9 października 2011

Wilanów

O Wilanowie słyszałam wcześniej mnóstwo pochlebnych opinii, postanowiłam więc odwiedzić pałac i park. Za pierwszym razem (październik 2010) trafiłam na remont ogrodu, za drugim (we wrześniu) chciałam zobaczyć wystawę malarstwa wizerunkowego, ale oczywiście źle przeczytałam datę, co zaowocowało kolejną wizytą w pałacu (nie żałowałam).


Sam pałac jest bardzo obszerny - zobaczenie go zajmuje ponad godzinę, ale warto, bo są tam przeróżne urocze drobiazgi - wachlarze, biżuteria, przyrządy toaletowe, nawet dawne zabawki; mnóstwo portretów (w tym tajemniczy przemalowany portret) i dawnych sprzętów oraz pokoje chińskie na piętrze. Nie będę więcej pisać o wnętrzu, bo takie pisanie bez zdjęć nic nie oddaje (moja cyfrówka była za słaba do zdjęć wewnątrz pałacu). Może będę miała kiedyś możliwość wybrać się tam jeszcze raz i wtedy napiszę oddzielną notkę o wnętrzu pałacu.

***

Tymczasem wyjdźmy do ogrodu i zobaczmy pałac z zewnątrz:
(wszystkie zdjęcia zrobione są przeze mnie, więcej możecie zobaczyć tutaj )




Nie wiem, czy to pałacowy zegar, ale kilka minut po południu w pobliżu rezydencji słychać było... menuet? Tego nie wiem, na pewno był to jakiś dawny taniec.
Z pałacu wychodzi się na taras z pięknymi rzeźbami:


Ta szczególnie przypadła mi do gustu ♥

Stare schody tarasu prowadzą do ogrodu barokowego - to tutaj trwała rewitalizacja podczas mojej pierwszej wizyty (różnicę widać na zdjęciach). W tej części ogrodu przepięknie pachnie bukszpanem. Teraz czuję ten zapach, wspominając moje małe wojaże, no i pisząc tego posta :D



Gdy tak spacerowałam w mglistym, jesiennym słońcu, miałam wrażenie, że rzeźby błądzą między geometrycznymi klombami włoskiego ogrodu...




W takich miejscach zawsze zachwyca mnie to, że jestem tak blisko, w dokładnie tym samym miejscu, co bohaterki dawnych powieści. To w tym parku nocą błądziła wykreowana przez Marię Wirtemberską Malwina...

Idąc dalej można zagłębić się w ocienione, geometrycznie strzyżone alejki...


...i dojść do Jeziora Wilanowskiego.


Stąd już tylko krok do ogrodu angielsko - chińskiego:



Gdy byłam tam w październiku, kolory jesieni dopełniały nastroju parku i czułam się prawie jak Księżna z filmu...



Woda jeziora niesamowicie odbijała ogród - miałam więc go nad sobą i pod sobą - wszędzie! :)



Park jest tak duży, że można w nim zabłądzić!



Po pewnym czasie jednak spacer zatoczył koło i wróciłam z powrotem do pałacu. Jest tam jeszcze piękny ogród różany, w którym odpoczywałam długi czas, ale niestety nie zrobiłam zdjęć, bo cały czas ktoś przechodził.


Zarówno pałac (jak żałuję tej wystawy! Będzie podobno możliwość zobaczenia łazienki Izabeli Lubomirskiej, ech...), jak i park są niesamowite. Na prawdę można poczuć się tam jak angielska księżna, o ile wybierze się odpowiedni dzień i porę (żeby nie było ludzi). Zapach bukszpanu odurza i wprawia w błogi nastrój zawieszenia między starym a jeszcze starszym, rzeczywistym a odbitym; zachęca do zanurzenia się w głąb ogrodu, po którym spacerowała bohaterka pierwszego polskiego romansu...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za każdy komentarz, Wasze słowa wiele dla mnie znaczą: inspirują, motywują do pisania kolejnych postów... Buduar jest naszym wspólnym miejscem, a Ty, zostawiając komentarz, tworzysz je razem ze mną :)

( w razie pytań, mój adres e-mail: fragileporcelain@gmail.com )

Powołując się na art. 16 "Ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych" (Dz. U. 2000 r. Nr 80 poz. 904) nie wyrażam zgody na kopiowanie, przetwarzanie oraz jakiekolwiek wykorzystywanie treści (tekstów i zdjęć) zamieszczanych przeze mnie na blogu.