2 lipca 2014

Od negliżu do kreacji balowej

- czyli wszystkie rodzaje dziewiętnastowiecznych sukni w jednym miejscu


Zanim przejdziemy do różnic w ubiorach kolejnych dekad XIX wieku, zatrzymajmy się chwilkę przy samej filozofii ówczesnego stroju. Dzisiaj wszystko jest proste. W domu nosimy byle co ( :P ), a idąc rano do pracy zakładamy ubrania, w których spędzamy cały boży dzień. No chyba, że idziemy na siłownię / basen / do teatru / na imprezę. Wtedy wyjątkowo zakładamy co innego. Tymczasem w XIX wieku przebierano się w ciągu każdego dnia ok. 4 razy. Mowa tu oczywiście o klasach (bogatszej) średniej i wyższej, które było na to stać. Ówczesne kobiety miały być między innymi ozdobą domu i osłodą życia swojego dżentelmena (meh), stąd tyle strojów na różne okazje i pory dnia.

Suknia dzienna i suknia poranna

Zacznijmy od rana. Do śniadania każda kobieta przebierała się w tzw. negliż poranny. Była to wygodna kreacja z lekkich materiałów (batyst, muślin) o prostym kroju, zdobiona jedynie haftem. W XIX wieku założenie zbyt strojnej sukni rano było uznawane za przejaw złego gustu. Lekkość ubioru miała harmonizować z lekkością poranka. Dekolt oczywiście był zakryty, a rękawy długie. Pierwsza tego dnia kreacja musiała być skromna. Do dziś zachowało się mniej takich sukni, niż np. balowych, które ze względu na cenę i niezwykłość (negliże noszono codziennie, a balowe raz na jakiś czas) zostały widocznie uznane za warte zachowania, w przeciwieństwie do prostych sukni śniadaniowych... Myślę, że ta biała po prawej mogłaby być dobrym przykładem takiej sukienki (choć nie znalazłam jej opisu, więc tylko wnioskuję z tego, jak wyglada)

Suknia wieczorowa i spacerowa. Motyle to chyba mój ukochany motyw na tych sukniach! Kiedyś na pewno sobie taką uszyję <3 Ta po prawej jest w dodatku w Polsce - w zbiorach Muzeum Narodowego w Krakowie i można ją sobie pooglądać w wizualizacji 3D (tutaj)


Po śniadaniu czas zażyć zdrowej aktywności fizycznej, czyli iść na spacer lub "na świeże powietrze" - do ogrodu. W tym celu przebierano się w suknie dzienne, tzw. spacerowe. Jeśli kobieta zamierzała tylko spacerować po ogrodzie lub odbyć przejażdżkę powozem, zakładała lekką sukienkę jedwabną w żywszych kolorach, niż jasna poranna, a do niej dobierała parasolkę, chroniącą od słońca. Jak widać powyżej (po prawej), w upalne dni spędzane w ogrodzie dobrze sprawdzał się też drukowany muślin. Kobiety, które dużo chodziły pieszo i przez to narażone były na chłodny wiatr, przelotne deszcze i zabrudzenia rąbka sukni, decydowały się na grubsze ubrania szyte z wełny, wciąż proste i pozbawione przesadnych ozdób. Na ramiona narzucały szal. Suknie dzienne, podobnie, jak poranne wyposażone były w długie rękawy i nie miały dużego dekoltu.

Tak dla krynoliny w kolorze bloga! :D Ta sama suknia ze stanikiem dziennym (po lewej) i wieczorowym (po prawej)

Z okazji popołudniowej herbaty przebierano się raz jeszcze. O ile stroje poranne były skromne, tak popołudniowe pozwalały już na odrobinę zdobień. Suknie, w które przebierano się na podwieczorek (tzw. negliż wieczorny) szyte były często z atłasu i zdobne w pasmanterię oraz koronki. Pozwalano sobie również na (mniejszy) dekolt i w niektórych sytuacjach krótkie rękawy (choć częściej wybierano te dłuższe).
W latach, którym poświęcona jest ta seria postów ogromną karierę zrobiły też tzw. Robe à Transformation - suknie, które posiadały dwa staniki - dzienny i wieczorowy - na różne okazje. Było to na pewno ekonomiczne i przydawało się nie tylko biedniejszym pannom (co pozwalało zaoszczędzić materiału, gdyż na obszycie szerokiej spódnicy schodziły całe metry tkanin i pasmanterii), lecz także w podróży. Wystarczyło spakować dodatkowy stanik i już miało się dwie suknie :)

Poniżej drugi przykład Robe à Transformation:
Jak zobaczyłam tę wersję wieczorową, to aż zatrzepotało mi serce - jest boska!

Na proszone herbaty i wieczorki przebierano się w strój wieczorowy, a dokładniej jego skromniejszą odmianę. Tu królował dekolt i krótkie rękawki. Stroje wizytowe szyte były często z atłasu i zdobione koronkami, przy czym ich bogactwo odzwierciedlać miało status społeczny męża (kobieta "pokazywała" strojem pozycję jego i rodziny). Z tego powodu panny musiały poprzestać na skromniejszych, prostszych ubraniach szytych z lekkich materiałów i obyć się bez biżuterii - wyjątek czyniono jedynie dla pereł. Tymczasem mężatki pozwalały sobie na suknie jedwabne z dużym dekoltem i liczne dodatki: koronki, futrzane elementy oraz biżuterię. Matrony (40+ czyli o jakieś 20 lat wcześniej, niż dziś :O ) musiały ograniczyć ozdoby i skromnością stroju podkreślić swoją stateczność.

Podobne suknie. Po lewej skromniejsza wieczorowa wizytowa, a po prawej - balowa

Ostatnim strojem, w który się przebierano, i to też nie zawsze, tylko "w sezonie", była suknia balowa. Stanowiła ona odmianę sukni wieczorowej, przy czym mogła być tak szeroka w obwodzie, tak wydekoltowana i tak strojna, jak tylko pozwalały zasoby finansowe. Bal (a niekiedy i wieczór spędzony w teatrze, czy operze) był od tego, by się pokazać. Stosowano tu najdroższe materiały, głównie jedwabne, obszywano kreację mnóstwem fantazyjnych, pasmanteryjnych zdobień, do tego dodawano liczne falbany oraz kokardy. Berta (falbana przy dekolcie - będzie o niej później) odsłaniająca ramiona była ogromna i bogato przybrana kwiatami. We włosy również wpinano kwiaty i pióra. Biżuterię wybierano ze szlachetnych kruszców, drogich kamieni, pereł i diamentów. Jako modne akcesorium służyła też zdobiona, metalowa oprawka na bukiet kwiatów. Pozwalano sobie również na mocniejsze perfumy, których rano nie używano wcale, a po południu przyzwalano ledwie na mgiełkę zapachu.

Suknie balowe
Jak widać, ówczesny podział strojów i filozofia mody bardzo różniły się od dzisiejszych, przez co trudno dziś dookreślić dokładnie, czy mamy do czynienia z suknią już balową, czy jeszcze wizytową. Wszystko zależało od zasobów finansowych kobiety (czy raczej jej męża - meh). Najbogatsze rody mogły pozwolić sobie na nieprawdopodobne suknie odzwierciedlające ich splendor, podczas gdy panna z średniozamożnej klasy średniej na bal włożyłaby suknię, która w arystokratycznych kręgach nie uchodziłaby za odpowiednią nawet na herbatkę. Dlatego chyba najbezpieczniej jest określać suknie najpierw jako dzienne lub wieczorowe, a dopiero potem zastanawiać się nad dalszą klasyfikacją na negliże poranne i suknie dzienne, a wśród nich spacerowe oraz suknie popołudniowe, wizytowe i balowe.

Mam nadzieję, że udało mi się jasno opisać to, co wiem na temat podziału sukni w latach 1840-1870. A w następnym poście z tej serii pooglądamy sobie bliżej stroje damskie z lat 1840. :)


[Edit. 20 VII]

W komentarzu pod postem Kajani wyraziła podejrzenia co do białej sukni porannej - i słusznie. Przypadkowo trafiłam na nią w innym miejscu i tym razem była już podpisana jako kostium filmowy (klik).



Tego samego dnia natomiast trafiłam na suknie opisywane jako... szlafroki (wrapper, dressing gown) i zastanawiam się, czy one nie byłyby właśnie tymi sukniami porannymi... Co prawda są z cięższych materiałów, mają ciemniejsze kolory oraz dość rzucające się w oczy wzornictwo, ale z drugiej strony ten luźny krój mógłby świadczyć o tym, że to są właśnie zachowane suknie poranne. Co o tym myślicie?

______________________________
Źródła obrazków: pinterest, retrorack, muzea.malopolska

25 komentarzy:

  1. Porcelanko, rób takie posty jak najczęściej! Piszesz tak prosto, jasno i konstruktywnie, że zaraz poczułam się niezwykle doedukowana. Przyznam szczerze, że sama nigdy nie jestem w stanie rozróżnić sukni porannej od dziennej, wieczorowej od balowej, a czasami mylę nawet dzienną z balową :D Nie wiem, jak to jest, ale dużo łatwiej przychodzi mi rozeznać się w sukniach XVIII-wiecznych, niż w tych z XIX-wieku :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A wiesz, że chodzi za mną jeszcze taka seria o modzie męskiej podzielonej na poszczególne dekady? :D I pewnie (jak uporam się z obecną listą postów do napisania) ją zrealizuję :)
      Bo osiemnastowieczne różniły się też krojem, a te w sumie wszystkie są oparte na krynolinie... Też często się mylę, bo np. nie każda kobieta lubiła ociekać błyskotkami na balu i stąd te mniej zdobne balowe suknie, które mylą się z wieczorowymi... Podział niby jest, ale rzeczywistość jak zwykle okazała się niemożliwa do zamknięcia w ciasnych ramach :P

      Usuń
  2. Jakie cuda. :3 Dla mnie takie przebieranie się byłoby denerwujące, chociaż fajnie ciągle wyglądać inaczej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też jak tak o tym myślę, to nie widzę tego przebierania w praktyce :P Ale one miały więcej czasu i inaczej mogły sobie urządzić dzień.

      Usuń
  3. Bardzo fajnie napisane - rzeczowo i przystępnie dla niewtajemniczonych ( takich jak ja ;D )
    Przepiękna jest ta morelowa suknia balowa *.*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki :)
      Oj tak, ale ta wieczorowa obok też ma swój urok - może ze względu na nietypowy brak zdobień... Widziałabym ją z duuużą ilością biżuterii ze szlachetnych kamieni - ech :D

      Usuń
    2. O właśnie, na pewno z biżuterią ta suknia wieczorowa wyglądałaby lepiej, bo czegoś mi w niej brakuje :) To mogłoby dać ciekawy efekt - prosta sukienka bez zdobień ozdobiona wytworną biżuterią :) Dowód na to, że biżuteria może zdziałać cuda ze ,,zwykłą" sukienką :)

      Usuń
    3. Ta sukienka widzi mi się z ogromnym naszyjnikiem z szlifowanych kamieni, taką samą, trochę mniejszą bransoletą i kilkoma kamykami powpinanymi we włosy - byłoby cudownie *_*
      Dodatki bardzo często "robią" strój, choć ja akurat muszę się stale upominać, by z nimi nie przesadzić :P

      Usuń
    4. Ach wyobraziłam sobie tą sukienkę dokładnie tak jak napisałaś :) Byłaby cudowna... :)
      Racja, zmienia się cały 'look' gdy się doda biżuterię :) Ale trzeba uważać, żeby nie wyglądać jak choinka, haha znam to ;D

      Usuń
    5. Mnie się już kilka razy zdarzyło przesadzić, i to na raczej ważne wydarzenia. Straszne to jest! :D Chyba lepiej być nie-do-ubranym, niż nad-ubranym :D

      Usuń
  4. Stanik sukni porannej. Chcę. Już, teraz, natychmiast. Jest absolutnie przepiękny, chciałabym taki żakiet (wszystko przed nami z drugiej strony). Sam podział jest mi znany, ale zawsze pojawiają się problemy z tego względu o którym piszesz - przepaście finansowe między różnymi stanami praktycznie uniemożliwiają stuprocentowo trafną analizę. Poza tym nie jest niespodzianką że mnie najbardziej ciągnie do oglądania i szycia sukni balowych i wieczorowych. Co ja poradzę.
    PS. Uwielbiam twój język pisania. Jest taki... gładki (nie wiem czy ma to jakikolwiek sens)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W tym staniku podobają mi się rękawy. Niby nie lubię "w pagodę", ale te mają takie fajne mankiety (no i pagoda mała) :D
      No, to niestety poważnie komplikuje klasyfikację... Poza tym jest jeszcze kwestia gustu - nie każda lubiła błyskotki, a z drugiej strony zdarzały się takie kobiety, które nawet do śniadania zasiadały w biżuterii - na to już chyba nie ma rady. Zastanawiam się, jak muzealnicy określają te suknie - czy korzystają dodatkowo z jakichś źródeł pisanych, czy intuicyjnie, jak my :P

      Dzięki :) Ten post udało mi się przeczytać ze 2 razy przed publikacją i wygładzić, co trzeba :P

      Usuń
  5. Kolejne przydatne informacje :) Piękne, naprawdę cudowne suknie powybierałaś. Aż oczu od monitora nie mogę oderwać. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki :) Mogłabym spędzać godziny na wgapianiu się w nie - każda kolejna wydaje się ładniejsza od poprzedniej :D

      Usuń
  6. Niektóre suknie rzeczywiście bajeczne, ale podoba mi się bardzo biała suknia dzienna z czarnym haftem, aksamitką i kameą. Prosta, a jaka elegancka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W tej najbardziej podoba mi się lekkość materiału :)

      Usuń
  7. suknia poranna z haftem i spacerowa w motyle - przepiękne! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ta w motyle to jedna z moich ukochanych! Nadruk na lekkim materiale dał cudowny efekt :)

      Usuń
  8. A ta poranna to przypadkiem nie z jakiegoś filmu???

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wykluczam - znalazłam ją na pintereście i co prawda nie była podpisana jako filmowa, ale podpisom (szczególnie na nienaukowych stronach tego typu) lepiej nie ufać bezgranicznie :P Z drugiej strony nie kojarzę jej z żadnego filmu, który widziałam, a ona chyba najbardziej pasowała do opisu negliżu porannego. W całej masie sukni wieczorowych, balowych i dziennych nie znalazłam innej, która mogłaby być poranną :O

      Usuń
  9. Tylko patrzeć i wzdychać :-) Również i mnie to zawsze zastanawia, że ludziom chciało się tylokrotnie przebierać w ciągu dnia - oczywiście niektóre zmiany ubioru są oczywiste (strój do spania, strój dzienny, strój wieczorowy/balowy, amazonka/strój sportowy). Różnice pomiędzy strojem spacerowym i wizytowym też są zrozumiałe. Ale strój poranny wydaje się dziś właściwie uroczą fanaberią. Pytanie też, na ile faktycznie przebierano się co dzień w różne stroje - myślę, że w przypadku braku szczególnych okazji, dziennie mogło dochodzić do, dajmy na to, trzech zmian stroju w przypadku osób z wyżyn społecznych. To ciekawe, na ile wspólnego ma to z wolniejszym tempem życia i mniejszą ilością zajęć (w przypadku wysokich klas społecznych)... Z drugiej strony częste zmiany strojów i nie noszenie ich dłużej niż kilka godzin zapewne pozwalały zachować je w lepszym stanie. Nie zapominajmy, że nie było wówczas możliwości prania wierzchniej odzieży...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak, częste zmiany strojów na pewno pozwalały odpowiednio o nie zadbać (czyszczenie na sucho) i uniknąć zbytniego wybrudzenia.
      Właśnie zastanawiałam się nad tymi strojami śniadaniowymi, bo mnie szczerze mówiąc, nie chciałoby się w nie przebierać :D Ale może właśnie te ciągłe zmiany ubioru pozwalały ówczesnym kobietom jakoś zająć wolny czas, którego miały zdecydowanie (za) dużo ;)

      Usuń
  10. O tak! Te mi się podobają o wiele bardziej. Chciałabym chociaż raz mieć na sobie coś takiego. Matrony 40+ ? Hmm... To muszę się streszczać, jeśli chcę jeszcze poparadować jeszcze w czymś ładnym, bo ani się obejrzę, a tu 40 na karku. :D :D :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tam :P Wtedy ludzie starzeli się i umierali szybciej, stąd to zaskakujące 40+. Dzisiaj "matroną" można stać się chyba dopiero około 60 ;)

      Usuń

Dziękuję za każdy komentarz, Wasze słowa wiele dla mnie znaczą: inspirują, motywują do pisania kolejnych postów... Buduar jest naszym wspólnym miejscem, a Ty, zostawiając komentarz, tworzysz je razem ze mną :)

( w razie pytań, mój adres e-mail: fragileporcelain@gmail.com )

Powołując się na art. 16 "Ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych" (Dz. U. 2000 r. Nr 80 poz. 904) nie wyrażam zgody na kopiowanie, przetwarzanie oraz jakiekolwiek wykorzystywanie treści (tekstów i zdjęć) zamieszczanych przeze mnie na blogu.