4 sierpnia 2017

Błękitna forteca / Nysa 1807

Do bitwy o fort w Nysie mam pewien sentyment, bo była to pierwsza bitwa napoleońska, jaką widziałam w ogóle - jako smarkaty podlotek, zbyt nieśmiały, żeby zadawać rekonstruktorom te wszystkie pytania (śpicie tu? kiedy przedstawienie? skąd taka pasja? to naprawdę tak wtedy działało?) po mnóstwie średniowiecznych reko, które jeździłam oglądać z braku czegoś bardziej mojego nagle okazało się, że jednak ktoś robi rekonstrukcję mojej ukochanej epoki napoleońskiej, że są bitwy, że można je nawet zobaczyć! Był 2008 rok i gdyby ktoś mi wtedy powiedział, że za 9 lat wrócę tu ponownie, we własnoręcznie uszytej, historycznej sukni, że sama będę spała w tych namiotach, używała tych sprzętów i podróżowała w czasie, nie uwierzyłabym!
Pola przed fortem okazały się jakoś dziwnie zarośnięte od ostatniego razu - pojawiły się drzewa, wysokie trawy... na szczęście sam fort pozostał bez większych zmian i po przejściu przez mury moim oczom ukazał się piękny obóz. Były tam nie tylko namioty, lecz także mnóstwo mniejszych i większych budowli: karczma, kościół drewniany, chata, szubienica oraz oczywiście zabudowania forteczne, które natychmiast zapragnęłam zwiedzić! Uwielbiam, gdy mogę wolno chodzić po historycznych miejscach, szwendać się i penetrować różne zaułki w poszukiwaniu przygód.

Zostawiłam tylko rzeczy w namiocie goszczącego mnie 32 pułku (moje ulubione Prusaki! Tak, tym razem zdezerterowałam do przeciwników Napoleona :P ) i poszłam obejrzeć twierdzę. Relację z tego labiryntu pokazywałam praktycznie prawie na żywo na instastories (warto śledzić), ale skoro już zniknęła, napiszę, że w forcie było przyjemnie zimno i wilgotno, co okazało się prawdziwą ulgą przy panujących na zewnątrz upałach. Każda reko bitwa dziejąca się latem powinna mieć taki fort! W środku były długie korytarze, podziemne schody i przejścia - niektóre ślepe, inne prowadzące do kolejnych, krętych schodów w dół lub wyjścia... do fosy! Skończyłam w fosie! :D Z wąskich okienek i prześwitów pasujących idealnie na karabin lub armatę słychaś było strzępy rozmów i muzykę pułkowego fajfra. Na wyschniętym dnie porastały leśne dzwonki, trawy, mchy na grubych, wrzuconych tam kiedyś gałęziach... Położyłam się wśród nich, słuchałam muzyki i było mi dobrze.

Po jakimś czasie uświadomiłam sobie że znam te głosy - są to moi znajomi z 32 i mogę do nich pójść! Wracając przejściami w jednym z pomieszczeń natknęłam się na niebieską jak moja nowa sukienka armatę i krzątających się wokół niej artylerzystów. "Będziecie z niej strzelać?", "Nie wiem, czekamy na rozkazy", "A to w ogóle wasza armata?", "Teraz już tak"
Nieopodal moi znajomi skręcali ładunki na bitwę:
- Po ile tam sypiesz?
- Tyle, ile ma miarka
- Masz miarkę na 6? Mamy sypać po 6. Daj!
- Nie.
- Sypiecie po 6? Tylko?
- A ile ty dajesz?
- Ja dawał dwat-set...
- Człowieku, z czego ty strzelasz? Chyba z armaty!

Najwyraźniej moja pomoc w robieniu patronów tym razem nie była im potrzebna. W fortecznej kantynie, w której rozdawano furaż napotkałam nie kogo innego, jak moich znajomych żołnierzy z 2! Przy ich drewnianym stole była kawa i ciasto z kruszonką i razem z nimi spędziłam czas pozostały do bitwy.
Na zewnątrz żar lał się z nieba, gdy wojska zaczęły się formować w szyki. Wspięłam się na zewnętrzne mury twierdzy, by stąd dobrze widzieć, co dzieje się w dole. Tym razem skupiono się na fragmencie batalii i na szczegółach, m. in. ucieczce pruskich żołnierzy z niewoli i zaatakowaniu niczego nieświadomych Francuzów, którzy właśnie tę twierdze zdobywali. Można było dokładnie obejrzeć jak markietanki wywożą z pola rannych, a ksiądz udziela im rozgrzeszenia w kościele. Jednocześnie na zewnętrzne mury twierdzy wychynęły armaty - przejechały tuż obok mnie i ustawiły się niedaleko. Rozpoczęła się kanonada i jak dym opadł, twierdza była już w rękach francuskich!

Zeszłam z murów i wróciłam do moich Prusaków, bardzo zmęczonych po bitwie w upale. Mimo to mogłam sobie postrzelać z karabinu, co po styczniowej akcji z latającym karabolem wzbudziło u mnie pewną rezerwę i szczególną ostrożność. Na szczęście karabin strzelił bardzo ładnie trzy razy bez problemu, a ja przypomniałam sobie, jakie to strzelanie jest super!
O zmroku czekała nas kolejna bitwa. Tym razem wdrapałam się na sam szczyt fortecznych umocnień, z których rozciągał się piękny widok na cały obóz i teren bitwy. Obok mnie siedziało 3 dezerterów i częstowało się trunkami. W granatowym zmierzchu przemieszczające się wojska, światła i wystrzały złożyły się w piękne widowisko, które mogłabym oglądać i oglądać całą noc!
Gdy po skończonej inscenizacji zeszłam na dół, okazało się, że żołnierze czegoś szukają. Były to fragmenty karabinu. Karabinu, który wybuchł. "Łopata z lufy" jak określił jeden z nich. Rannych było niewielu i żaden poważnie, ale i tak sam fakt, jak silny potrafi być wybuch zaklinowanych w lufie ładunków uświadamia, że strzelanie strzelaniem, ale to jest jednak prawdziwa broń. Co z tego, że używana 200 lat temu - nadal potrafi zadawać obrażenia, do czego w sumie została stworzona.

W nie tak długim czasie opatrzony nieszczęśnik - właściciel karabinu cały i zdrowy wrócił do obozu, a reszta z nas zaczęła świętować obie bitwy i piękny dzień. Na rekonstrukcjach się nie umiera, chyba, że na chwilę. Pod szubienicą trwały dzikie tańce (niebywałe, jak niektóre zwyczaje są w nas żywe i naturalne, mimo upływu czasu!), żołnierze z 2 częstowali pigwówką i tak zakończył się mój dzień w nyskim forcie. Zanim zasnęłam w namiocie, zdążyłam jeszcze przebrać się z nowej sukni w empirowy szlafrok i w nim odtańczyć kilka razy pod strykiem - oraz wziąć prysznic! Błogosławiony fort, który posiada prysznice, gdy po zmaganiach w upale z gorsetem w końcu zaznajesz czystości!


ENGLISH: The battle in the Nysa fortress was my first napoleonic reenactment ever - when I was just watching it as a schoolgirl. This year I was there again, as reenactor in my brand new, handsewn gown. If anyone told me about it then, I wouldn`t believe!
The fort is just an amazing place and our camp was full of facilities so I spent most of the time exploring the place. If you see my instagram, you might notice stories of my walk inside the fortress. The battle itself was a 'close up' of the original one, so we could see, except lines moving and shooting, many scenes from battlefield. In the evening was the second battle and I was watching it from the highest point of the fortress so the view and experience was just amazing!

3 komentarze:

  1. Wow, przejechałabym się kiedyś na takie reko, nawet nie w historycznej sukience, żeby tylko to zobaczyć!
    Takie pytanie: jak rysujesz wykroje na sukienki? Chcę uszyć właśnie taką regencyjną, i mój wykrój to po prostu powycinany odpowiednio współczesny wykrój na bluzkę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rysuję je na bazie oryginalnych strojów (zdjęcia na stronach muzeów) i na bazie wykrojów w książkach opracowanych (też z oryginałów) przez badaczy mody historycznej :)
      Przerobiony współczesny wykrój da radę na przebieranych i kostiumowych imprezach, ale rekonstrukcje to jednak trochę inna historia ;)

      Usuń

Dziękuję za każdy komentarz, Wasze słowa wiele dla mnie znaczą: inspirują, motywują do pisania kolejnych postów... Buduar jest naszym wspólnym miejscem, a Ty, zostawiając komentarz, tworzysz je razem ze mną :)

( w razie pytań, mój adres e-mail: fragileporcelain@gmail.com )

Powołując się na art. 16 "Ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych" (Dz. U. 2000 r. Nr 80 poz. 904) nie wyrażam zgody na kopiowanie, przetwarzanie oraz jakiekolwiek wykorzystywanie treści (tekstów i zdjęć) zamieszczanych przeze mnie na blogu.