2 września 2018

Dzień z życia Walewskiej

fot. J. Popczyk / portret autorstwa Gerarda
 Jakoś chyba z rok temu otrzymałam od czeskiego organizatora letniej rekonstrukcji w Austerlitz propozycję odtwarzania postaci Marii Walewskiej na tej dużej imprezie. Na początku myślałam, że to tylko takie gadanie, ale wiosną wypytałam o szczegóły i wszystko było już ustalone. Mnie pozostało tylko uszyć stroje, zrobić pełen risercz postaci, no i wcielić się w nią!
 


fot. J. Popczyk
Problem z panią Walewską jest taki, że nie ma jakoś przesadnie dużo źródeł opisujących jej charakter, osobowość i szczegóły, które odróżniały ją od tylu innych kobiecych postaci z epoki. Jaka naprawdę była Maria? Czy była bezbarwną postacią, bezwolną laleczką w rękach polskich magnatów, chcących odbudować Polskę, czy raczej silną kobietą próbującą odnaleźć się w niespotykanie nowych okolicznościach? Przyćmiona przez sławę cesarskiego kochanka, jednak bardzo dobrze poradziła sobie w życiu po jego zesłaniu na Świętą Helenę. A i już podczas zesłania na Elbę dobrze dawała sobie radę, będąc jedyną kobietą, która odważyła się odwiedzić tam Napoleona i w ogóle podjąć trud tak dalekiej podróży.

fot. J. Popczyk
To właśnie zdecydowałam się pokazać, budując postać Walewskiej. Ta druga strona medalu, inna niż popularna legenda o utworzeniu Xięstwa Warszawskiego wydawała się bardziej kusząca. Zmycie kolorowej, pseudo-patriotycznej farbki pozwoliło dojrzeć, jaka naprawdę mogła być, kim naprawdę mogła być ta dziewczyna pozująca Gerardowi w czarnej, ciężkiej, aksamitnej sukni do portretu w 1810 roku. Her-storia przeciwko historii.

fot. J. Popczyk
Tu muszę oddać hołd wszystkim, którzy portretują postaci historyczne, bo jest to w zasadzie (pomijając oczywisty splendor i przyjemności) ciężka praca! Przez ponad 15 godzin musiałam być stale dostępna (na dobrą sprawę nie było nawet czasu, by zrobić zdjęcia tej czarnej sukienki - te, które widzicie zostały zrobione w 15 minut, zanim przywołano mnie do pałacu) i nie wychodzić z roli. Trochę przeszkadzał mi brak szkolenia i przygotowania aktorskiego, bo z racji tego, że w Polsce taka promocja historii to zupełna nowość i na razie żadne polskie muzeum nie zdecydowało się na takie działania, warsztatowe zaplecze dla osób portretujących postaci z historii właściwie nie istnieje. Wszystko musiałam stworzyć, przygotować, wdrożyć i przetestować sama. Były to miesiące pracy.

Oczywiście fakt, że od kilku lat zajmuję się rekonstrukcją historyczną i potrafię poruszać się w gorsecie i sukni z trenem, znam dawne tańce, sposób zachowania i detale życia sprzed 200 lat bardzo pomagał mi w przygotowaniu do roli.

fot. J. Popczyk

przemawianko ;) fot. J. Popczyk
 Dzień Walewskiej zaczął się od dworskiego śniadania oraz wizyty w namiocie sztabowym, gdzie wraz z międzynarodowym dworem wznosiła toasty.
Następnie w oficjalnej części wraz z panem Walewskim, synem i nianią zajechała powozem w asyście całego regimentu dragonów, by przed pałacem powitać wszystkich gości przybyłych tego dnia do Austerlitz. Tą częścią stresowałam się najbardziej, bo wymagała oficjalnego przemówienia przed tłumem. Po polsku, ale jednak ;) Tymczasem wspominam ją jako najlepszy moment całej imprezy! Myślałam, że umrę z nerwów, a tymczasem w ogóle się nie stresowałam. Przemówienie, które powiedziałam było typową dla polskiej kultury szlacheckiej mową powitalną, a więc pasowało i do okazji, i do epoki. Najfajniejszy moment to chyba ten, gdy moi przyjaciele - żołnierze zakrzyknęli wiwat na sam koniec.

fot. Salik Slama
 
fot. Salik Slama
W dalszej kolejności Maria wraz ze starym mężem zajechała powozem na drugą stronę pałacu, by wziąć udział w toastach i ceremonii otwierania lokalnych win. Duży fun. A że wina morawskie są według mnie najpyszniejsze, musiałam uważać, żeby nie przedobrzyć z tymi toastami, bo pijana Walewska to dopiero byłaby atrakcja xD

fot. J. Popczyk

fot. J. Popczyk
Głodna nie byłam ani chwili, bo w cieniu bukszpanowych alejek czekał już stół zastawiony wczesnym obiadem, w którym Maria zajmowała główne miejsce przy stole. Tę część dnia zamykał piknik w parku i koncert muzyki Mozarta - dla mnie była to chwila na odpoczynek, niezwykle przyjemną, okazjonalną jazdę konną i zdjęcia, które tu widzicie.

portret autorstwa Gerarda / fot. J. Popczyk
 
Do tej pory nosiłam najbardziej kojarzoną z Walewską aksamitną sukienkę, którą uszyłam według portretu Gerarda. Aby być jak najbardziej podobną do odtwarzanej postaci, skopiowałam też jej jedwabne buciki, biżuterię i uczesanie. Zagrałam również makijażem i ustawieniem twarzy do zdjęć, aby wydać się jak najbardziej podobną do pierwowzoru. Musiałam wybrać jedno z dwóch: albo uszyć stroje na każdą okazję i przebierać się częściej, ale w żadnym z tych strojów nie przypominać Walewskiej obecnej w ogólnej świadomości współczesnych (niestety, nie zachowała się szafa ze strojami Marii, a i zestaw portretów Walewskiej jest dość ubogi) albo uszyć jej najbardziej charakterystyczną suknię i chodzić w niej do popołudnia, ale być rozpoznawalna jako Walewska właśnie. Wybrałam to drugie.

fot. Salik Slama
 
fot. Johana z Bohnické věže
Na oficjalny obiad w zamku i następujący po nim bal wybrałam sukienkę, którą już znacie ze zdjęciowej historii Walewskiej na Zamku Królewskim w Warszawie. Tymczasem przed samym obiadem nastąpiła niespodzianka - druga przemowa, tym razem po angielsku, którą miałam wygłosić! Portretowanie żywej postaci to zawsze trochę improwizacja, no więc czas było improwizować - i to szybko, zanim goście poumierają z głodu ;)

fot. Johana z Bohnické věže

fot. Johana z Bohnické věže

Na balu byłam już mocno zmęczona - i było to zmęczenie nie tylko z ostatnich kilkunastu godzin odgrywania postaci, ale przede wszystkim z ostatnich kilku tygodni przygotowania do roli (jeśli weźmiemy pod uwagę ilość czasu marnowaną przeze mnie we współczesnej pracy, to na Walewską niewiele zostaje... podczas gdy profesjonaliści mają na to całe długie dni i noce), które po prostu wzięło nade mną górę. A jednak zdeterminowałam się do roli na tyle, aby poprowadzić oficjalnego poloneza i zatańczyć jeszcze kilka tańców, zanim opadłam bez sił, i przeleżałam obserwację nocnej bitwy na muzealnych krzesłach. Do żywych przywróciły mnie odgłosy fajerwerków w pałacowych ogrodach.

Odtwarzanie postaci Walewskiej było wspaniałym doświadczeniem - i na tyle niezwykłym, że mogłam w ten sposób portretować postać jako pierwsza osoba z Polski na dużej imprezie za granicą. Muszę tu podziękować przede wszystkim organizatorom, którzy dali mi kredyt zaufania i zaprosili do współpracy; a także moim rekonstrukcyjnym przyjaciołom, którzy wspierali mnie na miejscu. Mam nadzieję, że to nie koniec mojej przygody z Walewską, a wręcz przeciwnie - początek :)

fot. Klara Bartosova

12 komentarzy:

  1. Wspaniała suknia, podziwiam, że udało Ci się tak dokładnie ją odtworzyć. Wyglądałaś cudownie jako Maria! Nie ma możejakichś nagrań z reko?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) Na facebooku wydarzenia (Napoleonske Hry) są nagrania live z oficjalnej części imprezy ;)

      Usuń
  2. Wspaniale wcieliłaś się w postać.Podziwiam twoja pasję i zapał ja bym tak nie umiała.Chciała bym zobaczyć na blogu jak krok po kroku tworzy się fryzury takie jak twoje.Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam plan tutoriali, tylko muszę wykroić na to więcej czasu, żeby były przejrzyście zrobione ;)
      Dzięki! <3

      Usuń
  3. Świetne odtworzenie postaci. Podziw za dopracowanie najmnniejszych szczegółów. Piękne zdjęcia.

    OdpowiedzUsuń
  4. 41 year old Research Assistant II Valery Worthy, hailing from Saint-Jovite enjoys watching movies like The Private Life of a Cat and Rowing. Took a trip to Catalan Romanesque Churches of the Vall de BoíFortresses and Group of Monuments and drives a Tundra. zobacz to

    OdpowiedzUsuń
  5. Bardzo ciekawa pasja! Muszę przyznać, że stroje wyglądają naprawdę pięknie!

    OdpowiedzUsuń
  6. Piękne stylizacje! Naprawdę bardzo dobrze to wygląda.

    OdpowiedzUsuń
  7. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  8. Zachwyciła mnie ta stylizacja. Bardzo ciekawy blog.
    Zauważyłam koleżankę ze studiów spacerującą po parku we Wrocławiu w ramach projektu "Krynolina". Świetna zabawa, ciekawa pasja. Mam nadzieję, że uda mi się dołączyć.

    OdpowiedzUsuń