5 sierpnia 2013

Historia Adeli H. zdarzyła się na prawdę

Takimi słowami rozpoczyna się ten dość stary, a jednak na swój sposób intrygujący film...


Jego scenariusz oparty jest na kanwie prawdziwych wydarzeń, zanotowanych w dzienniku tytułowej Adeli H. Ukrywająca się pod pseudonimem panna Hugo, córka słynnego pisarza francuskiego, wykazując się brawurową odwagą, ucieka z domu aż do Kanady za swoim ukochanym - porucznikiem Pinsonem. Jej miłość jest jednak jednostronna. Porucznik nie tylko nie odpowiada na listy zakochanej dziewczyny, ale też nie ma najmniejszej ochoty widywać tej panny, ani tym bardziej się jej oświadczać. Adela jest jednak zdesperowana. Na ołtarzu beznadziejnej, częściowo urojonej miłości składa wszystko inne - pieniądze, rodzinę, własne zdrowie fizyczne i psychiczne, powoli zatracając się w niemożliwych do spełnienia wyobrażeniach...



To z jej punktu widzenia poznajemy tajniki tej toksycznej, wymuszonej miłości. Adela tylko dwa razy spotyka się z porucznikiem twarzą w twarz - cała reszta wydarzeń związanych z ukochanym dzieje się poza nią - możemy obserwować je przez okno, z ukrycia lub wysłuchiwać pisanych przez bohaterkę listów i dziennika w jej ciasnym pokoju. Życie Adeli jawi się jako nudne, nakierowane tylko na jeden cel: ślub z Pinsonem bez względu na wszystko. Stan ducha bohaterki dobrze oddają ograniczone, klaustrofobiczne przestrzenie, w których toczy się akcja filmu, a także równie ograniczone relacje Adeli z innymi bohaterami.


To na niej skupia się cały film. Przez półtorej godziny obserwujemy, jak bohaterka zatraca się we wmówionej w siebie miłości (prawdopodobnie dlatego, żeby dorównać zmarłej, idealizowanej przez wszystkich siostrze) i jak postępuje jej powolna degradacja. Z ładnej dziewczyny powoli staje się niedowidzącą wariatką ogarniętą chęcią zdobycia porucznika za wszelką cenę i wbrew jego woli. 


Co takiego robi Adele? Pieniędzmi wyłudzonymi od rodziców spłaca długi ukochanego i opłaca dlań prostytutkę, stale pisze do niego listy, obserwuje go (nawet w męskim przebraniu udaje się na bankiet), okłamuje rodziców, a za sprawą anonsu w prasie zamieszczonego przez ojca, także i resztę świata; udaje, że spodziewa się dziecka z porucznikiem, próbuje go zahipnotyzować i w takim stanie zmusić do małżeństwa, ostatecznie wyjeżdża za nim nawet do Afryki... 
Sympatię do głównej bohaterki straciłam już na początku, a połowie filmu przestałam się dziwić Pinsonowi. Jak się więc oglądało film, w którym żaden z bohaterów mnie nie interesuje? ;) 


Histeryczna gra Isabelle Adjani (choć taki styl odtwarzania postaci, generalnie rzecz biorąc nie należy do moich ulubionych), a także dość uboga, ciemna scenografia i zmieniające się kostiumy dobrze pasują do tego filmu i do bohaterki. Gdyby scenariusz był zmyślony, uznałabym go pewnie za pretensjonalny, pozbawiony głębi (bo przecież  przez tę samą historię można by przekazać jakiś głębszy sens), nieciekawy (kilka razy odchodziłam od filmu i niespecjalnie chciało mi się wracać), ale asekuracyjne zdanie przytoczone na początku filmu i będące jednocześnie tytułem tego posta zmusiło mnie do zmiany oceny...


Wszystko wydarzyło się na prawdę, ale jednak można by przedstawić to inaczej. A może to jednak nie sprawka scenariusza, tylko wieku filmu? Powstał w 1975 i zdążył się już niestety, nie za ładnie, zestarzeć (szczególnie muzyka - wolałabym, żeby nie było żadnej, niż taka -_- ), a może to wina mojej niechęci do francuskich filmów? Niewiele ich widziałam, ale jak dotąd żaden nie przypadł mi do gustu...








Jak myślicie, jak zakończy się ta historia?

Raczej niewesoło: 4/10


(wszystkie zdjęcia wykorzystane w poście pochodzą z serwisu vodkaster.com)




43 komentarze:

  1. Nigdy nie słyszałam ani o tej historii, ani o filmie... I chociaż sama fabuła brzmi naprawdę ciekawie, to jednak nie wiem, czy zdecydowałabym się spędzić 1,5h na oglądaniu nieustającej rozpaczy głównej bohaterki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że fabuła byłaby ciekawa, gdyby przedstawiono ją w inny sposób, gdyby bohaterka budziła jednak jakieś pozytywne emocje... Jej rozpacz byłaby jeszcze do zniesienia, ale ona właściwie nie jest smutna, tylko zdesperowana. Miałam wrażenie, że Adela już nawet nie kocha Pinsona, tylko chce wziąć z nim ten ślub, bo tak sobie postanowiła i już. Irytujące :D

      Usuń
  2. Ostatnio natrafiłam na ten film przypadkowo, ale rok (nie cierpię stylistyki filmów lat 70. -_-) mnie odstraszył. Może kiedyś zdecyduję się na niego ze względu na kostiumy ;p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie, może to stylistyka lat 70. jest problemem? :) Nie znam się na filmach aż tak, dlatego często wpadam w ich niecne sidła ;D

      Usuń
    2. I tak z tego co widzę tu aktorzy dla odmiany nie są czerwoni :D Nie wiem czy zauważyłaś, ale w latach 70. wszyscy są czerwono-różowi i się świecą :P

      Usuń
    3. :D nie są, ale za to cały czas ekran jest jakiś ciemny i scenografia jakaś taka... zgrzebna :D

      Usuń
  3. Oglądałam! I przy końcówce już po prostu zasypiałam... Myślałam, że będzie to porywająca historia, w dodatku oparta na autentycznych wydarzeniach. A tu klops. Niby lubię te dawniejsze filmy, fabuła brzmi ciekawie, aktorka także jest przepiękna. Jednak całość okropnie męcząca. Nie polecam. ;/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też właśnie tak myślałam na początku... że ta historia mnie porwie, że będzie to coś niesamowitego... A tymczasem również zasypiałam i dokończyłam seans właściwie tylko z przyzwoitości ;)

      Usuń
  4. Od bardzo bardzo dawna mam ochotę na ten film. Lubię Adjani - choćby jej Królowa Margot była fenomenalna. Wiem, że tym filmem (Miłość Adeli H.) zryła sobie psychę na maksa - właściwie reżyser jej rak dał w kość i odgrywana rola.
    Polecam Ci - z francuskich - Camille Claudel, o genialnej rzeźbiarce żyjącej w cieniu Rodina.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, nie wiedziałam, że ten film dał jej tak w kość... Mnie zachwyciła przede wszystkim jej uroda... Aż sobie sprawdzę, jak wygląda teraz ;)

      Camille Claudel... widzę, że oprócz tego starego jest też nowy film ;> Zainteresowałaś mnie nim :)

      Usuń
    2. O, z Binoche - uwielbiam francuskie aktorki!

      Usuń
    3. Ja Binoche znam niestety tylko z Wichrowych :P

      Usuń
    4. Przepraszam że się wtrącę, ale Adjani zagrała też świetną rolę w Diabolique. Ten kontrast pomiędzy jej bohaterką, a drugą graną przez Sharon Stone. Świetne.

      Usuń
    5. Kolejny film do sprawdzenia ;)

      Usuń
  5. Matko boska, werter - kobieta ... ja dziękuję ;p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :D Werter nie był chyba aż takim desperatem, no i Lotta jednak coś do niego czuła, a tutaj wszystko było na siłę... Straszne :D

      Usuń
  6. To jeden z tych filmów do których podchodziłam trzy razy, za każdym zasypiałam i jeden z bardzo niewielu których nigdy nie dokończyłam. Miało wyjść ciężko, a wyszło zupełnie niestrawnie.
    Widziałam tą nową wersję Claudel. Juliette Binoche jest naprawdę świetna. Szkoda że ciągle mi brakuje czasu/chęci/obu na starszą wersję.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestrawnie - to dobre określenie na ten film :P

      Mam coraz większą ochotę na Claudel ;)

      Usuń
  7. Hmm, mam ochotę go oglądnąć :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jednak? Ciekawa jestem, czy by Ci się spodobał ;>

      Usuń
    2. Kto wie...:D Zawsze mam ochotę zmierzyć się z czymś trudniejszym ;)

      Usuń
  8. Mnie też zainteresowałaś, może i dlatego, że akurat klimat filmów kostiumowych lat 70. i 80. lubię, chyba głównie ze względu na obraz - teraz technika się rozwinęła i obraz jest zawsze "na żyletę", co wbrew pozorom czasem przeszkadza, a w tamtym okresie był idealny. No i Isabelle Adjani..;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciekawa jestem, czy film Ci się spodoba :)
      Ja akurat bardzo lubię dzisiejszą ostrość obrazu, może ze względu na małe problemy ze wzrokiem :P

      Usuń
    2. Obejrzałam i jak dla mnie film byłby bardzo w porządku, ale Truffaut popsuł wszystko paradokumentalnym zakończeniem.. i to zacytowanie zdania z jej dziennika na koniec, co to miało być - po co ta ironia? Całą problematykę filmu podsumowałyście Ty Porcelano i misiowa (pomijając feralne zakończenie, był to pierwszy film kostiumowy i jednocześnie pełnowymiarowy dramat psychologiczny, jaki do tej pory oglądałam). Na początku miałam mieszane uczucia wobec Adele, widziałam, że zachowywała się neurotycznie i histerycznie, ale z czasem stało się całkiem jasne, co nią kieruje. Te urojenia, kłamstwa i uciekanie przed rzeczywistością były skutkiem tego, że nie była w stanie zaakceptować swojego miejsca w rodzinie, wiecznie w cieniu wielkiego człowieka. I chociaż nie mogłam się z nią utożsamiać, moje współczucie dla niej rosło przez cały film - przytłaczała ją wielkość ojca i faworyzowanie zmarłej siostry, a całe poczucie własnej wartości uzależniła od uczuć Pinsona wobec siebie (swoją drogą, straszy kawał drania, wykorzystał ją i porzucił, a przecież w tamtych czasach, jeśli dziewczyna nie wyszła za mąż za swojego uwodziciela, marny był jej los).

      Usuń
    3. To zakończenie miało niby oznaczać, że Hugo pisał powieści i był doceniony, a powieścią Adeli było jej życie i nie zostało zauważone... Jak dla mnie film był jednak zbyt pretensjonalny. Może gdyby inaczej opowiedzieć tę historię...

      A Pinson to typowy drań, choć karą dla niego było pewnie to prześladowanie przez Adelę.

      Usuń
    4. Jasne, jasne, też tak to odczytałam, zresztą te bałwochwalcze wzmianki o Hugo przewijające się przez cały film byłyby całkiem nie do zaakceptowania, gdyby nie fakt, że miały właśnie służyć podkreśleniu sprowadzenia Adeli tylko do roli córki wielkiego poety - czyli znaczyła coś tylko o tyle, o ile dla innych było jasne, że jest jego córką. Ale ten głos z offu na końcu, zewnętrzny narrator komentujący z jaką pompą odbywał się pogrzeb Hugo, a jak niezauważony przeszedł pogrzeb Adeli, były natrętne i właśnie pretensjonalne (wiem, że Ty masz na myśli cały film, a ja się strasznie przyczepiłam do zakończenia:P)

      Usuń
    5. Tak, to zakończenie było szczególnie denerwujące, no i ten nagrobek Adeli na końcu... pfff :D

      Średnio podobały mi się też sceny koszmarów, te dwa obrazy nałożone na siebie, no i ta sama scena pojawia się chyba tam dwa razy, jakby zrobili kopiuj-wklej :/

      Usuń
  9. Klasyczna historia kobiety która kocha zbyt mocno, a właściwie jej miłość to pewien rodzaj uzależnienia. Czytałam kiedyś książkę psychologiczną o takowych przypadkach. :) Podobno to ma podłoże w złych relacjach z rodzicami, które z kolei powodują mizerne poczucie własnej wartości... Ufff... Brzmi mędrkowato, ale w praktyce to jest straszne. Czy popełniła samobójstwo?
    B. lubię tą aktorkę, ale nie wiem czy obejrzę. Faza na dramaty już mi przechodzi. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ona jest właśnie z takich kobiet... Z filmu wynika, że jej siostrę kochali i idealizowali wszyscy, a Adela była w cieniu Leopoldyny nawet po jej śmierci. Ten szalony romans mógł być chęcią przyrównania siostrze lub nawet przewyższenia jej...

      Adela się nie zabija. Zostaje na końcu przewieziona do Europy i zamknięta w zakładzie - nie wiadomo, co gorsze :/

      Usuń
    2. No właśnie, nie czuła się dostatecznie kochana w domu i ciągle zabiegała o miłość, a im bardziej ją ktoś odpychał, tym bardziej zabiegała... Bo tak to właśnie, niestety działa. Smutne. Czasem rodzice nieświadomie krzywdzą swoje dzieci.

      Pewnie gdyby jej nie zamknęli, mogłaby to zrobić. Takie historie niestety kończą się podobnie.

      Usuń
    3. Tak, możliwe, że tak było. W tym filmie niestety nie było to dokładnie pokazane, możemy się tylko domyślać. Wolałabym, żeby położono większy nacisk na wątek Leopoldyny i relacji sióstr, film pewnie byłby ciekawszy :)

      Może, chociaż ona była tak odrętwiała później, że może jednak nie miałaby sił…

      Usuń
  10. Witaj
    Dawno mnie tu nie było :)
    Film z opisu raczej będę omijał ;)
    Kiedyś w tv leciał kostiumowy film.Tytułu niestety nie pamiętam. Akcja działom się na jakieś wyspie tropikalnej, ślub bez miłości i miesiąc miodowy w puszczy w domku letnim. Zapowiadał się ciekawie ale się dłużył strasznie i do tego był taki nudny że zasypiałem, dlatego w połowie pożegnałem się z nim. Filmy kostiumowe nawet bez akcji mnie nie nudzą, więc ten musiał być wyjątkowy.

    Przejrzałem też inne posty i widzę że było spotkanie :) szkoda że nie wiedziałem może bym się wybrał.Dawno temu próbowaliśmy na forum zorganizować spotkanie w Łazienkach Królewskich w stylu rokoko ale nie wypaliło bo wszyscy się pokulili o tytuły i kiecki to zrezygnowaliśmy bo żywo by się jeszcze pozabijali.
    Choć teraz bym się ubrał raczej strój XIX wieczny
    z dużym cylindrem, bardziej męski jest niż XVIII frak.
    Koronki jednak toleruje bardziej w damskim stroju.

    Przepraszam za literówki które penie występują, ale pisze z tel a tu czasem mi spowalnia net i czasem się zacina.
    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przypomniało mi się że ostano oglądałem dobry film "Portret damy"
      Zachwycił mnie tym filmie ogród i wnętrza :)

      Oprócz XVIII wieku lubię też XIX wieku ale od lat 70, z tym meczącym przeładowaniem które bardzo lubię ;)

      Usuń
    2. Niektóre filmy kostiumowe są niestety nudne :P Im więcej ich oglądam, tym bardziej jestem wybredna :P

      Było spotkanie, może następnym razem przyjedziesz?

      A ja właśnie wolę XIX wiek do lat 70. :D Stroje męskie są faktycznie lepsze niż te XVIII wieczne, te cylindry... ;)

      Usuń
    3. Bym przyjechał bo i tak teraz jadę do Krakowa a jak bym wiedział o spotkaniu to bym przesuną wyjazd na zjazd. Bym przyjechał z siostrą i z dwoma znajomymi,ech szkoda, może następnym razem się uda ;)

      Usuń
    4. Mam nadzieję! Jak by co, to śledź spis blogów kostiumowych. Tam są zawsze informacje dotyczące spotkań :)

      Usuń
  11. Pierwszy raz słyszę o tym filmie, ale mam jeszcze prawie 2 miesiące wakacji więc na pewno się z nim zapoznam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciekawa jestem, czy Ci się spodoba, czy nie ;)

      Usuń
  12. Ilekroć czytam tytuł i treść (choćby pobieżnie) tego posta, to przychodzi mi na myśl określenie, że to "Adela H. zdarzyła się naprawdę". Z tego mógłby być świetny thriller psychologiczny. I chyba wolę wspominać tylko jego wyobrażenie, niż obejrzeć ten film i się rozczarować.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, fajnie byłoby przerobić ten film na thriller :D Widmo martwej Adeli H. ściga porucznika po wszystkich kontynentach :D :P

      Usuń
    2. Thriller psychologiczny, nie horror... ^^'
      Za przykład takiej historii mogę ci podać "Tajemniczy uśmiech" Nicci French.

      Usuń
    3. No, ok :) Chociaż horror byłby bardziej zabawny :P

      Usuń
    4. O, a z tym się kłócić nie będę. ^^

      Usuń