24 czerwca 2014

Falbanki, koronki i hafty

czyli bielizna damska w połowie XIX stulecia

Czas na pierwszy z obiecanego jakiś czas temu cyklu postów o strojach damskich w trzech dekadach: latach 40., 50. i 60. XIX wieku. Bieliznę zrobiłam przekrojowo, ale późniejsze posty podzielę chyba na epoki.


Bielizna w "grzecznym" XIX wieku była o wiele bardziej obfita, niż w frywolnym wieku XVIII. Oczywiście jej kolejne warstwy przybywały stopniowo. Jak pamiętamy z poprzedniego wpisu bieliźnianego, na przełomie wieków stylizujące się na greczynki elegantki pozbywały się nie tylko stelaży i poduszek, lecz często nawet i gorsetu. Po burzliwym okresie wojen napoleońskich, w miarę stabilizacji nowego ładu społecznego i utrwalania się nowego podziału Europy, moda również wracała do swojej wcześniejszej, obfitej wersji. Działo się to głównie w latach 20. i 30. XIX wieku, o których tu nie piszę, bo za modą tych dekad jakoś nie przepadam (tj. nieszczególnie chce mi się z nich szyć coś na siebie, ale może kiedyś się to odmieni ;) ). 


Z każdym kolejnym rokiem talia się obniżała, a spódnica rosła wszerz, po to, by w latach 40. wyglądać tak, jak na obrazku powyżej. Ze wszystkich elementów bieliźnianych koszula przez okres rewolucji i wojen napoleońskich przeszła bez szwanku i w latach późniejszych nadal była obowiązkowym elementem, rozpoczynającym poranny rytuał ubierania. To samo tyczy się pończoch, które (szyte z bawełny lub jedwabiu) sięgały za kolano i były przytrzymywane haftowanymi podwiązkami. Długi gorset, formujący talię w jej anatomicznym miejscu, unoszący oraz zaokrąglający biust i kształtujący biodra usztywniany był drewnianym lub metalowym płaskim buskiem, przypominającym deseczkę wsuwaną z przodu. Dodatkowym usztywnieniem były fiszbiny wielorybie, umieszczone głównie na przodzie, lecz także po bokach i w tyle gorsetu.
Nowością dziewiętnastowieczną (mniej więcej od lat 1820.) stały się pantalony - dwie połączone w pasie i obszyte koronką u dołu nogawki, zasłaniające nogi... i tylko nogi. Dzisiaj ten fakt jest zadziwiający. Wszak pantalony to zupełna odwrotność współczesnej nam bielizny! :D Niekiedy nakładano je na koszulę, wyciągając jej rożki z przodu i z tyłu, a kiedy indziej to koszula przysłaniała pantalony.
Na tę pierwszą bieliznę, która była blisko ciała nakładano to, co miało formować szeroką spódnicę. Pierwsza krynolina (od crin - włosie końskie oraz lin - len) składała się z wielu sztywnych halek, których minimum stanowiły cztery: pierwsza usztywniona włosiem, na nią druga - watowana, sięgająca kolan lub poduszka poszerzająca w kształcie wałka (podobna, jak w XVIII wieku), następnie płócienna lub lniana, mocno krochmalona halka z obfitymi, również krochmalonymi falbanami, a na sam wierzch, tuż pod suknią - lekka haleczka muślinowa.



W latach 1850. wykrój koszuli z dużym dekoltem, często odsłaniającym ramiona właściwie się nie zmienił. Takie same noszono również pończochy, szyte lub dziergane i przytrzymywane podwiązkami. Wygląd pantalonów także nie uległ zmianie, małą metamorfozę przeszedł natomiast gorset. Wcześniejszy, ze względu na funkcję kształtowania bioder sięgał bardzo nisko, a sztywny, drewniany busk mógł wbijać się przy siadaniu i nie pozwalał na zachowanie naturalnej sylwetki w ruchu. Pamięć o nim musiała mocno zachować się we wspomnieniach, skoro jeszcze moja babcia powtarzała, że dawniej panienki siedziały prosto, jakby kij połknęły. Teraz już wiem, co to za "kij" ;)
Tymczasem w latach 50., pracując nad węższą i mocniej zaznaczoną talią, przy okazji skrócono i wyprofilowano też gorset tak, by był wygodniejszy w noszeniu.
Aby nie odznaczał się pod sukienką, zakładano na wierzch staniczek gorsecikowy, który mógł zawierać różne ulepszenia, powiększające biust (tutaj tego typu wiktoriański push-up zastosowany bezpośrednio w staniku sukni). Ówczesnym kobietom najbardziej zależało na wąskiej talii i odpowiadających sobie wielkością bioder i ramion / biustu, co dodatkowo podkreślało wąską kibić. O ile większy biust można było osiągnąć za pomocą ulepszeń i dodatków przy sukni (o których później), tak o odpowiednią szerokość spódnicy dbała krynolina.
Tym razem z pomocą przyszła nauka. W czerwcu 1856 roku wynaleziono krynolinę taką, jaką znamy pod tą nazwą dziś. Giętkie, metalowe druty kształtowano w obręcze i z nich, za pomocą bawełnianych taśm tworzono okrągły, kopulasty stelaż, na którym opierała się suknia. Dzięki temu jej spódnica miała pożądany kształt dzwonka, a sama krynolina była wygodniejsza od swojej włosianej poprzedniczki. Nie trzeba było kilogramów krochmalonych halek - wystarczyło kilka, by osiągnąć o wiele lepszy efekt.


W kwestii kroju koszuli, pantalonów i pończoch lata 60. nie przyniosły wielkich zmian. Gorset natomiast, w miarę postępu techniki, zyskał nowych sprzymierzeńców w formowaniu doskonale wąskiej talii. Był to przede wszystkim lekki, metalowy, zapinany busk, a oprócz niego - metalowe fiszbiny i metalowe kółka w tyle, przez które przewlekano tasiemki do wiązania gorsetu (nie znalazłam dokładnej informacji o roku, w którym się pojawiły, tylko ogólną o połowie XIX wieku, więc giętkie, metalowe fiszbiny i kółka mogły istnieć już w poprzednich dekadach).
Staniczek gorsecikowy nadal noszono z upodobaniem, tak samo, jak wierzchnie halki, wyposażone dodatkowo w nadające miękkości sukni falbany. Natomiast krynolina pod nimi w 1862 roku uległa zmianie. Wyjęto części obręczy z przodu (co dało efekt spłaszczenia) po to, by dodatkowo uwypuklić suknię w tyle. Ta na powyższym obrazku ma jeszcze dodatkowe, małe półobręcze unoszące suknię na wysokości pośladków, co niewątpliwie jest już nieśmiałą zapowiedzią późniejszej mody na turniurę.




Wracając do krynoliny, nie obyło się również bez skandalu. Niektórzy moraliści uznali ją za nieodpowiednią, ponieważ nogi, zamiast być ściśle otulone halkami, pod stelażem zyskiwały wolność. Nietrudno było również o liczne wypadki z udziałem krynoliny. Można się było nie zmieścić w drzwiach. Można się było zaklinować w dorożce. Wiatr mógł podnieść suknię do góry i pokazać nogi. Można było w tańcu zarzucić obręczą i ukazać rąbek halki. Horror! :D Nie mówiąc już o poważniejszych przypadkach, jak zahaczanie suknią o drobne przedmioty i istne spustoszenie nie tylko wśród modnych, kruchych bibelotów, lecz także w pracy (służące, robotnice). Ze względu na swoją niespotykaną dotąd szerokość, krynolina stwarzała też zagrożenie pożarowe. Wystarczyło, że jakaś panna chciała ogrzać się przy kominku i, zapomniawszy o rozmiarach spódnicy, stanęła za blisko ognia...

__________________
Źródła obrazków: 1, 2, 3

35 komentarzy:

  1. Kocham XIX wiek i krynoliny :) To interesujące jak szybko moda, bielizna zmieniały się na przestrzeni dziesięcioleci :) Kiedy krynolina osiągnęła swoją największą szerokość (co już było oczywiście przesadą) stawała się nawet obiektem żartów, ale gdyby ci co sobie drwili (pewnie faceci) ;D sami spróbowali poruszać się w czymś takim, nie byłoby im do śmiechu ;D No ale cóż, taka była wtedy moda więc trzeba było się dostosować, jeśli chciało się żyć w zgodzie w panującymi trendami; niezależnie od tego czy to było wygodne czy nie ;)
    P.S. Nie można odtworzyć filmu z powodu jakiś praw autorskich.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też! Od kiedy w listopadzie zmierzyłam krynolinę, będącą częścią wystawy w Muzeum w Gliwicach, zaczęłam nieświadomie dryfować w stronę tej epoki, bo to właśnie w krynolinie jak dotąd czułam się najlepiej :)

      No, te dzikie, kilkumetrowe krynoliny balowe, które prezentują się dumnie na fashion plates jakoś nigdy mi się nie podobały... Ale te "normalne" z obrazów Winterhaltera na przykład są boskie <3

      O nie :/ Jak pisałam ten post w weekend, wszystko działało :/ Youtube jest naprawdę nieznośne z tym usuwaniem... Na razie nie ma filmiku w sieci. To był fragment Horrible Histories o wiktoriańskiej modzie i wypadkach z krynoliną - uroczy i zabawny, jak chyba wszystkie HH :P

      Usuń
    2. Najbardziej ze wszystkich rodzajów sukienek chciałabym mieć właśnie krynolinę :) Winterhalter! :) Jego obrazy często goszczą na moim pulpicie :) To mój ulubiony malarz rodzin arystokratycznych :) Na jego twórczość przypadała najpiękniejsza wg mnie moda w dziejach świata i co ważne potrafił ją bardzo realistycznie przedstawić na płótnie:) Zresztą mój ulubiony obraz Winterhaltera to moje zdjęcie na blogowym profilu :)
      Może jeszcze odblokują jakoś ten filmik, bo chciałabym go zobaczyć :)

      Usuń
    3. A wiesz, że stelaż tej listopadowej krynoliny jest już świętej pamięci? Tak się wypaczył od używania, że niczego już nie przypominał...:-(

      Usuń
    4. Ten tata to ja Asia-tylko zaś mąż się nie wylogował...

      Usuń
    5. Ellerin - też uwielbiam jego obrazy, a krynoliny zdecydowanie podbiły moje serce :)
      Asia - a to się zdziwiłam dzisiaj rano, po przeczytaniu tego komentarza! Myślę sobie - jakim cudem mój tata czyta tego bloga i w dodatku wie, co to krynolina? :D
      Jaka szkoda, że się popsuła...Planujesz może nową?

      Usuń
  2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  3. Naprawdę nie lubisz lat 20 i 30? Od jakiegoś czasu zaczęłam je uwielbiać, a krynolinę darzyć mniejszą sympatią. Sytuacja kompletnie odwrotna od twojej :D
    Nie dziwię się właściwie, że po włożeniu krynoliny od razu Ci się spodobała, to jak te spódnice się zachowują w ruchu przysparza o dreszcz. :)
    Planujesz szyć krynolinową suknię? Krynolinę kupujesz czy próbujesz zrobić? Zastanawiam się czy to jest aż tak trudne :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, że nie lubię, po prostu moda damska tego okresu jakoś mnie nie chwyta za serce... Za to dandysi i ich tryb życia - owszem 3:)
      O tak, chociaż trzeba pamiętać, by o coś nie zawadzić :P
      Tak, planuję :) Stelaż zamówiłam, podobnie, jak gorset - z moim tempem szycia i ograniczonym czasem nie zdążyłabym nigdy -_-

      Usuń
    2. Ach dandysi! To była ciekawa ,,grupa" :)
      A gdzie zamówiłaś stelaż? Bo gorset pewnie u Paliny z Corsetry&Romance? :D Nie mogę się doczekać Twojej bielizny! (Jakkolwiek to brzmi :D)

      Usuń
    3. Uwielbiam ich, no i mrocznych poetów w stylu Byrona też :D
      Tak, gorset u Paliny :) A stelaż przez Ebay, z Chin. Eleonora też ma stamtąd, w zeszłym roku mierzyłam go, macałam :P i stwierdziłam, że też "kiedyś" tam zamówię ;)

      Usuń
    4. Ale super! :D Porcelanko, nie wiem jak to robię, ale jak szukam dla siebie wykrojów to nie mogę znaleźć a pod ręce podchodzą mi wykroje z epoki, którą rekonstruuje ktoś inny. Szukając wykrojów do sukni balowej z 1890 roku znalazłam kilka wykrojów krynolinowych, może Ci się przydadzą: http://digitalstampdesign.blogspot.com/2013/05/free-antique-sewing-digital-stamps-3.html http://www.vintagevictorian.com/sewing_1860.html
      i marquise, ale te pewnie znasz http://marquise.de/en/1800/schnitte/s1800a.shtml
      http://marquise.de/en/1800/schnitte/s1800b.shtml . Powodzenia :) A jakbyś przypadkiem znalazła jakiś fajny wykrój z 1890 to napisz :D

      Usuń
    5. O kurczę, dzięki! Tyle dobrego :) Jak coś znajdę z tej dekady, to podeślę na pewno :)

      Usuń
  4. Porcelanko, jak cudownie napisałaś ten post! To zestawienie jest genialne, od razu widać, co i jak. Jednak program do grafiki to dobra rzecz :D Proszę, zrobisz taki o pozostałych dziesięcioleciach? Co do samej bielizny, to dzięki Damie Kameliowej bardzo zaczęła mi się podobać ta z lat 40, Ostatnio na przymiarce mierzyłam koszulę i od razu poczułam się tak fajnie :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki :) Tak, program dużo ułatwia - zawsze zaczynam pracę od obróbki zdjęć i podczas niej klaruje mi się, co i jak napisać :)
      Jak najdzie mnie faza na pozostałe, to zrobię :)
      Ech, lata 40.! W nich chyba najbardziej urzekła mnie sylwetka, choć krynolinowy stelaż w tej chwili jest jednak bardziej kuszący ;P

      Usuń
  5. Naprawdę podziwiam XIX-wieczne damy, które potrafiły poruszać się na co dzień w krynolinie. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie po codziennych wypadkach mniejszych i większych uświadamiały sobie rozmiary sukni i w końcu jakoś nauczyły się z nią radzić ;)

      Usuń
  6. Wydaje mi się, że gdzieś czytałam, że metalowe kółeczka z tyłu wymyślono już w latach 30., ale nie jestem wstanie sobie przypomnieć gdzie i kiedy, wiec informacja bardzo niewiarygodna ;D Bardzo mi się podobają te zdjęcia zestawione razem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też wydaje mi się, że te kółeczka i typ wiązania są jednak wcześniejsze, a metalowe fiszbiny i zapięcie z przodu pojawiły się jakoś w latach 50. - ale właśnie, nigdzie nie znalazłam konkretów na ten temat...
      Dzięki :)

      Usuń
  7. No jak pięknie, jak uroczo, o bieliźnie :)
    Ten post przypomniał mi, jak siałam spustoszenie w poznańskiej księgarni swoją bardzo prymitywną krynolinką :P Jednak można powiedzieć, że potwór został okiełznany, nawet siadam w niej z jako-taką gracją.
    A zdarzały się staniczki gorsetowe na grubych ramiączkach? Kupiłam sobie kiedyś taką bawełnianą, białą bluzeczkę, którą w zasadzie można by przerobić...
    Jak Ty inspirujesz, Porcelanko :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. He he, pewnie księgarz miał co potem robić z tymi wszystkimi postrącanymi książkami :D
      Hmm... nigdy się na taki nie natknęłam, ale może do zabudowanej sukni dziennej..?

      Usuń
  8. Ach te niesforne uwolnione nogi, no jak tak można było:D Dla mnie okres 1820-60 to właśnie ten który niespecjalnie mnie pociąga. jak nie bufki, to krynoliny... Ja jednak mam wyraźną słabość do wypychania sobie kuperka:D
    PS. Zawsze się zastanawiałam jak się siada w krynolinie w miejscu innym niż podłoga. Chciałabym kiedyś przetestować :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Krynoliny są fajne, ale za tymi balowymi na kilka metrów w obwodzie też nie przepadam. Nie lubię ekstremalnych rzeczy w modzie :P
      Ach, wypchany tyłek! Tyle rzeczy pozrzucałam już moim osiemnastowiecznym bum padem :D

      Czytałam kilka tekstów o tym, jak trudna była sztuka siadania w krynolinie, żeby te obręcze nie wyginały się we wszystkie strony. I też jestem ciekawa, jak to wygląda w rzeczywistości ;)

      Usuń
    2. Widziałam kiedyś filmik, gdzie dziewczę podczas siadanie przesuwało pięta obręcze pod kuper (tak jakby składało krynolinę z tyłu) i siadało na nich - pod suknią przesuwała się w takim razie tylko krynolina, suknia wierzchnia zostawała na miejscu (CHYBA)

      Usuń
    3. Hmm, to ciekawe! Szkoda, że nie zapamiętałaś nazwy tego filmiku, bo chętnie bym zobaczyła :) Znając życie, pewnie zanim założę gdzieś moją (planowaną na razie) krynolinę, będę musiała porządnie naoglądać się filmików na youtube i naczytać porad, jak się poruszać w takim stelażu :D

      Usuń
    4. https://www.youtube.com/watch?v=5fK-J-WR230

      O tutaj pod koniec :D

      Usuń
    5. Ale fajnie :) Sprytna metoda, zapamiętam ją na przyszłość (i mam nadzieję, że nie zahaczę stopą o krzesło, bo przy moim szczęściu byłoby to bardzo możliwe :D )

      Usuń
  9. Pięknie i szczegółowo wszystko opisałaś, dziekuję, bo mi się zawsze myliło co po czym i na co zakładano :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że udało mi się dobrze zobrazować temat :) Właśnie zabieram się za kolejny post z tego cyklu :)

      Usuń
  10. O, ja też zdradziłam ulubioną do niedawna regencję dla krynoliny. Głównie w kroju sukni ślubnej (bo tak bardzo nie umiem szyć) - okazało się, że obszerny dół z wąską talią znacznie lepiej współgrają z moją naturalna sylwetką klepsydrowatą, niż empirki w których wyglądam... No, cóż, sobie się podobam, ale wyglądam nieco ciążowo-karmiąco :P

    Poza tym KOCHAM Przeminęło z Wiatrem (i tak bardzo bawią mnie wzystkie wyrazy zgorszenia, ze babcia Scarlett nosiła tylko jedna halkę pod empirkową suknią!)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sylwetka klepsydry to najlepsze, co może być! Zazdroszczę ;)
      Krynolina jest bardzo kobieca przez ten kształt i podkreślenie wąskiej talii. Na ślub w sam raz :) Za to empirki są idealne do tańca, bo nic nie przeszkadza i można skakać do woli :)

      Usuń
  11. Na początku te pantalony z... yyy... prześwitem, :DDD trochę mnie zszokowały, ale w sumie gdy kobieta miała na sobie tyle tego, korzystanie z toalety było nieco ułatwione...
    Ciekawie wyglądają te pończochy, zwłaszcza te kolorowe. Czytałam gdzieś o nich w jakiejś książce, ale nie wiedziałam, że to aż tak. No i gorset. Kiedyś go sobie sprawię. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, przy tylu warstwach "dziura" w pantalonach była pewnie błogosławieństwem :D
      W sumie trochę żal, że tak drobiazgowo zdobiona bielizna była ukryta przed światem... Dziewiętnastowieczni wykazywali dbałość o estetykę ubrań nawet wtedy, gdy były nie do pokazywania ;)

      Usuń
  12. Och, czyli nie nosiły majtek? :O :D
    A co jak okres miały? :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miały kawałki bawełny, watę, laudanum przeciwbólowe i nie wychodziły z domu ;)

      Usuń

Dziękuję za każdy komentarz, Wasze słowa wiele dla mnie znaczą: inspirują, motywują do pisania kolejnych postów... Buduar jest naszym wspólnym miejscem, a Ty, zostawiając komentarz, tworzysz je razem ze mną :)

( w razie pytań, mój adres e-mail: fragileporcelain@gmail.com )

Powołując się na art. 16 "Ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych" (Dz. U. 2000 r. Nr 80 poz. 904) nie wyrażam zgody na kopiowanie, przetwarzanie oraz jakiekolwiek wykorzystywanie treści (tekstów i zdjęć) zamieszczanych przeze mnie na blogu.