12 października 2013

Osiemnastowieczny róż - wersja uwspółcześniona

Pamiętacie różowy post z sierpnia? Zrobiłam róż według przepisu z 1754 roku, ale nie przypuszczałam, że goździki mogą barwić i to namieszało mi w kolorze :D

Dzisiaj próba nr 2, na bardziej współczesnych składnikach.


Dla przypomnienia, przepis:


Olejek barwiący policzki na czerwono

"Weź pięć funtów słodkich migdałów, uncję sproszkowanego sandałowca, uncję goździków; ubij je razem w moździerzu, dolej cztery uncje białego wina i trzy uncje wody różanej. Potrząsaj pojemnikiem przez osiem dni. Wyciśnij olej w ten sam sposób, w jaki uzyskuje się olejek ze słodkich migdałów"


Tym razem maksymalnie uprościłam całość, korzystając ze współczesnych składników.

                                                                                                   Użyłam:                                                                                   


  • oleju ze słodkich migdałów,
  • różowego pigmentu,
  • toniku do twarzy na bazie alkoholu (może być też jakikolwiek inny alkohol) - zamiast wina,
  • wody różanej.

Mierzyłam wszystko na oko, bo proporcje oryginalnego przepisu i tak już zostały zachwiane. Ważne, aby alkoholu i wody różanej nie było za dużo.



  • Przelałam wodę różaną i tonik do większego naczynia,
  • dodałam oleju migdałowego (widzicie, jakie ładne warstwy? :) ),
  • a następnie dosypałam pigmentu.
  • Całość, przypominającą koktajl truskawkowy, zamieszałam i przelałam do buteleczki z korkiem.
Zgodnie z przepisem, róż powinien trochę postać, żeby się zagęścić, choć ten mój od sierpnia zgęstniał tylko trochę :)


                                                                               Jak wyszedł róż?                                                                              

Powyżej macie efekty na nadgarstku :) Róż ładnie wchłania się w skórę, zostawiając na niej (nareszcie!) różowy kolor. Ponieważ niełatwo dostać całkiem matowy pigment, mój róż lśni w słońcu księżycowym blaskiem. Efekt jest bardzo osiemnastowieczny, ponieważ ówcześni lubili świecącą się cerę :)


Wypróbujecie go?


24 komentarze:

  1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  2. O proszę, naprawdę fajnie wyszedł Ci ten róż! :) Lepiej się prezentuje niż większość tego co widzimy w sklepach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wyszedł lepiej, niż ten poprzedni, kolor wreszcie jest taki, jaki miał być :D

      Usuń
  3. Poprzedni "róż" wyglądał jak podkład, ale ten jest śliczny! Praktyka jednak trochę pomaga.
    PS Wkoło postępuje jesień, a u ciebie ciągle kwiaty na zdjęciach~ Gdzie ty mieszkasz?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak :D U mnie to właściwie tylko praktyka :D

      Na Śląsku! A kwiaty sierpniowe, część postów przygotowałam na wsi i teraz powoli je dawkuję ;)

      Usuń
  4. Wygląda przepięknie! Uwielbiam tę Twoją buteleczkę z kokardką :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :) Kokardka już się niestety zatłuściła od tego różu (podczas wylewania) :P Ale zawsze mogę dociąć nową :P

      Usuń
    2. Porcelanko, a masz może w planach robienie bielidła? :)

      Usuń
    3. Hmm... Na razie nie znalazłam żadnego przepisu, ale jeśli się trafi, to kto wie ;)

      Usuń
    4. Błagam, poszukaj czegoś! Brak porządnego kosmetyku do krótkotrwałego wybielenia twarzy poważnie mi doskwiera :D praktycznie w każdej epoce!

      Usuń
    5. Ok, w takim razie zaczynam szukanie ;)

      Usuń
    6. Do wybielenia twarzy nadałby się biały puder ze Star Gazer. Chyba, że chodzi Ci o coś 'historycznego' Eleonoro, wtedy również ja nie mam pomysłu.

      Usuń
  5. Bardzo ładny odcień, taki ciepły. Można by użyć np. jakichś cieni, kiedyś miałam różowe cienie (nie wiem, co mnie natchnęło, żeby je kupić;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :D Ja tam często używam różowych cieni, a właściwie to różu do policzków w roli cieni :P

      Usuń
    2. Ja mam za ciemną karnację i wyglądam jak lalka barbie;)
      Ale różu do policzków używam jak najbardziej:)

      Usuń
    3. No tak, różowości nie każdemu pasują, tak samo, jak np. bronzer. Wyglądałabym w nim fatalnie :D

      Usuń
  6. O, taki kolor to ja bym nawet na co dzień mogła nosić! Naprawdę ładny :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O wiele ładniejszy od tamtego nude ;) Teraz już na zawsze zapamiętam, że goździki barwią :D

      Usuń
  7. Ma bardzo ładny kolor. Sama bym chętnie takiego używała. A masz może przepis na tzw. barwiczkę? Jestem ciekawa jak to się robiło.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szukałam takiego przepisu, ale wszędzie jest tylko ten na bezbarwny balsam do ust, który już robiłam... Może kiedyś znajdę coś sensownego i namieszam :)

      Usuń
  8. Naprawdę piękny, pastelowy kolor uzyskałaś - jestem pod wrażeniem! Ta buteleczka z kokardką jest urocza ♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki :) Kolor jest taki, bo tym razem nie mieszałam, tylko postawiłam na pigment :)

      Usuń
  9. Wow, wygląda w tej fiolce tak mega magicznie czy cuś ;] boski <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. He he, dzięki ;) Te drobinki pięknie mienią się w słońcu!

      Usuń

Dziękuję za każdy komentarz, Wasze słowa wiele dla mnie znaczą: inspirują, motywują do pisania kolejnych postów... Buduar jest naszym wspólnym miejscem, a Ty, zostawiając komentarz, tworzysz je razem ze mną :)

( w razie pytań, mój adres e-mail: fragileporcelain@gmail.com )

Powołując się na art. 16 "Ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych" (Dz. U. 2000 r. Nr 80 poz. 904) nie wyrażam zgody na kopiowanie, przetwarzanie oraz jakiekolwiek wykorzystywanie treści (tekstów i zdjęć) zamieszczanych przeze mnie na blogu.