29 grudnia 2015

Czasy napoleońskie w trzech (filmowych) odsłonach

 Dzisiaj czas na chyba ostatni post w tym roku - pisany między wykańczaniem mojej najnowszej sukienki (dzienna z lat 1860 --> mniam!), robieniem list rzeczy potrzebnych przed nadchodzącym sezonem i kosmetycznymi poprawkami na blogu :3


Wiem, że większość z Was pewnie hucznie obchodzi Sylwestra i wybiera się na jakąś imprezę lub spędza ten czas z przyjaciółmi. Ja nie przepadam za tym świętem, dlatego zawsze staram się po prostu jakoś je przetrwać. Dla tych z Was, którzy mają podobnie lub po prostu z jakiegoś powodu zostają w tę noc w domu z laptopem i kubkiem gorącej herbaty mam na dzisiaj trzy filmy (właściwie to film i dwa seriale) osadzone w epoce napoleońskiej, dzięki którym czas do północy nie będzie się dłużył.
źródło obrazka
Wojna i Pokój to jedna z moich ulubionych książek. Długi post pochwalny o niej pojawił się na blogu jakiś czas temu (tutaj), więc o niej samej nie będę już pisać. Co do miniserialu z 2007 roku, wielu uważa go za słaby. Gromy spadają nie tylko ze strony wyznawców Tołstoja, lecz także rekonstruktorów, którym niemiłe są mundury użyte w filmie oraz zbyt mała ilość scen batalistycznych. Co do pierwszego, bardzo trudno jest przenieść wszystkie wątki zawarte na prawie 2000 stron na ekran, mając do dyspozycji zaledwie 4 godziny. Owszem, lepiej byłoby, gdyby serial miał tych godzin 40 i trwał kilka sezonów (o tym marzę), ale skoro tak się nie stało, należy cieszyć się tym, co jest, tym bardziej, że scenarzyści całkiem nieźle poradzili sobie z tym fabularnym ogromem. Dodatkowym plusem jest zmiana zakończenia, którego w powieści nie mogłam strawić ;)
Co do mundurów i ogólnie strojów w filmie, to dla kogoś, kto nie czytał żadnego regulaminu wojskowego z epoki i nie studiował wojskowych rycin, ale ma rozeznanie w modzie cywilnej czasów napoleońskich, stroje w filmie są ok. Nie zauważyłam żadnych rażących błędów (brak sznurówek pod niektórymi sukniami i haute couture hrabiny Bezuchow przemilczmy) - w końcu to tylko kostiumy filmowe i należy o tym pamiętać ;) Serial jest bardzo przyjemny dla oka i to nie tylko ze względu na piękne wnętrza (to uczucie, gdy poznajesz, że za posiadłość Pierre`a robi Peterhof :D ), żywe barwy i muzykę, lecz także całą galerię przystojniaczków. Po tym serialu me serce zabiło żywiej dla księcia Andrzeja i Pierre`a (bo w książce to wiadomka, że biło tylko dla młodego Rostowa :P ). 
Szczerze polecam ten serial wszystkim, którzy nie oczekują wiernego przeniesienia książki na ekran i chcą po prostu miło spędzić 4 godziny :)

źródło obrazka
Linie Wellingtona poleciła mi Marylou jeszcze przed naszym wyjazdem na Waterloo. Rozpaczliwie szukałam wtedy czegoś, co by się nadało do oglądania, ale wszystkie filmy w tej tematyce były już albo obejrzane, albo mocno trąciły myszką, a ja chciałam coś nowego. Ten film jest nowy i wizualnie bardzo ładny (znów dużo przystojniaczków, od siebie polecam marszałka Massenę :3 ), choć ilość poruszanych wątków i bohaterów chyba trochę przytłoczyła jego twórców. Oglądając, kilka razy trochę się pogubiłam i miałam wrażenie, że nie ma płynności między poszczególnymi wątkami, niemniej jednak wojna w Hiszpanii to temat, który lubię (--> dużo Anglików), więc zobaczyłam film do końca i ostatecznie mogę go Wam polecić. Jest tam dużo scen życia obozowego, towarzyszymy cały czas przemieszczającemu się wojsku i podążającym za nim cywilom, poznając przy okazji historie, które ukrywają poszczególni bohaterowie. Jest też mroczny Wellington, grany przez Johna Malkovicha i jego kulinarny vlog ;) Om nom nom

źródło obrazka

Na koniec ogólnie znany Sharpe. Zabierałam się do niego kilka razy, ale najpierw przytłoczyła mnie ilość (14 półtoragodzinnych odcinków), a potem...  Jak już przyszło co do czego, uwielbiany przez reko żołnierzaki serial dla mnie okazał się (powiedzmy to:) nie najlepszy. Co prawda możliwość podążania śladami wojskowej kariery i przygód przystojnego Sharpe`a sama w sobie jest już wystarczającym powodem, by te 14 odcinków obejrzeć, ale po drodze natrafimy na mnóstwo zniechęcających przeszkód. Po pierwsze: fabuła. Niektóre wątki są bardzo fajne, ale niektóre nie mają z wojnami napoleońskimi wiele wspólnego (potomkowie starożytnych Majów w Hiszpanii i magia? Serio?), co jest bardzo irytujące przy świadomości, ile porywających scen można by stworzyć, wykorzystując historię zamiast fantazjowania. Ale to jeszcze można przebaczyć, bo serial jest adaptacją serii książek. Natomiast nie do wybaczenia są stroje kobiet w tym filmie. Brak gorsetów, fet wylewający się zza paska, niechlujne fryzury (warkocze, rozpuszczone włosy...), byle jakie zdobienia... Za każdym razem, gdy na ekranie pojawiała się tak ubrana kobieta, gdzieś na rekonstrukcji bitwy jeden karabin spalał na panewce ;)
Lecz cóż, zawsze, zawsze, gdy miałam już dość i chciałam wyłączyć ten serial, z oddali wyłaniała się przystojna sylwetka Seana Beana w zielonym mundurze 95th Rifles i północny, brytyjski akcent skutecznie zmieniał moje zamiary ;)

Nie mam dodatkowego obrazka, więc wklejam Massenę z kurczakiem ;) /źródło

Na dzisiaj to by było na tyle, napiszcie koniecznie, czy widziałyście któryś z tych filmów i co (historycznego) planujecie robić w ostatnie dni roku!
Tymczasem wracam do szycia i do zobaczenia w 2016 :)


23 komentarze:

  1. Uwielbiam Wojnę i pokój! Zakochałam się w tym serialu od pierwszego wejrzenia i nic nie jest w stanie mnie do niego zniechęcić :D Z takim samym entuzjazmem czekam na ekranizację robioną przez BBC, to się nie może nie udać.
    Korzystając z okazji - bo czytam na bieżąco, ale rzadko komentuję - życzę Ci szczęśliwego Nowego Roku, pełnego imprez kostiumowych i przystojnych żołnierzy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. He he, ja też! Na punkcie tej nowej prawie oszalałam (zwiastun znam na pamięć) i umieram z niecierpliwości, żeby ją zobaczyć! :D Oczywiście wszyscy hejtują, bo zgodność z książką, stroje, bla, bla, co z tego, skoro zapowiada się tak dobrze! Aaa! :D :D

      Dziękuję i wzajemnie - wszystkiego dobrego! :)

      Usuń
  2. Porcelanko, rozkwitaj nam jak najpiękniej, życzę Ci zdrowia i radości z twoich pasji i abyś mogła je rozwijać i przekuwać w sukcesy.
    Ja nie lubię tej Wojny i Pokoju, a Natasza doprowadza mnie do "końskiej pasji". Tego drugiego filmu nie znam a obrazek z panem który ma chyba filuternie obgryzać nóżkę chociaż ma widelec i nóż. Wolę Hornblowera i Marynarkę Królewską.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za życzenia i wzajemnie - spełnienia wszystkich marzeń w nadchodzącym roku! :)

      A tak, Nataszka to taki trochę miks zajączka z tygrysem szablozębnym xD Mogli wybrać kogoś innego do roli, ale ostatecznie nie przeszkadza mi ona aż tak, żeby nie obejrzeć całości ;)

      Bo on wzgardził widelcem, nożem, jak i resztą zastawy oraz towarzystwem gospodarzy :D

      Hornblower, Pan i Władca to też fajne klimaty, ale chyba na osobny post w przyszłości ;)

      Usuń
  3. Najchętniej oglądnęłabym Wojnę i Pokój, bo coś czuję, że w pozostałych filmach jest zbyt dużo scen wojskowo-bitewnych, za którymi zbytnio nie przepadam ;)
    Bardzo chciałabym zobaczyć Twoją nową sukienkę z lat 1860 <3 :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No w Sharpie jest ich dużo, ale w Liniach nie aż tyle, więc może kiedyś się skusisz? ;)

      Już spływają pierwsze zdjęcia, więc pewnie wkrótce nowa krynolina się objawi :D

      Usuń
  4. Wszystkie zapowiadają się ciekawie, ale 'Sharpe'a' zobaczę na pewno, ze względu na młodego Seana Beana ;) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nooo, młody Sean Bean to jest to ;) I to jeszcze w tym mundurze, no jest na co popatrzeć :D

      Usuń
  5. "Wojna i pokój" to właśnie to, czego było mi dziś trzeba. Już obejrzałam dwa odcinki i zasadzam się na trzeci ale martwię się, że w takim tempie za szybko się skończy :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, i jak, obejrzałaś już całość? Podobało się? :)

      Usuń
    2. Obejrzałam trzy do północy. Zostawiłam sobie wielki finał na jutro :) jasne, że się podoba. Bołkoński jest moim idolem zarówno w filmie jak w książce ;) na szczęście nie znam się na mundurach to mnie nie razi, że coś jest nie tak :)

      Usuń
    3. Obejrzałam trzy do północy. Zostawiłam sobie wielki finał na jutro :) jasne, że się podoba. Bołkoński jest moim idolem zarówno w filmie jak w książce ;) na szczęście nie znam się na mundurach to mnie nie razi, że coś jest nie tak :)

      Usuń
    4. Mnie w książce był obojętny, ale w filmie <3 <3 Mnie bardzo usatysfakcjonowało zakończenie, ale nie chcę Ci zdradzać, sama zobaczysz :)

      Usuń
    5. Ja w książce lubiłam te jego rozkminy egzystencjalne. W zasadzie czytałam głównie dla nich :) A w filmie no to wiadomo :) juz obejrzałam wszystko. Faktycznie, fajne zakończenie. W każdym razie dzięki za podsunięcie pomysłu. Na pewno jeszcze pare razy obejrzę.

      Usuń
    6. Noo, te jego rozkminy to prawie jak u Lewina w Annie Kareninie xD
      I takie zakończenie powinno być też w książce :D

      Usuń
  6. Coś czuję, że Wojna i Pokój będzie mnie nieźle rozpraszać przy szyciu :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie rozpraszała przy wykańczaniu pelisy :D

      Usuń
  7. Wszystkiego najlepszego na ten nowy rok! Dzięki za pomysły na filmy. Dobrze jest oglądać filmy z epoki, wykańczając podobne stroje, wtedy jeszcze bardziej zżywamy się z danym okresem, a nie ma wyrzutów, że reko-szycie czeka :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki! :) Właśnie kończyłam Wojnę i Pokój i Linie Welligtona podczas wykańczania pelisy 1810 i faktycznie fajnie się nad tym pracowało :)

      Usuń
  8. Porcelanko, Twój post nakłonił mnie do tego, żebym znów po latach obejrzała "Wojnę i Pokój". Dawno temu, chyba w 2007 roku widziałam ten serial w tv i pamiętam, że zrobił na mnie spore wrażenie, a moim faworytem wówczas był Pierre, którego w sumie nadal uwielbiam. :D Co dziwne, średnio podobał mi się wtedy Bołkoński, a teraz zachwycam się nim jak głupia. Andriusza, miłości moja, robisz konkurencję Panu Darcy'egu. <3 :D Cóż powiedzieć więcej mogę - serial piękny, scenę z walcem Chaczaturiana mogę oglądać bez przerwy. No i wreszcie zaczęłam czytać książkę. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. He he, Andriusza nawet na łożu śmierci wyglądał seksownie xD xD A scena z walcem to chyba moja ulubiona <3 Koniecznie daj znać, jak skończysz książkę! :)

      Usuń
  9. Panie i Panny Drogie i Kochane!

    Wojnę i pokój połknąłem kiedyś, zanim jakieś zjawy ekranowe zdołałem oglądać. Po co gapić się w ekrany, kiedy można igłą i szydełkiem (czyli i drutem?) rzeczywistość tamtą przywołać łacniej (joj, użyłem tego słowa?). Batalistyka stosowana - toć to można odczuć na rekonstrukcjach! Zapraszam! P2P XW. Inne pułki są lepsze w innych sprawach - nie tworzę niesnasek, każdy robi co lubi - mundury zobaczycie w 33eme, etc. Wojna, to my. Zapraszamy.

    Uwielbiam (nie jestem sam, samców gromada za mną stojąca pisać nie potrafi!) Wasze Pań starania w rekonstrukcji stroju dawnego i powodzenia życzę!
    Pa!

    Czytajcie! Oczy wyobraźni stokroć jaśniejsze od srebrnego ekranu!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak, prawda, lepiej przeżyć XIX wiek na własnej skórze i doświadczyć go osobiście :)

      Wojnę i Pokój czytałam i zakochałam się w tej powieści, jest niesamowita! Więcej napisałam tu:
      http://buduar-porcelany.blogspot.com/2014/02/wojna-i-mir.html

      Bardzo dziękuję w imieniu swoim i koleżanek, i oczywiście chętnie dołączę do wojaków, gdy nadarzy się po temu okazja :)

      Usuń

Dziękuję za każdy komentarz, Wasze słowa wiele dla mnie znaczą: inspirują, motywują do pisania kolejnych postów... Buduar jest naszym wspólnym miejscem, a Ty, zostawiając komentarz, tworzysz je razem ze mną :)

( w razie pytań, mój adres e-mail: fragileporcelain@gmail.com )

Powołując się na art. 16 "Ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych" (Dz. U. 2000 r. Nr 80 poz. 904) nie wyrażam zgody na kopiowanie, przetwarzanie oraz jakiekolwiek wykorzystywanie treści (tekstów i zdjęć) zamieszczanych przeze mnie na blogu.