8 września 2014

Szczotka, pasta, kubek, ciepła woda

...czyli myjemy zęby po dziewiętnastowiecznemu ;)


Zastanawiało Was kiedyś, czym myli zęby dziewiętnastowieczni? I czy w ogóle je myli? :D
W miarę, jak zgłębiałam tajniki ówczesnego życia, kwestie higieny i jeszcze kilku innych rzeczy ;) stawały się dla mnie coraz bardziej intrygujące. W XIX wieku zdrowe, białe zęby były taką samą oznaką zdrowia i urody, jak dzisiaj, z tą różnicą, że ówcześnie nie istniały tak zaawansowane metody dbania o nie, nie mówiąc już o dentystyce, która dopiero powstawała (wiedzieliście, że jeszcze w XVIII wieku ból zęba przypisywano siedzącemu w nim robakowi?).
W pielęgnacji idealnego uśmiechu stosowano jednak nieco podobne metody do tych, z których korzystamy dzisiaj. Ponieważ nie istniała jeszcze pasta do zębów, jaką współcześnie znamy (wynalazł ją dopiero Oskar Troplowitz w 1905 roku), dziewiętnastowieczni radzili sobie inaczej, używając do tych celów specjalnych proszków lub płynów. 
Ten drugi metodą krok po kroku wykonamy dzisiaj. Przepis pochodzi z książki The new household receipt book z 1853 roku autorstwa Sarah Josephy Hale:



"Płyn do mycia zębów. - Sproszkowana i rozpuszczona w pincie wina (destylowanego - P.) uncja mirry. Szczoteczka zanurzona w odrobinie płynu jest doskonała dla zębów i dziąseł"




Potrzebujemy:
  • mirry,
  • alkoholu
Wykonanie:
  • Mirrę trzeba pokruszyć i zetrzeć na pyłek (w moździerzu),
  • a następnie dolać do niej alkohol
  • i potrząsać do całkowitego rozpuszczenia (1-2 dni).


Przepis jest wręcz banalny w wykonaniu, poza tym niezłą satysfakcję daje obserwowanie, jak mirra się rozpuszcza :)

Ale pewnie jesteście ciekawi, czy użyłam tego płynu i czy spełnił on swoje zadanie! Otóż użyłam go pewnego poranka i na jeden raz poszła cała buteleczka, bo miałam wrażenie, że myję zęby samą szczoteczką i przez to ciągle go dolewałam :D Płyn oczywiście się nie pieni i ma dziwny, trochę winny, a trochę żywiczny smak, ale czyści nawet nieźle. Po umyciu nim zębów (i zjedzeniu czegoś, żeby pozbyć się dziwnego smaku - do receptury można by dodać 1-2 krople miętowego olejku eterycznego) czułam się właściwie normalnie i zapomniałam, że tego dnia myłam zęby po dziewiętnastowiecznemu ;) Nie wiem tylko, co na to dentysta, ale myślę, że używany raz na jakiś czas płyn nie powinien wyrządzić szkody.

Wypróbujecie? ;>


27 komentarzy:

  1. Dodam od siebie, że Oscar Troplowitz mieszkał w Gliwicach. Był twórcą kremu Nivea, który produkowano w Gliwicach. A tu trochę więcej na ten temat, dla tych co chcą wiedzieć więcej:
    http://www.gliwiczanie.pl/Biografie/Troplowitz/Troplowitz.htm
    Porcelana dziękuję za kolejny ciekawy wpis.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za link :) O Troplowitzu swego czasu robiłam z koleżankami prezentację do szkoły, stąd w ogóle o nim wiem :P Szkoda, że ta wiedza nie jest tak rozpowszechniona i przez to często traktuje się nasz poczciwy Śląsk jako miejsce, w którym tylko węgiel i hałdy...

      Usuń
  2. Hmm, nie miałam pojęcia jak to kiedyś wyglądało :) Podziwiam Twoją wiedzę :P Ale nie wiem czy skusiłabym się na użycie takiego płyny ... Chyba wolę tradycyjną pastę :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Do pasty jesteśmy bardziej przyzwyczajeni, ale z drugiej strony producent past nie podaje ich składu na opakowaniu, więc właściwie nie wiadomo, z czego one są... A to nie budzi zaufania. Moja mama zaczęła z tego powodu robić sobie zamiast pasty jakąś swoją miksturę z sody (?!), a ja właśnie mimo wszystko zostaję przy paście, choć może się wkrótce okazać, że przez całe lata myliśmy zęby jakąś trucizną i za 100 lat będą o nas opowiadali anegdotki, jak my o dziewiętnastowiecznych :D

      Usuń
  3. No nie wiem, czy wypróbuję. :D Zapytam jeszcze jaki alkohol dodawałaś do tej mieszanki? :P :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mocny :D Nie no, żart, tak serio to dodałam wino, którego używałam też do innych kosmetyków. Choć myślę, że lepiej sprawdziłby się jakiś czysty alkohol (spirytus) :)

      Usuń
  4. Mnie natomiast bardziej intryguje skąd wziąć mirrę? O.o

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No i oczywiscie teraz chodzi mi po głowie piosenka z tytułu posta, aaaaa!!! ;)

      Usuń
    2. Ta piosenka torturowała dzisiaj mój mózg w pracy cały dzień xD Nie wiem, czy dobrze zrobiłam, wpisując ten tytuł :D

      Mirrę kupowałam przez internet już jakiś czas temu, więc nie pamiętam nazwy sklepu :( Ale myślę, że spokojnie da się ją nadal kupić przez sieć :)

      Usuń
    3. Chwytliwy kawałek :D
      W dzieciństwie śpiewając kolędę "Bóg się rodzi" zastanawiałam się jak właściwie wygląda ta mirra, chyba kupię :P

      Usuń
    4. Chyba każdy z nas się zastanawiał nad tymi tekstami modlitw i kolęd ;) Szkoda, że rodzice też nie bardzo wiedzieli, jak wygląda, a internetu w domu nie było :P

      Usuń
  5. Ooo bardzo ciekawe, ale chyba bałabym się spróbować ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :D Podczas eksperymentu stale się pocieszałam, że zawsze mogę przecież potem umyć zęby jeszcze raz pastą :D

      Usuń
  6. Szczerze mówiąc, myślałam, że w XIX wieku nie myto zębów ;) Okazuje się jednak, że nie było tak źle :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, nie było :D W XIX wieku zaczęło się kształtować takie pojmowanie higieny, jak dzisiaj :)

      Usuń
  7. Chyba bym się nie odważyła tego użyć - mirra zdecydowanie nie budzi mojego zaufania, zbyt kojarzy mi się z kościelnym kadzidłem :D Ale jak zawsze bardzo podoba mi się oprawa tego postu - uwielbiam Twoje zdjęcia! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki :)
      Smak tego płynu nie był nawet taki kościołowy :D Bardziej smakował żywicą :P

      Usuń
  8. W przeciwieństwie do innych czytelniczek, nie mam nic przeciwko takiemu płynowi (może dlatego, że stosowałam o wiele bardziej wątpliwe sposoby:) ), mirra ma właściwości silnie odkażające a także konserwujące( często konserwuje kosmetyki), alkohol także zabija bakterie. Domniemam, że ten płyn stosowany na skórę byłby świetnym antyseptykiem (można by dodać jeszcze parę olejków eterycznych). Dodam jeszcze, iż mam w zanadrzu przepis na pastę miętową(w której skład może wchodzić soda), który za pewien okres czasu powinien pojawić się na blogu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hmm, nie myślałam o stosowaniu na skórę, ale teraz już wiem, co będę robić w akcie desperacji ;>
      Czy w skład tej pasty wchodzi może olej kokosowy i ksylitol? ;>

      Usuń
    2. Nie, jest to raczej jeden z tych prostszych przepisów.

      Usuń
    3. Jeszcze prostszych? :O Ten z olejem jest z gatunku "wrzuć do miseczki i wymieszaj" :D

      Usuń
  9. Szczerze powiem, że nie wiedziałam, iż w XIX wieku stosowano do mycia zębów coś jeszcze poza wodą i jakimiś takimi dziwnymi szczoteczkami, a wcześniej jeszcze patyczkami (czy jak to tam można nazwać). Zaskoczyłaś mnie pozytywnie. Stan uzębienia ludzi w tamtych czasach nie był powalający, więc albo im się nie chciało korzystać z tego typu specyfików, albo za dobrze nie działały.
    Obłędnie się cieszę, że miałam możliwość przeczytać o wykorzystaniu tego przepisu, o sprawdzeniu go - dzięki wielkie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie takie mikstury działały dużo gorzej, niż nasze pasty, nici dentystyczne, płyny do płukania, gumy do żucia itp. Poza tym ówczesny dentysta właściwie nie wykonywał zabiegów, tylko rwał - pewnie to są przyczyny tych strasznych zębów :D

      Usuń
  10. Kurcze zawsze się zastanawiałem ;) no i teraz wiem, dzięki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma za co :) Odkrywanie takich rzeczy to dla mnie sama przyjemność :)

      Usuń
  11. Alkohol i mirra, w życiu bym nie pomyślała... A jeśli chodzi o alternatywę dla pasty, to widziałam gdzieś w sieci jakiś proszek do mycia zębów. Ale składu niestety też nie znam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Proszki też były w XIX wieku, ale jak dotąd nie trafiłam jeszcze na recepturę :)

      Usuń

Dziękuję za każdy komentarz, Wasze słowa wiele dla mnie znaczą: inspirują, motywują do pisania kolejnych postów... Buduar jest naszym wspólnym miejscem, a Ty, zostawiając komentarz, tworzysz je razem ze mną :)

( w razie pytań, mój adres e-mail: fragileporcelain@gmail.com )

Powołując się na art. 16 "Ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych" (Dz. U. 2000 r. Nr 80 poz. 904) nie wyrażam zgody na kopiowanie, przetwarzanie oraz jakiekolwiek wykorzystywanie treści (tekstów i zdjęć) zamieszczanych przeze mnie na blogu.