23 października 2014

Wieczór w Milton / suknia dzienna z lat 1850.

"Nastał zimny, październikowy poranek - ale nie październikowy poranek na wsi, gdzie miękka, srebrzysta mgła rozprasza się, zanim słońce zaświeci, wydobywając przepyszną paletę barw - październikowy poranek w Milton, gdzie zamiast mgły srebrzystej wiszą ciężkie opary, słońce zaś, gdy już wychynie zza chmur, oświetla jedynie długie, zacienione ulice."




"Część miasta, w której leżało Crampton, stanowiła dla robotników główną trasę w drodze z i do pracy. W bocznych uliczkach kryło się wiele zakładów, z których dwa albo i trzy razy dziennie wylewały się tłumy kobiet i mężczyzn. Dopóki Margaret nie poznała pór ich wejść i wyjść z fabryki, co rusz niefortunnie na nich wpadała."



"(...)tęskniła za starym domem oraz błogim spokojem dawnego, uporządkowanego i jednostajnego życia. Dopóki trwało, uważała je niekiedy za nużące, jednakże od tamtej pory los nie szczędził jej razów, a ostatnie zmagania ze sobą wyczerpały ją tak dalece, iż nawet stagnacja zdawała jej się wybawieniem."

"Tymczasem w Milton wszystkim brakowało czasu na spokojną rozmowę czy spontaniczną wymianę poglądów; wszystkie dyskusje dotyczyły spraw bieżących i aktualnych, a gdy mijało związane z pracą napięcie, ludzie pogrążali się w bezczynności i trwali w otępieniu aż do następnego ranka."

"Margaret szła przed siebie ociężałym krokiem, jakby wbrew woli. Ale spacer ulicą i miltońskie powietrze sprawiły, że jeszcze przed pierwszym zakrętem krew zapulsowała jej szybciej w żyłach. Krok stał się lżejszy, usta zyskały żywszy odcień. Wsłuchana dotąd we własne myśli, rozejrzała się dookoła."


"Naprzeciw muru, wzdłuż którego biegła ulica, na jednym z wąskich boków prostokąta stał ładny, pokryty kamieniem domek, poczerniały wprawdzie od dymu, przy czym jego elewację, okna i schody utrzymywano w czystości. Najwyraźniej wybudowano go przed pięćdziesięciu czy sześćdziesięciu laty. Kamienna fasada, długie, wąskie i nadzwyczaj liczne okna oraz biegnące z obu stron, osłonięte balustradą, schody do frontowych drzwi: wszystko nosiło ślady upływu czasu. (...) Sam dziedziniec, ogrodzony pustą ścianą z jedną tylko bramą pośrodku, także stanowił cokolwiek niewesoły widok dla tych, którym przyszło tutaj mieszkać (...)"


"Przecięła dziedziniec i weszła po schodach prowadzących do domu. W pobliżu nie rozlegał się żaden odgłos, umilkł łoskot parowego silnika, ucichła maszyneria i zgiełk wielu głosów (...)"

"Poczucie wolności zaparło jej dech w piersi: ni stąd, ni zowąd nie musiała nikogo pocieszać, pielęgnować w chorobie ani silić się na dobry humor. Mogła być bezczynna, roztargniona i milcząca, największym zaś przywilejem było, iż wreszcie pozwoliła sobie na smutek."


"Kiedy [pan Thornton] dochodził do drzwi pani Boucher, wyszła zza nich Margaret. Nie zauważyła go; podążał za nią parę metrów, podziwiając jej lekki krok i wysoką, pełną wdzięku postać. Chciał zastąpić jej drogę, przemówić do niej i zobaczyć, jak go przyjmie (...). Podszedł do niej. Drgnęła, przestraszona."

"Nic nie uszło jego uwagi, ani widoczna ponad kołnierzykiem śnieżnobiała szyja, ani krągła, acz zwinna sylwetka, ani usta, które poruszały się lekko, gdy mówiła, nie burząc przy tym chłodnej harmonii oblicza, ani spojrzenie, lekko zasnute melancholią i skierowane prosto w oczy gościa. Jeszcze zanim rozmowa dobiegła końca, wmówił sobie prawie, że jest nieładna (...)"

"Kiedy oboje znaleźli się w kręgu światła, nie wiadomo dlaczego ogarnęło ją zakłopotanie. (...) Podchwyciła baczne spojrzenie niebieskich oczu, równie złaknionych widoku dawno niewidzianej osoby, co jej własne. Stali w milczeniu, rozumiejąc się bez słów (...) jej smutek wprawdzie nie zelżał, jednak świadomość obecności bliskiego człowieka uczyniła go mniej dotkliwym."


"Ostrożnie wyszła na zewnątrz; peron było oświetlony, ale zupełnie pusty. Podeszła na jego koniec i z pewnym lękiem zerknęła w dół nasypu. (...) Nie czuła się na siłach, by wracać na piechotę drogą, która z perspektywy jasno oświetlonej stacji zdawała się ciemna i wyludniona. Postanowiła zaczekać na pociąg, który zawiezie ją z powrotem do Milton."

_______________________________
Tekst: Elizabeth Gaskell, Północ i Południe, 1855 r. w tłumaczeniu Magdaleny Moltzan-Małkowskiej
Muzyka: Matrin Phipps
Kostium: suknia dzienna z lat 1850. - Ms. Nelly (kostiumiglanitka.blogspot.com)
Zdjęcia, koafiura: Olga (caeruleusberolinensis.wordpress.com)
Lokalizacja: Nikiszowiec, Katowice

16 komentarzy:

  1. Porcelanko, wspaniale to wszystko skomponowałaś! Ty, Twoja suknia, fryzura i miejsce robią razem naprawdę świetny efekt! Olga jest mistrzynią w fotografii, a Ty w latach 50 wyglądasz przepięknie :) Swoją drogą to zamieszczone przez Ciebie fragmenty powieści, chociaż pięknie napisane, bardzo trudno mi się czytało. To chyba efekt tego, że chyba rzeczywiście od ponad pół roku nie czytałam żadnej powieści. Chętnie bym to nadrobiła, ale niestety, tyle innych książek czeka na przeczytanie, że chyba miałabym wyrzuty sumienia :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki :)
      Trudno było mi wybrać jakieś fragmenty, bo mało jest w Północy i Południu czystych opisów. Dwa - trzy piękne zdania i zaraz albo coś się dzieje, albo bohater/ka coś odczuwa i wszystko się zmienia. Musiałam trochę pokombinować :P

      Usuń
  2. Ślicznie, jeśli kiedykolwiek wyobrażałam sobie inaczej Margaret to teraz zmieniam zdanie! Wyglądasz idealnie! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki :) W tej sukni czułam się też bardzo naturalnie :)

      Usuń
  3. Genialnie. Jestem jednakże trochę zawiedziona tym, że nie ma na zdjęciach tego mena z facebooka (ok, ok - później domyśliłam, że to jakiś filmowy przystojniak). Zanim przeczytałam post, przejrzałam wszystkie zdjęcia, a tu nic poza piękną panną. No trudno - suknia, akcesoria, piękne kadry no i Ty, wynagradzają brak przystojniaka :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. He he he :D To pan Thornton z Północy i Południa. Ale przyznaj, że pasuje idealnie ;)

      Usuń
    2. Tak. Świetnie go wkomponowałaś :)

      Usuń
  4. Cudna sesja! Uwielbiam to połączenie literatury, fotografii i muzyki... I podpisuję się pod tym, co napisała Gabrielle: Olga jest mistrzynią fotografii!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki :) Też lubię pisać te posty. To jak tworzenie nowych wersji ulubionych książek :)

      Usuń
  5. Wyglądasz zjawiskowo! :) Piękna sukienka i cudowne zdjęcia :) A i już wiem jaka książka jest kolejna na mojej liście ,,Do przeczytania'' :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, przeczytaj ją koniecznie! To cudowna powieść i gwarantuję Ci, że Thorntonem się nie zawiedziesz :P

      Usuń
  6. Piękna sesja, suknia jak już padło wcześniej to określenie "zjawiskowa":-))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki :) Zrobienie takich zdjęć na Nikiszowcu było jak przenosiny do powieściowego Milton :)

      Usuń
  7. przepiękna i prawdziwie klimatyczna sesja!:D zachwycasz:)))

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz, Wasze słowa wiele dla mnie znaczą: inspirują, motywują do pisania kolejnych postów... Buduar jest naszym wspólnym miejscem, a Ty, zostawiając komentarz, tworzysz je razem ze mną :)

( w razie pytań, mój adres e-mail: fragileporcelain@gmail.com )

Powołując się na art. 16 "Ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych" (Dz. U. 2000 r. Nr 80 poz. 904) nie wyrażam zgody na kopiowanie, przetwarzanie oraz jakiekolwiek wykorzystywanie treści (tekstów i zdjęć) zamieszczanych przeze mnie na blogu.