12 stycznia 2016

Damy i huzary / Bal Podoficerski Pułku 2 Ułanów Xięstwa Warszawskiego

Wyobraźcie sobie dwie panny wędrujące samotnie w mroźny, zimowy wieczór wzdłuż wybrzeża Wisły. Powietrze jest wilgotne i powoli przenika wełniane pelissy, gdy odziane w nie postacie skręcają w stronę rzeki i znikają w cieniu krzaczastych drzew. 
Jest styczeń 1816 roku. Nietypowy to sezon balowy - po ostatecznej porażce Napoleona rozproszeni żołnierze Księstwa Warszawskiego zbierają się, a oficerowie 2 Pułku Ułanów zapraszają do karczmy w ukrytej przed światem warowni, by razem wspominać minione zwycięstwa i porażki oraz cieszyć się wieczorem przy ogniu i wspólnym towarzystwem. 
Ów podoficerski bal zaczynał się wieczorem, więc jak tylko (spóźnione) przekroczyłyśmy bramę warowni, przy wejściu od razu powitali nas gospodarze wieczoru oraz zgromadzeni przed ogniskiem żołnierze. Zaprowadzono nas do karczmy i po chwili potrzebnej na zdjęcie zimowych peliss i poprawienie strojów dołączyłyśmy do zgromadzonych gości. 

fot. Sebastian Sygacz

W środku było ich wielu. Powietrze drżało od rozmów, ogień wesoło trzaskał na palenisku, a markietanki rozlewały aromatyczny poncz. Wszędzie stali żołnierze, rozprawiając żywo ze sobą i witając się z nowo przybyłymi. Zaraz też przedstawiono nas kapitanowi i porucznikowi huzarów, którzy z chęcią asystowali nam tego wieczoru. Oficerowie zaproponowali nam niezwykły, różany trunek oraz odprowadzili po jakimś czasie na wyznaczone miejsca przy stole, gdzie spotkałyśmy naszych znajomych szwoleżerów i lansjerów, z którymi równie chętnie spędziłyśmy czas pozostały do kolacji. 

fot. Sebastian Sygacz

Wkrótce wieczór rozpoczął się oficjalnym przywitaniem i wniesiono przystawki oraz zupę. Smakołyki piętrzące się na półmiskach w blasku świec wyglądały i pachniały przepysznie, nie dało się więc dłużej opierać ich urokowi. Ze wszystkich historycznych dań podanych na początku najbardziej zasmakowały mi ślimaki oraz kruche sakiewki z grzybowym nadzieniem, które były zapowiedzią pysznej, kremowej, gęstej zupy - doskonałej na zimowy wieczór, podobnie jak szczodrze rozlewane trunki.
tuż przed nadejściem gości / fot. Sebastian Sygacz
fot. Sebastian Sygacz
Po kolacji zapowiedziano poloneza, do którego poprosił mnie poznany wcześniej porucznik huzarów. Przechodząc w tańcu mogłam zapoznać się ze wszystkimi, których nie znałam wcześniej i obdarzyć przyjaznym uśmiechem znajomych. Muzyka się zmieniła i zaczął się kontredans - ten, który dawno temu, po Waterloo obiecał mi trębacz ułanów. A ponieważ dżentelmen zawsze dotrzymuje słowa, zatańczyłam z nim aż dwa razy :)

fot. Michał Dyk
fot. Remiliusz Sygacz
Dalszą część wieczoru wypełniła żywa, skoczna muzyka grana przez pułkową kapelę, która sprawiła, że człowiek właściwie sam rwał się do tańca. Wkrótce więc włączyliśmy się do radosnego oberka, (którego nie wiem, jak tańczyłam skoro nie znam kroków - oto magia XIX wieku!) i na kilka chwil wirujące pary wypełniły wnętrze karczmy. Przyznam, że marzyłam o takim właśnie, radosnym, pełnym życia tańcu przy takiej muzyce i blasku świec oraz trzaskającym ogniu.

pułkowa kapela / fot. Sebastian Sygacz
Wniesiono kolejne dania: pieczyste, dziki drób i raki w wianuszku warzyw okazale prezentowały się na półmiskach, które właśnie zdjęto z ognia i podano na stół.  Deser stanowiły delikatne bezy z truskawkowym kremem oraz goldwasser, którym poczęstowali nas huzarzy. Nim to właśnie wznosiliśmy toasty, z których zapamiętałam szczególnie jeden (niech pozostanie w sekrecie, bo się nie spełni ;) ) oraz inny, który każdy z ułanów wznosił za swojego ulubionego konia.

fot. Sebastian Sygacz
Noc zaczęła powoli przechylać się w stronę dnia, gdy stałyśmy na zewnątrz przy ogniu, częstując się wraz z żołnierzami słynnej 33. mocnym trunkiem z rogu i cygarem. Niedługo później pułkownik Lansjerów Nadwiślańskich zaproponował nam eskortę do domu. A że pułkownikowi nie godzi się odmawiać ;) przystałyśmy na propozycję. Chwilkę jeszcze zabawiłyśmy w karczmie. Siedząc na miękkich futrach, patrząc jak w blasku świec pary układają się w linie kolejnego kontredansa pomyślałam, jak dobrze byłoby móc tam zasnąć, obudzić się następnego dnia i nadal być w XIX wieku, albo właściwie - zostać w nim już cały czas.



ENGLISH:
The 2nd Lancers Regiment`s Ball was an amazing event full of brilliant officers, the real 19th century music played by regimental band with historical instruments, historical dances and exquisite food.  It took place in a historical inn in a fortress near the Vistula river. The lancers made the wintery evening very cheerful and heartwarming. I spent an amazing time there with my friends and the new acquaintances.

13 komentarzy:

  1. Zazdro tak bardzo <3 Teraz jeszcze bardziej nie mogę doczekać się sobotniego balu!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No i oba bale już za nami, zanim zdążyłam odpisać :D

      Usuń
  2. Pięknie wyglądałaś Porcelanko! :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Niesamowicie się czyta ten tekst. Wprost marzę o wzięciu udziału w takim balu. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie szyj sukienkę i przyjeżdżaj! :)

      Usuń
  4. O, nowa sukienka! Piękna :) Będzie o niej post? Miałaś śliczną fryzurę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jest ta z Austerlitz :D Post będzie na 100% tylko na razie nie mam zdjęć :P

      Usuń
  5. Podziwiam niesamowity klimat na zdjęciach, chociaż przy okazji, patrząc na menu, utwierdzam się w przekonaniu, że tego typu imprezy i tak są nie dla mnie :p

    Nie miałam okazji -
    Porcelanko, w nowym 2016 roku życzę Ci wspaniałych kostiumowych przygód i niezmiennej radości z prowadzenia tego bloga! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! :)

      Myślę, że jakbyś zaznaczyła, że jesteś wege, to organizatorzy wzięliby to pod uwagę :) Choć niestety to prawda, że ta oryginalna historyczna kuchnia była bardzo mięsna i tłusta :O

      Usuń
  6. Hej:) Mam pytanie dotyczące prowadzenia bloga. Chciałam założyć konto na darmowej platformie. Czy to wystarczy, by dodawać taką ilość postów i zdjęć jak u ciebie, czy wiązało by się to z dodatkowymi kosztami, wykupieniem dodatkowych MB? Płaciłaś za szablony i wtyczki, albo korzystałaś z darmowych?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tego, co wiem blogspot nie ma ustalonego minimum postów - możesz publikować, kiedy chcesz, nie ma żadnego kasowania bloga jeśli długo nic nie publikujesz :) Nie płaciłam - korzystam z darmowych wtyczek, natomiast szablon przerobiłam sama z najprostszego dostępnego na platformie :)

      Usuń
    2. Dziękuję za odpowiedź :) Biorę się do pracy ;)
      Podziwiam to, jak wiele wysiłku wkładasz w przygotowanie postów. Są świetne!

      Usuń

Dziękuję za każdy komentarz, Wasze słowa wiele dla mnie znaczą: inspirują, motywują do pisania kolejnych postów... Buduar jest naszym wspólnym miejscem, a Ty, zostawiając komentarz, tworzysz je razem ze mną :)

( w razie pytań, mój adres e-mail: fragileporcelain@gmail.com )

Powołując się na art. 16 "Ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych" (Dz. U. 2000 r. Nr 80 poz. 904) nie wyrażam zgody na kopiowanie, przetwarzanie oraz jakiekolwiek wykorzystywanie treści (tekstów i zdjęć) zamieszczanych przeze mnie na blogu.