10 marca 2017

Wiktoriańska wcierka na wzrost włosów - przepis z 1853 roku


W XIX wieku najmodniejsze i najbardziej kobiece były długie włosy. Żeby takie osiągnąć, często pomagano naturze kosmetycznymi sztuczkami, dziś poznamy jedną z nich - wcierkę! Współczesne włosomaniaczki bardzo lubią ich używać, a jak się okazało, i dziewiętnastowieczne panny znały tę metodę! Wcierka, którą zmieszamy dzisiaj będzie na bazie odżywczego i nawilżającego olejku (w przepisie jest oliwa, ale można równie dobrze użyć innego olejku, który służy Waszym włosom),  z igiełkami rozmarynowymi (zapobiegają wypadaniu włosów i powodują wzrost nowych, oprócz tego zapobiegają przetłuszczaniu skóry głowy i łupieżowi) i gałką muszkatołową (pobudza cebulki włosów do pracy i regeneracji). 

"By pobudzić włosy do wzrostu - Zmieszaj po równo oliwy i spirytusu rozmarynowego oraz dodaj kilka kropli olejku muszkatołowego. Wcierając po kilka kropli mieszanki co wieczór i zwiększając stopniowo tę porcję, zapewnisz wzrost włosów większy, niżby można uzyskać za pomocą jakiegokolwiek innego środka, jakie są wtykane naiwnym klientom"

W oryginalnym przepisie jest spirytus rozmarynowy i olejek muszkatołowy, ale skoro nie tak łatwo dziś je dostać, można zmodyfikować przepis, macerując rozmarynowe igiełki i startą gałkę muszkatołową w oliwie na zimno (wystarczy włożyć je do przezroczystego słoja i zalać oliwą), a potem odcedzić cenny olejek do ciemnej butelki i używać. Mój macerował się w letnim, lipcowym słońcu trzy tygodnie. Codzienne potrząsanie słojem i obserwowanie zmiany w konsystencji i kolorze oleju stało się prawie moim nałogiem xD Nie mogłam się doczekać otwarcia słoja i przecedzenia gotowego olejku! Po tych trzech tygodniach był już gotowy i zaczęłam go używać. Przepis mówi, by stosować go codziennie - i tak jest najlepiej, ale ponieważ nie chcę codziennie myć włosów (by nie przesuszyć ich na długości), używałam go dwa razy w tygodniu na kilka godzin przed myciem. Wzrostu całości nie zauważyłam, pojawiło się jednak trochę całkiem nowych włosków, a więc olejek zadziałał! Wkrótce znów go zrobię, by wzmocnić włosy na wiosnę.
Macie ochotę spróbować? :)

 
ENGLISH: So this time I tried some victorian hair growth oil! I would follow the original recipe, if it wasn`t that difficult to find the ingredients but... Except spirits of rosemary and oil of nutmeg we can use rosemary and nutmeg itself! Clever, isn`t it? ;) So I dedided to macerate both in the base oil (original recipe says olive oil but I think we can use any oil that is good for one`s hair). I just put both herbs - rosemary leaves and grated nutmeg in the jar and filled it with olive. Then it was exposed to the July sun and I shaked the jar few times a day. After 3 weeks I drained off the oil and used it on a scalp twice a week. And it made my hair to grow some new ones! It was nice experience and I am going to make the oil again soon to strenghten my hair after the winter :)

3 marca 2017

Eau de Portugal / dziewiętnastowieczny płyn do loków


Tak jak obiecałam, dzisiaj pierwszy z trzech postów z przepisami na dziewiętnastowieczne kosmetyki do włosów! To, co widzicie w butelce powyżej, to Woda Portugalska - płyn pomocny podczas nakręcania włosów na papiloty, gdy nie możemy ich wcześniej umyć i nie mamy blisko żadnego źródła wody. Zgodnie z tym, co podaje Sarah Josepha Hale w książce The New Household Receipt-Book (1853), płyn dodatkowo nabłyszczy włosy i nada im piękny, orientalny zapach...
Oryginalna receptura poniżej:


"By oczyścić i upiększyć włosy.- Doskonałym środkiem, by mieć słodkie, czyste, lśniące loki jest przeczesywanie ich codziennie szczotką z twardym włosiem zanurzoną w Eau de Portugal ("Wodzie Portugalskiej"). Aby mieć ją świeżą i dobrej jakości, weź pintę wody z kwiatu pomarańczy, pintę wody różanej i pół pinty wody z mirtu. Dodaj ćwierć uncji destylowanego piżma i uncję esencji ambrowej. Wstrząśnij dobrze całość i już woda gotowa. Jednorazowo należy mieszać niewielkie ilości wody, ponieważ kosmetyk szybko się psuje, szczególnie podczas skrajnej pogody, gdy jest za ciepło lub za zimno."

Przepis jest bardzo łatwy. Jedyną trudność może stanowić znalezienie wody mirtowej. Mnie udało się znaleźć tylko olejek z mirtu, a ponieważ wyciąg z (roślinnych zamienników) ambry i piżma też jest na olejku, zrobiłam płyn dwufazowy. Przed każdym użyciem należy go wstrząsnąć i zużyć szybko, bo faktycznie może się zepsuć, jeśli będzie stał miesiącami (chyba, że dodacie do niego konserwant). Poniżej loki, które kręciłam na włosach po myciu dodatkowo zwilżonych Eau de Portugal:
Zdjęcie robione kartoflem podczas ubierania krynoliny ;)

ENGLISH: In the post I am recreating 1853 receipt for Portugal Water for hair from The New Household Receipt-Book by Sarah Josepha Hale. I followed the instructions as they were really simple ones but I used myrtle, musk and ambergris (plant replacement) in oils as I couldn`t fint water based ones. Anyway, Eau de Portugal is a nice water for hair if I want to curl them and there is no other water nearby (at reenactments).

14 lutego 2017

Wiktoriańskie sposoby dbania o włosy


 Często wiele osób pyta mnie o różne fryzury historyczne, o to, jak trzymają się moje loczki i jak jestem w stanie utrzymać na co dzień tak długie włosy. Pomyślałam więc, że przyda się post zbiorczy o tym, jak dbać o włosy, używając w miarę historycznych metod. Mam nadzieję, że o niczym nie zapomniałam :)

P R O F I L   W Ł O S Ó W

Każda pielęgnacja zależy od tego, czego wymagają nasze naturalne włosy i jakie są. Idealne do historycznych fryzur są włosy naturalnie kręcone / falowane, o naturalnym kolorze (lub zafarbowane na kolor występujący w naturze), długie i puszyste. Wtedy nie trzeba z nimi nic specjalnie robić - wystarczy ułożyć i już. Natomiast włosy słabe, cienkie, przerzedzone zamiast na siłę zapuszczać, lepiej zostawić krótkie i zainwestować w doczepiane loczki, warkocze lub nawet gotowe koki - tak będzie łatwiej i szybciej, a słabe cebulki nie będą stale obciążone.

Moje włosy są naturalnie całkiem proste, przed każdą rekonstrukcją muszę więc je kręcić na papiloty. Są też zupełnie gładkie, także nie ma szans na naturalną puszystość i objętość fryzury. Poszczęściło mi się jednak jeśli chodzi o ich anagen - dzięki długiej fazie wzrostu mogę sobie nosić historyczną długość bez doczepek (choć w sumie na rekonstrukcjach i tak są upięte i tego nie widać :P )



                                                C Z Y S Z C Z E N I E   I   P I E L Ę  G N A C J A

W XIX wieku myto włosy różnymi miksturami. W ich składzie można spotkać m. in. mydło, wywar z mydlnicy lub żółtka. Włosy myto (na dzisiejsze standardy!) rzadko, bo raz na tydzień lub dwa. Musimy jednak pamiętać, że w XIX wieku inaczej się odżywiano, wokół mniej było zanieczyszczeń i sztucznych substancji, wpływających na gospodarkę hormonalną człowieka, a co za tym idzie - przetłuszczanie się włosów. Poza tym, środki do ich pielęgnacji były na bazie olejków, więc włosy i skóra głowy były dobrze nawilżone i organizm nie miał już potrzeby produkowania większej ilości sebum.
 
Idąc tym tropem, współcześnie najwygodniej jest korzystać z delikatnych szamponów bez sls, odżywek na bazie olejków (od lat używam świetnej odżywki sprowadzanej z krajów arabskich, w której składzie są praktycznie same olejki!) i w ramach intensywniejszego odżywiania - olejowania włosów raz na jakiś czas. Olejowanie jest z resztą polecane w kilku wiktoriańskich urodowych poradnikach, a jeden z olejków do tego przeznaczonych (wzmacniający cebulki włosów i pobudzający do wzrostu) wkrótce zrekonstruuję na blogu :)
Dobrym i stosowanym ówcześnie środkiem nabłyszczającym jest też octowa płukanka, zamykająca łuski włosów i nabłyszczająca je (przepis na lawendowy ocet toaletowy też wkrótce na blogu). Aby włosy były błyszczące i nie potargane, lepiej unikać drażniących środków (jak chemiczne farby do włosów i trwała ondulacja) i wysokich temperatur (suszarki, lokówki), które bardzo niszczą strukturę włosa i przez to wpływają na jego łamliwość. W efekcie zamiast długich pukli jest szorstkie, poszarpane siano, wizyta u fryzjera i stwierdzenie, że przecież nie da się zapuścić ładnych i zdrowych włosów jak w XIX wieku ;)

W XIX wieku rozczesywano włosy grzebieniami wykonanymi z szylkretu, kości słoniowej, metalu lub drewna (a w późniejszych dekadach także ebonitu), natomiast szczotkowano je szczotkami z naturalnego włosia, najczęściej z dzika. Szczotkowanie miało rozprowadzić po włosach olejki, odżywić i wygładzić pasma. Przyznam, że to jest element wiktoriańskiej pielęgnacji, który pomijam. Współcześnie mamy spory problem z elektryzowaniem się włosów (ubrań, koców itp.) przez obecne w domach urządzenia elektroniczne. W sezonie grzewczym już w ogóle nie wyobrażam sobie nawet próby takiego wyczesywania włosów, uderzenie pioruna dałoby pewnie podobny efekt :P

Żeby nie było, że jestem historyczniejsza od dziewiętnastowiecznych, całkiem współczesnym środkiem, którego używam i polecam jest silikonowe serum (w drogeriach dostępne często pod nazwą "olejek", ale skład prawdę Wam powie ;) ), które nałożone po myciu i przed nakręcaniem loków otula włosy cieniutką warstewką i zabezpiecza je przed uszkodzeniami mechanicznymi. Natomiast akcesorium, które bardzo pomoże przy pielęgnacji długich pukli jest osławiony tangle teezer - niezniszczalna wprost szczotka, która rozczesze nawet najbardziej natapirowane i poplątane włosy bez uszkodzeń i szarpania :)

To jedyny raz, gdy nosiłam moje dwa sztuczne warkocze. Zgadniecie, które to? /fot. Mme Chantberry

C Z E S A N I E   I   U K Ł A D A N I E

Jak już wspomniałam, najpierw trzeba zakręcić włosy. Robię to najczęściej dzień wcześniej, po myciu włosów (szamponem, a jeśli nie są jeszcze do umycia, odświeżam je myjąc odżywką. Do tego nadadzą się wszystkie drogeryjne odżywki, mające wysoko w składzie behentrimonium chloride - substancję myjącą, o wiele łagodniejszą niż te dodawane zazwyczaj do szamponów) lub po zwilżeniu ich Eau de Portugal - dziewiętnastowiecznym płynem do loków (już wkrótce go poznacie!). Koniecznie trzeba odczekać, aby włosy podeschły naturalnie! Nakręcenie mokrych skutkuje wilgotnymi strąkami (które jak wyschną będą całkiem proste), a suchych - słabym i krótkotrwałym skrętem. Idealny moment na papiloty jest wtedy, gdy włosy nie są już wilgotne, ale nie są też całkiem suche, czyli suche na tyle, że mogłybyśmy wyjść od razu zimą na dwór. To chyba najlepszy opis tego szczególnego momentu. Potem jest już bez problemu - dzielę włosy na sekcje (uwzględniając przedziałek przyszłej historycznej fryzury) i nakręcam na długie paski bawełny. Może to być stare prześcieradło lub ścinki pozostałe po szyciu. W takich papilotach można spokojnie spać, bo są miękkie - nic nie wbija się w głowę i nie przeszkadza. Następnego dnia rano można też ukryć je pod fantazyjnie zawiązaną chustą / turbanem lub czapką i tak dotrwać do wieczornego czesania.

Podczas czesania nigdy nie uwalniam wszystkich loków na raz. Zawsze zaczynam od tych w tyle i ułożenia koka, a potem od upięcia pozostałych loków z przodu, po bokach twarzy. W XIX wieku do wypełnienia koka używano wypełniaczy z naturalnych włókien lub takich zrobionych z własnych włosów (tak, zbieranych ze szczotki --> opcja dla reko ultrasów xD ), natomiast współcześnie mamy w drogeriach bardzo fajne, lekkie zamienniki z włókiem sztucznych, w różnych kształtach i rozmiarach. Loki upinam szpilkami, czyli mówiąc po naszemu wsuwkami w kolorze moich naturalnych włosów. Dzięki temu nie są widoczne. Szpilki mam w trzech rodzajach: konstrukcyjne mocne i słabe - do podtrzymywania wypełniaczy i części fryzury oraz tzw. kokówki do podpinania i układania samych loków. Jeśli główna konstrukcja fryzury jest mocna, możemy na niej oprzeć podpinane kokówkami loki i warkocze. Możemy też uzupełnić fryzurę doczepkami (trzeba tylko uważać, aby dobrze trafić z kolorem!), dodać kwiaty, sznury kamieni lub pereł, pióra i inne ozdoby, zależnie od efektu, jaki chcemy osiągnąć.

W XIX wieku nie używano lakierów, pianek i innych utrwalaczy tego typu (zamiast nich stosowano tłuste pomady), wobec tego ja też z nich nie korzystam. Często możecie zobaczyć na moich zdjęciach z rekonstrukcji fryzury w początkowym lub nawet zaawansowanym stanie rozwalenia (po całym dniu biegania po polach lub kilku skocznych tańcach na balu ;) ). Myślę, że w XIX wieku było podobnie, z resztą w pisanych ówcześnie powieściach obyczajowych i pamiętnikach mamy wzmianki o tym, że panna po przyjściu ze spaceru poszła poprawić strój i włosy - wiatr pewnie zrobił swoje i trzeba było na nowo ułożyć poszczególne loczki lub nawet zaczesać się inaczej.

Tak, po rekonstrukcji często jest się martwym i śpi się cały następny dzień xD

P O   R E K O N S T R U K C J I

Po rekonstrukcji czasem trzeba od razu przygotować włosy na następny dzień. Wtedy najlepiej nie rozczesywać loków, tylko zwilżyć pukle Eau de Portugal i znów nakręcić na papiloty, podążając za skrętem z dnia poprzedniego. Oczywiście takie loki będą słabsze, możliwe też, że nie chwycą na tyle, aby ułożyć podobną fryzurę. Wtedy można spróbować upięć z warkoczy, którymi ratowały się dziewiętnastowieczne panny (bo hej, przecież one też nie kręciły tych loków codziennie, a nie wszystkie miały naturalnie kręcone włosy!). Gdy nie ma czasu lub możliwości (bo jest noc, a śpi się w namiocie), można nakręcić tylko loki przy twarzy, a resztę zostawić i rano zwinąć w mały koczek ukryty na cały dzień pod kapeluszem. Taki myk bardzo przydaje się, gdy mamy ładny kapelusz, a większą część dnia spędzimy i tak na dworze. Jeśli wieczorem będzie bal, zostają nam warkocze... lub sztuczne loczki - ja takich nie mam, bo bardzo trudno dobrać mi ich kolor pasujący do mojego naturalnego. Mam tylko dwa sztuczne warkocze i jak dotąd nosiłam je tylko raz...

Jeśli następnego dnia nie ma rekonstrukcji, najlepiej rozpuścić włosy i tak je zostawić. Bez szarpania, wyrywania, rozczesywania na siłę splątanych loków. Tych naturalnych i tak się nie rozczesuje, a włosy zakręcone na papiloty po kilku(nastu) godzinach same się rozprostują - wtedy można już bez problemu je rozczesać. Zawsze przed rozczesaniem sprawdzam, czy włosy już się rozprostowały, jeśli nie, zdarza mi się nawet iść spać w takich prostujących się lokach i rozczesać je dopiero rano.

Po wyjęciu wszystkich ciężkich ozdób, doczepek, wypełniaczy i po usunięciu wsuwek cebulki włosów obciążone tym wszystkim przez ostatnie kilka godzin potrzebują odpoczynku, dlatego lepiej też nie wiązać od razu włosów, tylko zostawić rozpuszczone. Jeśli jednak zaraz po rekonstrukcji trzeba koniecznie wyglądać jak człowiek, można zapleść z tych rozprostowujących się pukli delikatny warkocz lub upiąć prosty, luźny kok z minimalną ilością słabych wsuwek.

Po sezonie rekonstrukcyjnym włosy potrzebują odpocząć i zregenerować się. Dobrze jest wtedy częściej je olejować i pić różne ziółka (np. wywar z pokrzywy) lub drożdże, aby wzmocnić je od środka, jeść dużo natki pietruszki na wzmocnienie cebulek i wzrost nowych włosów oraz wrócić do prawidłowo zbilansowanej diety.


ENGLISH: The post reveals the secret of my 19th century coiffures and hair care which lets me have historic accurate length of the hair for the period. If any of you is interested in full translation, let me know and I will make a twin post in english :)

3 lutego 2017

Tomorrow does not exist! / the Duchy of Warsaw`s Lancers` party hard


Zmrożony śnieg trzaskał pod butami, gdy w małym, nadwiślańskim lasku szukałam przejścia do XIX wieku ukrytego za wrotami warowni. Było ciemno, a chłodna, styczniowa noc obiecywała długą zabawę w karczmie przy trunkach i trzaskającym wesoło ogniu.

The snow creaked upon my feet when I searched intensively for a gate to 19th century hidden in the woods. It was cold outside and frozen, January night was a promise of a warm and cheerful evening by the fireplace with my napoleonic era lancers friends.



Jak tylko weszłam do środka, powitały mnie liczne znajome twarze. Zdążyłam zawrzeć też kilka nowych znajomości, zanim bal oficjalnie się rozpoczął. Wkrótce wniesiono szampana i ostrygi i już, już po chwili pierwsze pary ustawiły się do poloneza... którego tańczyłam aż dwa razy, bo ułani chętnie prosili do tańca.

As I entered the fort, I saw many of my friends there. I also managed to make some new connections before the ball opened. The champagne and oysters were served and after a while polonaise started to form in the middle of the inn. I had a pleasure of dancing it twice as lancers were very eager to dance.


Po takim początku gospodarz zaprosił wszystkich do stołów, które uginały się od historycznego jadła. W świetle świec ogrzewały się i pachniały różne niezwykłe specjały: w przykrytej wazie parujący rosół z cytryną i ryżem, na srebrnych paterach sery, owoce morza, ryby i pieczona kiełbasa w towarzystwie owoców i bakalii, owoce zatopione w galarecie jak w kolorowym szkle, jagnię nadziewane kurczętami z grzybkami i knedlami ze śliwkami (serio, tak się da i jest pysznie! Nigdy nie przypuszczałam, że cięższe, mięsne dania mogą być tak dobre z owocami!). Jednocześnie ułani chętnie częstowali różnymi, przeróżnymi trunkami mocniejszymi i słabszymi i ani się obejrzałam, a dookoła mojej zastawy stał już wianuszek kieliszków z różnobarwną zawartością, na której planowałam, niczym powieściowy diuk des Esseintes, wygrywać alkoholowe symfonie.

After a dance we had a pleasure to rest a while before household brought delicious, 19th century food. The cook followed original receipts and ways of serving so we could taste many surprisingly good flavours, as: broth served with rice and lemon slices, many kinds of cheese, seafood and baked sausage with sweet fruit, delicate salad and delicacies, fresh friut inside the glossy jelly, lamb filled with chicken served with mushroom, beetroot and sweet dumplings with plums inside. During the dinner we could also try many kinds of alcohol so it wasn`t even a wink and I found myself beset by a little alco army.





Mimo ciepłej sukni z grubego aksamitu (szyłam ją ręcznie chyba ze dwa tygodnie! Biżuteria z mosiądzu i jadeitu to też moja robota ;) ) chłód szybko opadł na ramiona, podeszłam więc ogrzać się do ognia, gdzie nagle z jednego z niepozornych worków wyskoczyły... kury! Ułani znani są z fantazji, słyszałam też opowieści o przemycaniu kur pod rogatymi czapami, ale nigdy nie spodziewałabym się ich na żywo na balu! Słodkie, biegające kurki zostały wkrótce schwytane i przekazane gospodyni balu, a pułkowa kapela zabrała się żywo do grania.

Although my gown was thick enough for the weather (handsewn velvet, jade & brass jewellery is also made by me) it seemed to get chilly so I moved to the fireplace to get warm and noticed some tiny creatures jumping out of the sack. The chicken! And another one! And another! I read some original stories about the lancers hiding chickens in their shakos but didn`t even expect they bring them alive to the ball! How extraordinary! How sweet!


fot. M. Drzewiecki

Nie musiałam długo czekać. Gdy karczmę wypełniły skoczne oberki, zostałam porwana do tańca przez podoficerów i wirowałam długie minuty w blasku ognia do żywej, szybkiej muzyki. Cała karczma rozmyła się w migoczące barwy i dźwięki, gdy jak kometa niesiona tańcem przemierzałam jej przestrzeń. Utkwiłam wzrok w zmieniających się, złotych epoletach na ramionach wokół mnie i pozwoliłam tak nieść się muzyce przez noc.

Before the midnight regimental band started to play the joyous 19th century traditional music and soon all the guests found themselves dancing madly. Happy of not having a train in my gown, I had to be careful - it is so easy to loose control in the spin and fall to each other! - so I focused my eyes on those shiny, golden epaulettes changing quikly as I changed my dance partner.



Po chwili wszystko ustało, żołnierz ukłonił się i odprowadził mnie do ogniska, gdzie na ławie i skórach baranich mogłam odpocząć i upiąć uwolnione w tańcu loki. W tym samym czasie podeszło do mnie dwóch ułanów (którzy na wyścigi rezerwowali u mnie tańce) niezadowolonych, że oto tańczyłam z jednym z nich, a nie z drugim. Zażartowałam coś o pojedynku i moment później rzucono białą rękawiczkę. Ktoś przyniósł szable i pistolety, odszukano sekundantów i... już miałam iść po płaszcz, żeby przyglądać się pojedynkowi na zewnątrz, gdy nagle rozbrzmiała muzyka i znów zostałam porwana do tańca!

After first set of dances I had to take some rest by the fire to put my released curls in their previous place. Just a while after two lancers came to me arguing about amount of whirls I danced with each of them. An idea of asking for a duel seemed to be a clever joke... until they started to challenge! Someone brought them sabers and as I started searching for my pelisse to follow them outside, someone grabbed me to a dance and again an inn started to swirl insanely around.



Wzniesiono toasty za księcia Poniatowskiego i Księstwo Warszawskie, a zwycięzca pojedynku triumfalnie spalił rękawiczki w ogniu. Noc przechyliła się ku następnemu dniu, a zabawa wydawała się nie mieć końca. Młody, niedoświadczony ułan porwał gospodarzowi z kuchni granaty i wetknął mnie i mojemu rozmówcy cząstki owoców, niwecząc tym samym słodki deser na zakończenie wieczoru i narażając się gospodarzowi karczmy. Tymczasem jego pojedynkowy adwersarz, decydując się (po kilku mocniejszych trunkach) na przebycie drogi na drugą stronę stołu przez ten stół niefortunnie zahaczył ostrogą o obrus. Wolałam zasłonić oczy i tylko huk tłuczonego szkła, srebrnych tac i kandelabrów spadających na podłogę dał mi wyobrażenie o tym, co się stało. 

So we drunk toasts for prince Poniatowski and Duchy of Warsaw, the winner of the duel burnt his gloves in an act of wildness and the night started to become a day. A young lancer stole some pomegranate from the kitchen and gave parts of it to the guests, devastating the concept of a dessert. One of the duelists realising his brillant idea of walking to the opposite side of the table by walking through it hooked his spur in the cloth and (yup, that`s `tomorrow does not exist` part ;) ) I just closed my eyes hearing this incredible noise of plates, glasses, dishes and chandeliers falling apart.


fot. M. Drzewiecki
Wieczór zdecydowanie miał się ku końcowi, goście powoli zaczynali rozjeżdżać się do domów. Przemiły wachmistrz, wbrew moim nieśmiałym protestom zorganizował mi podróż do domu i tak, po 5 rano zdjęłam diadem i ułożyłam się na poduszkach, wiedząc już, że wstający właśnie dzień będzie krótki i raczej senny.

So it was over. Guests started to leave as the pale, morning hours approached. Amiable sergeant, don`t even minding my shy protests organised a transport for me and so I left this cheerful,  glistening inn just to change 19th century for the 21st and my ballgown and tiara into nightdress.


Powołując się na art. 16 "Ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych" (Dz. U. 2000 r. Nr 80 poz. 904) nie wyrażam zgody na kopiowanie, przetwarzanie oraz jakiekolwiek wykorzystywanie treści (tekstów i zdjęć) zamieszczanych przeze mnie na blogu.