24 listopada 2013

Historia pewnej przędzalni bawełny

Wreszcie, po kilku trudnościach zobaczyłam ten serial (pierwszy sezon) do końca!



The Mill to serial opowiadający o życiu w angielskiej przędzalni bawełny w latach 1830. z perspektywy młodych robotników. Co ciekawe, jego fabuła oparta jest o historię istniejącej w rzeczywistości przędzalni Quarry Bank Mill w hrabstwie Cheshire. Do prawdziwych wydarzeń dodano jednak wątki fikcyjne, tworząc spójny obraz fabryki sprzed (prawie) dwustu lat.



Myślę, że twórcy serialu zdawali sobie sprawę, że po sukcesie Północy i Południa, nie zdołają uniknąć porównań do tamtego świetnego serialu. I tak, kolorystyka obu jest bardzo podobna, jednak tutaj więcej jest zgrzebnych elementów. Dominują proste ubiory robotników (choć tu można by się wykłócać: w rzeczywistości ludzie żyjący w taki sposób, jak główne bohaterki, wyglądaliby o wiele gorzej... Ale taka pigułka byłaby chyba nie do przełknięcia, zarówno dla widza, jak i dla filmowców. W końcu serial musi jakoś wyglądać...), zaś scenografia i rekwizyty ograniczone są do przedmiotów i miejsc pracy bohaterów. Nawet dom fabrykanta wygląda prościej i skromniej, niż w ubóstwianym przeze mnie P&P. Nie oczekujmy wątków miłosnych z Robertem Gregiem w roli głównej. Jedyna kobieta w pięknych, jedwabnych sukniach pozbawiona jest świeżości, jaką niesie ze sobą młodość, w dodatku jest jego matką.



Funkcję dyżurnego przystojniaka :P w The Mill sprawuje mechanik i myślę, że on mógłby być kimś w rodzaju przewodnika, oprowadzającego widza po ówczesnej fabryce. Stosunek Daniela Batesa do pracy, zatrudnienia i wolności jest bowiem najbardziej zbliżony do tego, jaki wyznajemy współcześnie. Drugą taką postacią może być, wzbudzająca mój podziw, buntownicza Esther Price, która nie godzi się na przypisany jej los.

Serial nakręcony jest tak, aby pokazać wewnętrzne konflikty i nastroje panujące w dziewiętnastowiecznej fabryce, w której "pan" ma nad robotnikami władzę absolutną. Jednocześnie nie mogłam nie ulec przekonaniu, że przedstawienie jest jednak nieco stronnicze. Każdy akt dobroci właścicieli (np. czyny pani Greg) po czasie okazuje się tylko hipokryzją, pastelową farbką przykrywającą prawdziwy stosunek pracodawców do podległych im robotników.



No nie, było aż tak źle? A instytucje charytatywne, itd, itd.? Niestety, autorzy The Mill odzierają z tego typu złudzeń zupełnie. Pytanie tylko, gdzie kończy się fikcja, a zaczyna prawda; czy przędzalnia Quarry Bank Mill jest reprezentatywna dla wszystkich fabryk angielskich funkcjonujących w XIX wieku? Tu byłabym ostrożna i nie wierzyła do końca filmowcom.

The Mill pokazuje przede wszystkim sposób patrzenia na pracę i zatrudnienie, jakie panowały 180 lat temu. Wady patriarchalnego ustroju, w którym pracodawca otacza podległych mu robotników "ojcowską" opieką są tu mocno wypunktowane. Po co jednak poruszać sprawy, o których wszyscy wiemy, choćby ze szkolnej historii?

The Poor Man`s Advocate. Przydałby się absolwentom filologii polskiej ;P


Myślę, że tego typu obrazowanie, obecne ostatnio w kostiumowym świecie (porównajcie to choćby z Wichrowymi Wzgórzami Andrei Arnold, czy nowymi rekonstruktorskimi przedsięwzięciami, jak The Ragged Victorians - 'The great unwashed', o których wspominała ostatnio American Duchess na swoim facebooku) jest odpowiedzią na dominującą przez ostatnie parędziesiąt lat romantyczną wizję historii. Tę ostatnią lubię bardzo i stale uprawiam na blogu, co nie zmienia jednak faktu, że Brytyjczykom po 20 latach mógł znudzić się pan Darcy w mokrej koszuli. Poszło w drugą stronę i chyba nad tym nie ubolewam. Romantyczne kostiumowe produkcje wciąż powstają, a czasem dobrze jest też spojrzeć na wiek XIX bardziej surowym okiem.


Jak widać, nie ma obiektywnego przedstawienia historii - wszystko zależy od patrzącego i tego, co chce w niej widzieć.
Czekam na sezon 2.

8/10

16 komentarzy:

  1. Bardzo ciekawy wpis- nigdy nie słyszałam o tym serialu! Jego opis natomiast od razu skojarzył mi się z "Ziemią obiecaną"- pamiętam, że miałam do niej jedno podejście, które skończyło się na wyłączeniu jej po pół godzinie w atmosferze niesmaku i obrzydzenia- te fabryczne sceny były zdecydowanie ponad moje nerwy :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tematyka podobna do Ziemi obiecanej, ale tu fabuła prowadzona jest zdecydowanie z punktu widzenia robotników. No i czasy wcześniejsze... A fabrycznych scen też jest trochę. Żal było mi (przede wszystkim) Esther, choć podziwiam ją za odwagę :)

      Usuń
  2. Też nie słyszałam o tym serialu. Można go gdzieś obejrzeć on-line?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Można było, ale usunęli :/ Teraz jedyna możliwość to chomik :/ Podobno w przypadku serialu, który nie został wydany w Polsce takie oglądanie jest legalne. Szkoda, że na stronie Channel4 nie da się go obejrzeć... Jakość na pewno byłaby lepsza...

      Usuń
  3. Muszę nadrobić. I muszę wreszcie obejrzeć P&P:D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. P&P obejrzyj koniecznie! Thornton to ideał! :D
      Szkoda, że w The Mill nie ma takiego :P

      Usuń
  4. Ten serial od razu skojarzył mi się z "Północ Południe"! Myślę, że jest wart obejrzenia. Jak będę miała ochotę na coś bardziej realistycznego, to po niego sięgnę. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest, jest :) Zachęcam, choć jest on, w porównaniu z P&P bardzo zgrzebny (ale to też ma swój urok ;) )

      Usuń
  5. O, ja również nie słyszałam o tym serialu - chętnie dopiszę sobie go do listy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szkoda, że jest tak mało znany u nas. Gdyby nie pewien fanpage związany z Północą i Południem, też bym o nim nie wiedziała...

      Usuń
  6. ja podobnie jak Ty wole te wersje bardziej romantyczne, niż te jak to nazwałaś surowe. Dlaczego? dość jest surowości (czyli zła i chamstwa) w dzisejeszej codzienności, nie trzeba filmu o tym kręcić, wystarczy wyjść (wyjechać jeszcze lepiej) na ulicę. Romantyzm pozostał w przewazającej części jedynie w filmie niestety

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hmm, w The Mill nie ma zła i chamstwa takich, jakie są współcześnie, jest za to okrucieństwo, ale tak przecież bywało i w sumie bywa nadal... Może nie aż w takim natężeniu, ale przypuszczam, że współcześni pracodawcy raczej nie głaszczą po głowie... Owszem, czasem dobrze jest uciec w świat romantycznej, pięknie ujętej historii, ale kiedy indziej mam właśnie ochotę na taką surowość. Tego typu filmy pokazują, że kiedyś ludzie mieli o wiele gorzej, a jednak przetrwali to, byli w stanie żyć i mieli odwagę walczyć o swoje. Takie filmy to dobra przeciwwaga dla tych romantycznych i cieszę się, że one również powstają :)

      Usuń
  7. Zatrzymałam się na drugim odcinku. I nie wiem czy chcę oglądać dalej. "Troskę" pracodawców przerabiałam na własnej skórze i nie bardzo chcę o niej pamiętać. :/ Niestety. I aż za dobrze znam strach przed utratą źródła dochodu. Film dobry, ale wolę jednak te bardziej "cukrowe" obrazki, które pomagają chociaż na chwilę zapomnieć o brutalnej rzeczywistości.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Temat pracy jest w ogóle jakiś straszny :/ Bo albo nie ma, albo tymczasowa, albo poniżej kwalifikacji, a jak już jest w zawodzie, to szef taki, że nie zazdroszczę... Straszne jest to życie po skończeniu edukacji, ale paradoksalnie ten serial dodał mi sił. Pokazał, że ludzie przeżywali już w na prawdę kiepskich warunkach, a także że warto walczyć o swoje, jak Esther. Na razie to mi odpowiada, choć pewnie, jak znajdę pracę i zaznam tych "rozkoszy", też przerzucę się na bardziej cukierkowe filmy ;)

      Usuń
  8. Pierwszy raz słyszę o tym serialu, ale powiem Ci, że jestem zaciekawiona :D I widzę, że obie jesteśmy miłośniczkami historii (wszelakiej) :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też dowiedziałam się o nim jakoś przypadkiem, szkoda, że jest tak mało znany...
      Historii, ale chyba tej bardziej codziennej ;)

      Usuń

Dziękuję za każdy komentarz, Wasze słowa wiele dla mnie znaczą: inspirują, motywują do pisania kolejnych postów... Buduar jest naszym wspólnym miejscem, a Ty, zostawiając komentarz, tworzysz je razem ze mną :)

( w razie pytań, mój adres e-mail: fragileporcelain@gmail.com )

Powołując się na art. 16 "Ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych" (Dz. U. 2000 r. Nr 80 poz. 904) nie wyrażam zgody na kopiowanie, przetwarzanie oraz jakiekolwiek wykorzystywanie treści (tekstów i zdjęć) zamieszczanych przeze mnie na blogu.