12 kwietnia 2015

Królewna z marcepanu / migdałowa pasta oczyszczająca (1872 r.)

Ciekawi, czym w XIX wieku oczyszczano twarz? Tak, mydłem z wodą oczywiście, ale nie tylko...



Gdy przeglądałam receptury do nowej serii postów, natrafiłam na tę i od razu skojarzyła mi się ze słynną pastą oczyszczającą brytyjskiej manufaktury Lush. Kosmetyki Lush uwielbiam i żałuję, że nie można ich kupić w Polsce. Ostatnio udało mi się nabyć je w Petersburgu, ale ponieważ na razie nie planuję żadnych dalekich wojaży, chętnie sięgnęłam po przepis z 1872 roku z książki Encyclopedia of practical receipts and processes:


"Pasta migdałowa. Rozdrobnij blanszowane migdały na gładką pastę, cierpliwie ubijając je w marmurowym moździerzu. Pod koniec dodaj stopniowo odrobinę wody różanej lub z kwiatu pomarańczy z kilkoma kroplami olejku różanego lub neroli, albo odrobiną wody kolońskiej czy innym pachnidłem według uznania. Na koniec przełóż pastę do porcelanowych pojemników lub słoików z pokrywkami"


Potrzebujemy:
  • migdałów,
  • wody różanej lub z kwiatu pomarańczy,
  • opcjonalnie olejków zapachowych (różany lub neroli)
 Robimy pastę!
  • Jeśli migdały są całe, najpierw trzeba je zblanszować, czyli zwyczajnie sparzyć, przepłukać zimną wodą i obrać ze skórki.
  • Blanszowane migdały przełożyłam do moździerza i rozdrobniłam.
  • Pod koniec dolałam trochę wody z kwiatu pomarańczy, dzięki czemu powstała gładka pasta.
  • Voila!
 

Już podczas ubijania pasta zaczęła przypominać mi coś, na co od tygodnia mam ogromną fazę. Marcepan! Nie mogłam się powstrzymać i spróbowałam trochę. Tak, gdyby zamiast wody z kwiatu pomarańczy dolać syropu z wody i cukru, powstałby najprawdziwszy w świecie marcepan! :D Co z resztą nie jest niczym dziwnym, bo przecież tak się go wytwarza ;)

 A jak z kosmetycznymi właściwościami pasty?

Ze względu na swoje właściwości (podczas ucierania w moździerzu z migdałów wydobywa się ich naturalny olejek) pasta nadaje się doskonale do oczyszczania bardzo delikatnej i suchej cery. Dziewczyny, które nie używają wody do mycia twarzy, a podczas historycznych imprez nie chcą używać współczesnych mleczek, śmiało mogą sięgnąć po ten kosmetyk :)
Podczas masowania wilgotnej twarzy pastą, zmienia ona formułę, stając się czymś w rodzaju mleczka, które (o ile jest na to czas) można zostawić na twarzy na kilka minut jak maseczkę. Wypróbowałam ten sposób i po spłukaniu twarzy cera była bardzo miękka, delikatna w dotyku i rozjaśniona.
A jeśli by dodać do pasty odrobinę białej glinki, glicerynę i olejki eteryczne, powstanie idealna podróba słynnej pasty Lusha, tylko dostępna właściwie od ręki, o wiele tańsza i w pełni historyczna. Polecam spróbować!




ENGLISH:
Today I tried another cosmetic recipe and this time it was an Almond paste cleanser from "Encyclopedia of practical receipts and processes". I did everything as the formula says, except adding optional attar of roses / neroli (I didn`t want to). The paste looks very similar to marzipan, which is quite a fun (let me wash my face with a dessert, yo!) and if we add some extra ingredients as kaolin and essential oils it will be a perfect, historical accurate imitation of the famous Lush Angels on bare skin. Excellent!

10 komentarzy:

  1. Gdybym miała pod ręką wodę różaną, już leciałabym do sklepu po migdały.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie muszę poszukać przepisu na wodę różaną, bo na pewno da się ją wytworzyć z płatków :)

      Usuń
    2. Koniecznie!
      A pastę planuję. Mam taki super moździerz, że można w nim kamienie ucierać, więc migdały będą łatwizną :)

      Usuń
    3. W takim razie zacznę szukać i w sezonie różanym wypróbuję przepisy :)
      A do rozdrabniania migdałów można też zaangażować jakieś męskie ręce, o ile są w pobliżu ;)

      Usuń
  2. Wygląda super! Muszę wypróbować ten przepis :D (szczególnie, że uwielbiam migdały, podjem sobie przy okazji) :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spróbuj koniecznie! W sumie samą pastę też można jeść... 3:)

      Usuń
  3. Jak migdały uwielbiam, to marcepanu nie znoszę ;D. Przepis do wypróbowania, tylko czy to się szybko nie zepsuje?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Serio? Ja teraz miałam na niego ogromną fazę, ale tak normalnie jest mi raczej obojętny ;)
      Sprawdzałam trwałość i pasta wytrzymuje 3 dni, ale można też dodać konserwant i trzymać w lodówce - powinna przetrwać dłużej :)

      Usuń
  4. wypróbuję i na lush już nawet nie spojrzę bo nie zachęcają mnie ich ceny;))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, ceny to mają... Dobrze, że jak kupowałam, płaciłam w rublach i nie zdawałam sobie sprawy :P

      Usuń

Dziękuję za każdy komentarz, Wasze słowa wiele dla mnie znaczą: inspirują, motywują do pisania kolejnych postów... Buduar jest naszym wspólnym miejscem, a Ty, zostawiając komentarz, tworzysz je razem ze mną :)

( w razie pytań, mój adres e-mail: fragileporcelain@gmail.com )

Powołując się na art. 16 "Ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych" (Dz. U. 2000 r. Nr 80 poz. 904) nie wyrażam zgody na kopiowanie, przetwarzanie oraz jakiekolwiek wykorzystywanie treści (tekstów i zdjęć) zamieszczanych przeze mnie na blogu.