy, którzy dotąd niepodzielnie dzierżyli fach fryzjerstwa. Mimo kar, obecność fryzjerów-artystów stała się faktem, a coraz wymyślniejsze fryzury - obowiązkowym elementem stroju każdej szanującej się damy.
Dyktatorami fryzjerskiej mody w latch 70. byli, oprócz Rose Bertin, jej rywal - Beaulard oraz nadworny fryzjer Marii Antoniny, i zarazem jej serdeczny przyjaciel - Leonard.


W siódmej dekadzie XVIII wieku najmodniejszym uczesaniem był puf (pouf) - niebotycznych rozmiarów konstrukcja z włosów naturalnych i dopinanych, często także i w formie nakładanej na głowę peruki. Pufy były różne - od wysokiej na pięć metrów (!) loży operowej, zaprojektowanej przez Leonarda (kojarzycie tę scenę [2:05] w Marii Antoninie? ;) ) przez równie wysokie, gładkie fryzury oparte na szynionie (specjalnym wysokim, płóciennym czepku wypchanym bawełną i pokrywanym włosami) do całkiem praktycznych, uniesionych tylko na kilkanaście centymetrów fryzur. To, jak wyglądało upięcie zależało nie tylko od gustu kobiety, lecz także od zasobności portfela jej męża :P O ile królowa Francji i księżne mogły zlecać wykonanie obfitej koafiury nawet codziennie, o tyle biedniejsze kobiety, mając mniej pieniędzy i jednocześnie chcąc dogodzić swojej próżności, czesały się nierzadko ledwie raz na kilka tygodni! Raz wykonana, misterna fryzura musiała się trzymać najdłużej, jak się dało, co nie tylko utrudniało sen, lecz także uniemożliwiało utrzymywanie jakiejkolwiek higieny włosów. W nieczesanych i niemytych przed długie tygodnie puklach lęgły się insekty, a legenda głosi, że jedna z dam, po "otworzeniu" koafiury odkryła w niej małą rodzinę myszy, co tak ją przeraziło, że w efekcie strachu straciła mające się narodzić dziecko. Niemniej jednak, w bogatszych domach i na dworze zmieniano fryzury regularnie - i to chyba raczej ze względu na trendy, niż higienę ;)


Modne były różne typy puf, ale przede wszystkim fryzura sentymentalna, na której umieszczano wszystko to, co uznano za ważne, np. zestaw figurek, obrazujących rodzinę. Taka kobieta mogła z pełną odpowiedzialnością mówić, że ma cały dom na głowie :D Modna była również fryzura symboliczna, w której układ wplątanych we włosy przedmiotów niósł ze sobą jakieś znaczenie. Wdowa, pragnąca powtórnie wyjść za mąż umieszczała więc w bujnych splotach maleńką trumienkę, a obok - amorka celującego z łuku.
Słynną odmianą tego rodzaju uczesania był zaprojektowany w 1777 przez Beaularda dla wdowy po admirale angielskim pouf au sentiment a la belle Poule - puf z modelem statku płynącym po włosach ułożonych w fale. Fryzura ta znalazła wiele naśladowczyń i zachowała się w licznych rysunkach i ilustracjach w ówczesnych żurnalach. 
Inne modne uczesania, niosące znaczenie dotyczyły najczęściej wydarzeń politycznych (pouf a la corne d`abondance "róg obfitości" - noszony po koronacji Ludwika XVI ), albo ogólnie znanych symboli (a l`Insurgent - puf imitujący węża, który jednak budził wśród oglądających taki popłoch, że szybko przestał być modny ;) ), żeby zaś nie utrudniać podróży powozem i nie nakazywać demontażu dachu, część kobiet decydowała się na praktyczną i zabawną fryzurę babci ze sprężynką zamontowaną wewnątrz stelaża, która umożliwiała obniżanie fryzury w razie potrzeb.
Inne damy wybierały też damską wersję catogana, w której poskręcane pukle z tyłu głowy podwijano do środka i przewiązywano wstążką.

Egreta Marii Antoniny (obraz) i dwie zachowane osiemnastowieczne.

Aby koafiura dawała pożądany efekt, ozdabiano ją mnóstwem lśniących i pięknych ozdób. Najczęściej noszono (modne już od czasów Ludwika XIV) fontazie - ozdoby ze wstążek i koronek. Ozdabiano też głowę tiulem i gazą, mocowano we włosach owoce, warzywa oraz prawdziwe, ułożone w girlandy kwiaty w specjalnych małych flakonikach. Noszono również figurki i inne miniaturowe przedmioty, perły, imponujące pióra oraz egrety - specjalną biżuterię w kształcie wysadzanego kamieniami pióra, służącą do podtrzymania prawdziwych piór wpiętych we włosy.
Lubiono również pudrować włosy, i to nie tylko na biało, lecz (nawet częściej) na szaro (kolor agatowy), blond (chamois) oraz czerwono i niebiesko, przy czym te ostatnie kolory dawały tylko pastelowy efekt. Na czas żałoby zaś przeznaczano wyjątkowy czarny puder. Podczas pudrowania zakładano odzież ochronną - specjalną pelerynę (podwłośnik) i papierowy rożek dla ochrony twarzy.



W latach 80. na fali fascynacji (wciąż) filozofią Rousseau i chęci powrotu do natury, a także nadchodzącej anglomanii, zaczęto nosić lżejsze fryzury. Pozbywano się wysokich konstrukcji na rzecz miękkich peruk lub własnych włosów, a fryzura zmieniła orientację z wertykalnej na horyzontalną. Uczesanie A l`Hérisson, znane także jako angielskie Hedgehog ("na jeża") składało się z mnóstwa puszystych, roztrzepanych loczków, tworzących wokół głowy półokrągłą, szerszą, niż wyższą aureolę i luźno spływających na plecy długich, oddzielonych pukli (najpiękniejszy jest chyba jeż Mme Lavoisier). Jeża wciąż ozdabiano jeszcze wstążkami, perłami i kwiatami, a najchętniej łączono go z odpowiednim nakryciem głowy, choć tak obfite ozdoby i ich symbolika, jak dekadę wcześniej, odeszły już w zapomnienie.


Fryzury lat 90. zaczęły przyjmować łagodniejsze kształty. Luźne pukle a l`Herisson wydłużyły się jeszcze, łagodnie spływając na ramiona, zaś miękkie, już nie tak puszyste loki wokół twarzy ujarzmiała wpleciona w nie szarfa. Choć fryzura antycznej muzy zaczęła się pojawiać już w latach 80., dopiero teraz zyskała na popularności, zapowiadając nadchodzące wraz z nowym stuleciem nowe, antykizujące prądy w modzie. I właśnie taka zachwyca mnie najbardziej!

35 komentarzy:

  1. XVIII-wieczne koafiury w stylu Marii Antoniny mają swój niepowtarzalny urok, ale chyba nie chciałabym, by powróciły czasy noszenia na włosach miniaturowych figurek czy owoców. :) Jednak naturalność wygrywa w starciu z rokokowym przepychem. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wprost wyjęłaś mi to z ust! :)
      Choć z drugiej strony możliwość przekazania czegoś od siebie symboliką fryzury jest bardzo kusząca ;)

      Usuń
  2. Wybrałaś same gustowne fryzury :) Zaciekawił mnie ten fragment o trumienkach, mających dawać sygnał, że wdowa jest gotowa do powtórnego zamążpójścia. Amorka zrozumiem, ale trumna??
    Widziałaś jakieś portrety kobiet z włosami upudrowanymi na czerwono lub niebiesko? Tak sobie myślę, że ta fryzura MA mogłaby ujść za lekko różowawą, ale oprócz tego nic sobie nie przypominam. Czy kolor pudru miał jakieś znaczenie (oprócz czerni)? Np. szary do portretów, czerwony i niebieski na zabawę?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trumienka oznaczała, że jest wdową, a amorek, że chciałaby raz jeszcze wyjść za mąż :)
      Szczerze mówiąc, nie :P Te pudry były pewnie bardzo transparentne i dawały tylko lekką poświatę. To, co na portrecie wygląda jak szarość mogło być pudrem niebieskim, a to, co daje rudawy odcień - czerwonym.
      Co do znaczenia, to nie wiem, czy jakieś przypisywano... Jeśli natrafię gdzieś na wzmiankę o symbolice kolorów, na pewno dam znać :)

      Usuń
  3. Jeszcze raz napisze: uwielbiam Twoje tematyczne posty! Najbardziej zaciekawił mnie fragment o trumienkach. Czytałam kiedyś o biżuterii żałobnej (wydawało mi sie, ze to tylko barokowy zwyczaj) i właśnie bardzo popularne były takie trumienki. Rokokowe coiffure chyba nigdy już mnie nie zaskoczą! ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Barokowy jak najbardziej, choć w innych epokach też pojawiały się tego typu zdobienia, głównie w strojach żałobnych.

      Usuń
  4. Trumienka we włosach! <3
    A fryzury z lat 90-tych były śliczne. :3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie przypuszczałam, że ta trumienka aż tak się Wam spodoba :D Ciekawe, czy były też takie otwierane :P

      Usuń
  5. świetny post, zawsze interesowały mnie przede wszystkim te wysokie koafiury (są niesamowicie piekne - dzieła sztuki) ale Ty wspaniale to szczegółowo opisałaś, w jednym miejscu tyle skondensowanych informacji,
    uwielbiam w filmach sceny pudrowania peruk :0
    wielkie dzieki
    pozdrawiam
    Ludwik August

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) Te wysokie fryzury, jeśli spojrzy się na nie jak na sztukę, są wręcz fascynujące!

      Usuń
  6. Cześć fryzur jest okropna, ale te pod koniec- cudowne <3
    Bardzo ciekawy post ;3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Te pod koniec rzeczywiście najlepsze! :)

      Usuń
  7. Porcelanko, cudownie wyszła Ci ta notka! Mnóstwo ciekawych informacji i mnóstwo pięknych fryzur! Najbardziej lubię a l'herisson, no i oczywiście fregaty :D A powiedz, czy jest ten portret w pierwszej czwórce, na górze po prawej? Poznaję Roslina, ale samego portretu nie znam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeż też jest jedną z moich ulubionych. Szkoda tylko, że tak trudno go wykonać :P
      To jest księżniczka Lamballe :) Takie jajo na szynionie było bardzo w jej stylu :D

      Usuń
  8. Piękne... Na obrazie, w filmie... A w rzeczywistości - z pewnością bardzo niepraktyczne. Jak to wszystko dźwigać?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie! Chyba dlatego kostiumerki nie czeszą się w bardzo wysokie pufy, tylko co najwyżej średnie ;)

      Usuń
  9. Fryzury Antoniny zupełnie do mnie nie przemawiają - są co najwyżej zabawne :) Natomiast stylizacje antyczne z lat 80-90 stanowczo bardziej przypadły mi do gustu (może dlatego, że są naturalne) :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Te antyczne są niesamowite! Aż nabrałam ochoty na taką stylizację :)

      Usuń
  10. Och, jak sobie pomyślę o higienie tamtych czasów, wszechobecnych kołtunach, wszach etc., to naprawdę się cieszę, że żyję w XXI wieku :) Pamiętam, że jako dziecko czytałam taką gazetkę "Bęc" i tam właśnie pisano o wpinaniu we włosy statków. Jakoś trudno było mi w to uwierzyć i myślałam, że autor to wymyślił :) Za to o trumience i amorku słyszę pierwszy raz - fantastyczna sprawa z takim fryzurowym komunikowaniem się <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, z higieną było słabo, dopiero w XIX wieku jakoś się ogarnęli :P Właśnie higiena, medycyna i brak internetu ( :D ) najbardziej doskwierałyby mi w XVIII wieku.

      Fryzurowa komunikacja była świetna i jak dla mnie mogłaby istnieć do dziś :)

      Usuń
    2. Brak internetu, och, byłoby ciężko :P

      Usuń
    3. To zdecydowanie przeszkoda nie do przezwyciężenia :P Choć z drugiej strony byłoby tyle czasu na różne kreatywne zajęcia!

      Usuń
  11. A ja mam pytanie jak zrobic sobie miniature z okiem, jak ja namaluje tuszem czy akwarela to musze pomazac klejem i chyba mi sie wtedy obrazek rozmaze? Trzeba polozyc jakis werniks?
    Fryzury, peruki są straszne lubie te z czasów Leszczynskiej nie Bertin. Moge ogladac ale robic takie same to nie. I tez mam takie odczucia jak Emnilda koltuny itp plus zalatwianie sie na oczach wszytskich w Wersalu to nie dla moich oczu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moja miniatura była co prawda tylko drukowana, a mimo to po pomazaniu klejem wszystko się popsuło. Dlatego za drugim razem pociągnęłam klejem tylko brzegi kaboszonu. Jak na razie całość się trzyma i obrazek nie jest rozmazany :)

      No, w Wersalu nieźle przegięli z tymi toaletami, czy też raczej ich brakiem :D Dzisiaj pod tym względem mamy o niebo lepiej :)

      Usuń
    2. Dzięki, ja chce mieć "oko kochanka" ale sama je namaluje juz mam wzór, mysle ze poszukam czegos do dekupazu, oni maja tam takie lakiery.

      Usuń
    3. Z dekupażem to bardzo dobry pomysł! Na pewno znajdą się odpowiednie farby, lakiery i inne potrzebne rzeczy :)

      Usuń
  12. Wpis cudny, jak zawsze! Mnie się chyba najbardziej spodobało gniazdo mysz ;) Chciałam tylko zauważyć, że nie wspomniałaś o moich ulubionych przedmiotach - drapakach, młoteczkach i pułapkach na "lokatorów" koafiur :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. *myszy miało być :/ Nie ma to jak popsuta klawiatura w laptopie... -.-

      Usuń
    2. Racja! Dzięki za przypomnienie :) Te małe pułapki miały też w sobie "wabiki" - kłębek materiału nasączony miodem lub... krwią. Ble! :D

      Usuń
  13. I wiadomo skąd wzięło się tapirowanie włosów ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I podwyższony na czubku głowy kok / kucyk :D

      Usuń
  14. Bardzo interesujący post - sama dopiero przymierzam się do koafiur osiemnastowiecznych, chyba muszę kupić w tym celu coś w rodzaju peruki lub treski :-)
    Widziałaś to? http://americanduchess.blogspot.com/2014/01/test-driving-18th-century-hair-wig.html
    Wygląda rewelacyjnie! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pewno! Do takich fryzur trzeba mieć chyba dwa razy tyle włosów, ile się ma :P Lub właśnie jakieś wypełnienia / doczepki ;)
      Tak! American Duchess jak zawsze zrobiła świetną robotę! Gdzieś wśród wcześniejszych postów jest też inny, w którym przerabiała sztuczną, komercyjną blond "niby-osiemnastowieczną" perukę w całkiem fajną, nadającą się do kostiumingu :)

      Usuń
  15. Ta trumienka i amorek... :D :D :D Albo sprężyna, pozwalająca obniżyć fryzurę. Jeszcze coś mi się przypomniało o specjalnych młoteczkach, do zabijania insektów. Już to sobie wyobrażam, towarzystwo siedzi przy stole, aż tu nagle ktoś RYP! młotkiem, oj robaczek.... :D :D :D Nie mówiąc już o myszach.
    Oj... Ten post poprawił mi humor.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Świetne mieli to wszystko! :D Najbardziej rozbraja mnie fryzura babci na sprężynce. Aż chciałabym przenieść się w czasie i zobaczyć to na własne oczy :D

      Usuń