30 października 2016

Jena 1806 / 2016


 Co prawda sezon letni już się skończył, ale od czego jest jesienne reko? Jadąc na Jenę obawiałam się nie tyle o nowy strój (który udało mi się uszyć na czas), ile raczej o pogodę. Wiadomo, jak jest zimno, deszczowo i wietrznie, spanie w namiocie jest dość wytrawną przyjemnością, a spanie w reko namiocie na słomie jako dziewiętnastowieczna panna - sportem ekstremalnym. Uwielbiam! 

Tym razem, ze względu na porę roku bardzo dobrze się wyposażyłam, ugotowałam nawet jedzenie i z takim ekwipunkiem zjawiłam się w piątek w nocy w towarzystwie żołnierzy Legii Naddunajskiej w obozie na polach pod Jeną.

fot. Jakub Wróbel
Nasz obóz w dzień i w nocy :)
Wystarczyło się trochę oddalić, by w ciemności poczuć pod trzewikami coś, co bynajmniej nie przypomina grudek ziemi. A po rozejrzeniu się dokoła, zauważeniu licznych drzew o drobnych liściach i podniesieniu z ziemi tego czegoś zrozumieć, że oto obóz znajduje się w środku sadu, a na ziemi leży mnóstwo słodkich, soczystych jabłek! Toż to wymarzona lokalizacja dla głodnych żołnierzaków! Ledwie ubrałam się w mój nowy strój (sznurowanie gorsetu w ciemnościach i zimnie - nie polecam!), zaraz znajomi zaopiekowali się mną, częstując słodkim miodem pitnym i zapraszając na spacer do sąsiedniego ogniska, przy którym również siedzieli nasi. Miłe powitania przerwał jeden z nich, który nadbiegając z ciemności oświadczył, że oto przy częstowaniu tabaką pomylił cesarza w szarym płaszczu ze zwykłym żołnierzem. Zaraz uformowała się linia i żołnierze zaczęli oddawać honory i śpiewać. Napoleon wstał, by przywitać się z oddziałem. Również i mnie nie ominął uścisk, a właściwie pocałunek dłoni, czym byłam podekscytowana cały wieczór!
Zanim położyłam się spać, czekały mnie jeszcze improwizowane tańce z żołnierzami w obozowej kantynie. Było tam tłoczno i gwarno, jak w ulu, co rusz witał się ze mną jakiś znajomy spod Waterloo, Austerlitz lub Heilsbergu - bardzo miło było ich wszystkich tu spotkać! Kufle dźwięczały, grajkowie grali żywo i trzeba było uważać, by nie powpadać na siebie w tym szalonym tańcu!

Loczków brak, szmizetka rozwiana - tak się wygląda po tańcowaniu w kantynie xD

Dopiero około drugiej wczołgałam się do namiotu i zasnęłam, ciesząc się z ciepłej (jak na październik) nocy, ale nie pospałam długo - o 7 rano ciszę przerwał sygnał z trąbki, na który odpowiedziałam tylko, że nie ma takiej możliwości i chyba ktoś tu sobie żartuje, po czym owinęłam się szczelniej i znów zamknęłam oczy. Ale nie dało się już spać, gwar narastał, a mnie czekało historyczne ubieranie, które trwa ze cztery razy dłużej, niż współczesne. Założyłam więc mój peniuar i poszłam na drugi koniec obozu, by umyć się tam w lodowatej wodzie i obudzić. Gdy wróciłam do namiotu, nie byłam jeszcze ani ubrana, ani uczesana, a jeden z żołnierzy pomagał mi właśnie sznurować gorset (to urocze, gdy są tacy pomocni!), gdy dowódca wrzasnął: "Za 15 minut!" - "Za 15 minut - co?" zapytałam. "No, wymarsz", odparł żołnierz, wprawiając mnie w niemałe osłupienie, bo wieczorem wszyscy mówili, że będzie to godzinę później. Nie było wyboru, musiałam zrezygnować z wymarszu wraz z wojskiem, obiecując, że odszukam ich, jak tylko będę gotowa. Z resztą, miałam na to cały dzień, bo bitwa miała odbyć się dopiero po południu. Z tą myślą zasiadłam leniwie do nesesera, który spełnił swoje zadanie kolejny raz. (Wiem, że jestem Wam winna post o tym, jak go zrobiłam i w ogóle, jak działa i obiecuję to nadrobić, jak tylko znajdę czas. Zdjęcia już mam :3 ), spokojnie się ubrałam, pomalowałam i uczesałam. Huzarzy za moimi plecami również korzystali z lustra, a jeden ze znajomych żołnierzy zdążył przy nim nawet ułożyć swoje wąsy ;)
Marta przed...
...i Marta po xD

Po wymarszu w obozie było cicho, żar dogasał w ognisku, postanowiłam więc skorzystać z zostawionego tam imbryka i ugotować sobie śniadanie. Była kawa i owsianka z jabłkami, których nazrywałam sobie z drzewa, a jedno piękne, czerwone dostałam od przechodzącego obok oddziału. Po śniadaniu dostrzegłam jeszcze jakichś żołnierzy na drugim końcu obozu i postanowiłam do nich dołączyć. Opuszczając nasze miejsce przez chwilę walczyłam z myślami, czy na pewno zasznurowałam namiot i zgasiłam ognisko ;)

Moje śniadanie i ja aka ludzie, którzy jedzą xD


Na miejscu okazało się, że pozostali żołnierze, to moi znajomi z Czech! Bardzo ucieszyłam się na ich widok, z resztą nie tylko ich - okazało się, że chyba większość żołnierzy wyruszała z obozu dopiero teraz! Wysłuchaliśmy krótkiej mowy Napoleona i wyruszyliśmy w stronę sąsiednich pól, depcząc po strasznym błocie. Po drodze zdążyłam jeszcze pozdrowić moich znajomych Prusaków, z którymi niestety nie miałam już później okazji się spotkać.
Pole bitwy było dość mocno oddalone od obozu, ale pogoda okazała się łaskawa, więc droga nie była uciążliwa. Na miejscu szybko odnalazłam moich żołnierzy z pułku, którzy, jak się okazało, musieli stać tę godzinę w polu! Pomyślałam tylko, że dobrze zrobiłam, zostając rano w obozie i odwlekając mój wymarsz :)

fot. Judith Heidelbergensis
fot. Sławomir Wójcik
Głodne wojsko zostało nakarmione bratwurstem i piwem, a ponieważ jeden z żołnierzy dobrowolnie (!) oddał mi swój karnet, ja również się posiliłam. Choć wojska były już gotowe, godzina bitwy stale się przeciągała. Spacerując w tym czasie po polach, zdążyłam odnaleźć zupełnie przypadkiem moje znajome z Waterloo i wraz z nimi najpierw czekałyśmy na bitwę, a potem dzieliłyśmy się wrażeniami z obserwowanej ze wzgórza batalii. Wystrzałów było sporo, trzy razy kursowała karetka i raz na pole bitwy wpadła spłoszona sarna, by zniknąć w lesie nieopodal. Nas oczywiście najbardziej interesowały mundury. Porównywałyśmy przystojnych kawalerzystów, podziwiałyśmy jak równo maszeruje piechota w linii i jak jeden z oddziałów pięknie przy tym śpiewał oraz szukałyśmy wzrokiem prusaków ukrytych za małym zagajnikiem w dolinie. Tak minęła nam cała bitwa. Moje znajome nie nocowały w obozie, więc pożegnałam się z nimi, jak tylko zauważyłam, że wojsko oddala się w całkiem innym kierunku i dzieli mnie od niego ogromna połać pola. 
Szybko nadgoniłam dystans i raz-dwa znalazłam się w obozie. Tam trwała już radosna krzątanina. Otworzono kantynę i kramy, do których koniecznie chciałam iść, by zrobić konieczne sprawunki. Potrzebowałam własnego imbryka i choć subiekci oferowali mnóstwo innych wspaniałych przedmiotów, skusiłam się jeszcze tylko na strusie i pawie pióra. Wracając ze sprawunkami, skręciłam w inną dróżkę między namiotami i znalazłam się blisko sztabu - na tyle blisko, by rozpoznać moje znajome, do których dołączyłam. Chwilę później natknęłyśmy się na samego cesarza, który obdarzył nas miłą pogawędką.
Rozmowy przeciągnęły się, zapadł zmierzch, rozpalono znów ogniska. Resztę nocy spędziłam wśród nowych i starych znajomych, rozmawiając przy ogniu i winie. Nad nami rozpościerała się noc.


ENGLISH: The Jena battle reenactment was an amazing opportunity to meet with lots of friends and to have a really nice time with them by the fireplace and during the battle. The best moments, I can remember are: when I realised, I met almost all of my napoleonic era friends in one place; when I cooked myself a porridge by the fireplace after my regiment already left for battle; when one of my soldier-friends used my necessaire to wax his moustache; a conversation with Napoleon; an evening dances in the tavern full of soldiers; a taste of red wine by the fireplace and apples picked straight from the trees; a shopping in a historical stall; battle observation with friends; a night time in the bivouac and many, many more. It was really amazing! I am always so happy to attend napoleonic reenactments, it makes me full of life and, as one of my friends noticed, there are special sparks in my eyes when I am with them, between white tents, by the warm fireplace.

11 komentarzy:

  1. Ależ fantastyczne rzeczy robicie :) Podziwiam!

    OdpowiedzUsuń
  2. Zazdroszczę kolejnej wyprawy na pole bitwy, oże w przyszłym roku tam się wybiorę...

    OdpowiedzUsuń
  3. Fajne zainteresowanie. Ja też czasem tęsknie do starych czasów, ale bardziej interesuje mnie odległa starożytność :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Starożytność też jest fajna, tylko trudniej ją odtwarzać ;)

      Usuń
  4. 2 ostatnie fotki smakowite :)

    OdpowiedzUsuń