15 czerwca 2016

Heilsberg 1807 / 2016


Prawdę powiedziawszy, miałam być w tym czasie zupełnie gdzie indziej - miałam spacerować sobie Warszawą na 200 rocznicy powstania UW, ale w ostatniej chwili zmieniłam zdanie. Kroiłam sobie materiał na nowy strój i myślałam o tym, jak straszny to dylemat i dlaczego nie można być w dwóch miejscach jednocześnie, i że gdyby to zależało tylko ode mnie; gdybym miała słuchać serca, pojechałabym na Lidzbark. To pojechałam! 

Zdjęcie z albumu 2. Westpreussische Invalidenkompanie
Tym razem byłam już lepiej przygotowana do przebywania w napoleońskim obozie, niż rok temu. Uszyłam sobie nową, obozową sukienkę - bardzo prostą w kroju i bez zdobień, w które mogłyby się wplątywać kamienie ;) Jest zapinana z przodu, abym mogła zakładać ją sama, uszyta prawie cała ręcznie z wytrzymałego lnu tkanego w paseczki, kolorem zbliżonego do barwy spodni w napoleońskich mundurach. Prosta, słomkowa budka dobrze ukrywała papiloty (loki wolałam zachować na wieczorny bal w zamku), a woalka z koronki prababci mogłaby chronić od słońca, gdyby mocno świeciło. Całą biżuterię stanowił srebrny sekretnik na długim łańcuszku, podpięty przy pasku kokardą. Oto ja w wydaniu obozowym! W dzień bitwy pogoda była bardzo zmienna: a to mocne słońce, a to porywisty wiatr, a to deszcz padający wprost z ciężkich, zwieszających się nad obozem chmur. Nadal nie mam spencera, więc zabrałam z domu zielony szal, pasujący do kokardy, ale niepotrzebnie. Okazało się, że goszczący mnie 7 Pułk Piechoty zabrał dodatkową kurtkę mundurową, którą mogłam nosić, gdy było mi zimno. Czy to nie miłe?

fot. R. Dubaj

Z resztą, tego dnia spotkało mnie jeszcze więcej miłych rzeczy, jak to bardzo często dzieje się z XIX wieku. Na samym początku, gdy przebierałam się w namiocie (podróż z drugiego końca Polski trwała długo, musiałam nocować w Warszawie i do obozu dotarłam dopiero po śniadaniu) okazało się, że mój neseser, który robiłam kilka długich, zimowych dni* sprawdził się doskonale w swojej roli! Dzięki niemu mogłam najpierw sama zasznurować się w gorsecie, co bez odpowiednio dużego lustra jest właściwie niemożliwe, a nastepnie, już po bitwie właściwie ekspresowo zmienić strój z dziennego na wieczorowy i uczesać siebie oraz Mery. 

Zdjęcie z albumu 2. Westpreussische Invalidenkompanie

Zdjęcie z albumu 2. Westpreussische Invalidenkompanie

Potem okazało się, że w obozie jest mnóstwo znajomych, których co rusz spotykałam na swojej drodze. Poznałam też kilka nowych osób, w tym słynny pułk 33, którego żołnierze maszerowali od kilku dni i spali w lasach, zanim dotarli do obozu. Jedyne, czego trochę żałuję, to że nie z każdym udało mi się porozmawiać w tym krótkim czasie przed bitwą.
Gdy podczas obiadu stałam przy karczmie i jadłam moją porcję gulaszu, podszedł do mnie oficer, którego poznałam zimą na ułańskim balu i po krótkiej pogawędce przedstawił Napoleonowi. Całą ulewną burzę, która rozpętała się kilka minut później spędziłam w namiocie sztabowym, popijając słodkie wino i oglądając zgromadzony tam szpej ;)

fot. R. Dubaj



Gdy zaświeciło słońce, nadszedł czas wymarszu na bitwę. Dowódca pozwolił mi iść jak markietanka,  przy 7 pułku, więc widziałam wszystko z bliska. Po drodze deptaliśmy pachnące zioła, poziomki, zielony szczaw i fioletowe łubiny. Obszar pola był dość mały, ale za to bogato ukształtowany i wyposażony w szaniec (oraz super ziemianki zamieszkałe przez poznanych w Rumszyszkach Litwinów), który wojska francuskie atakowały. Bitwa była pełna akcji, ja sama brałam udział w cuceniu naszego rannego w potyczce żołnierza i próbie szabrowania jakiegoś rannego Prusaka, który jednak nie dał się pozbawić butów ;) Po pewnym czasie nasze oddziały zaczęły szturmować szaniec, co rusz pod niego podchodząc, by znów na kilka chwil się wycofać. Nie chciałam zawadzać w wojennym zamęcie, toteż korzystając z tego, że niedługo wcześniej stojący nieopodal Napoleon ze sztabem pomachał do mnie ze swojego stanowiska, wycofałam sie w te stronę i resztę bitwy spędziłam wśród zieleni, spoglądając sobie na szaniec przez historyczną lunetę.

fot. R. Dubaj

fot. R. Dubaj

fot. R. Dubaj

fot. R. Dubaj

Do obozu, a później całą drogę do lidzbarskiego zamku asystował mi jeden z żołnierzy 33. zabawiając rozmową. Na samym zamku wystawiono jadło i napitek. Gdy zarządzono tańce, było już późno, dlatego zatańczyłam tylko dwa, z pewnym młodym redcoatem. W drodze powrotnej przez miasto, lesiste ścieżki i cmentarz towarzyszył Mery i mnie dowódca 7ki. Resztę dnia spędziłam przy ognisku, śmiejąc się z żołnierzami, a pierwsze godziny następnego - w namiocie, przykryta żołnierskimi płaszczami, próbując zasnąć.
Tak minął mi 12 czerwca 1807 roku, w Lidzbarku.

fot. A. Pius
fot. A. Pius

ENGLISH: The Heilsberg 1807 battle took place last wekend in Lidzbark Warmiński. I was wearing my new, linen daygown. A simple one, mainly handsewn, opening in front so I could put it on by myself and feel comfortable in the camp. I made also a straw bonnet and soldiers gave me the uniform because it was rather cold outside.
I met many friends there and made the new ones. I was taking part in a battle as a vivandiere and spent a nice morning in a headquarters` tent. In the evening there were dances in the castle and after dances we went back to the camp to spend a night together by the fireplace.

fot. R. Dubaj

______________________________________________________
*post o neseserze pojawi się wkrótce, na razie nie miałam czasu zrobić mu zdjęć, musicie uzbroić się w jeszcze odrobinę cierpliwości. Niecierpliwych zapraszam do Pieskowej Skały 18 czerwca - zobaczycie go w akcji ;)

10 komentarzy:

  1. Fajny sposób z woalką, po co komu okulary przeciwsłoneczne :D Ślicznie ci nawet w wydaniu obozowym! Kurcze, szkoda że mam za daleko do Pieskowej Skały, bo umieram z ciekawości jak wygląda neseser!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki, choć tu na zdjęciach robię cały czas krzywe ryje, bo albo mówię, albo jem xD
      Mam w planach jutro rano zdjęcia, ale też szał szycia (kiecka w 2 wariantach na sobotę. Na razie nie mam nic D: ) więc nie wiem, czy zdążę na teraz :P

      Usuń
  2. A no właśnie, bo przecież Ty miałaś być wtedy w Warszawie! W ogóle jak czytam, jaka Ty jesteś teraz przygotowana na te wydarzenia, to powiem Ci, że zrobiłaś się prawdziwą reko-profesjonalistką! :D Poza tym to ostatnie zdjęcie z armatą jest boskie <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ha ha, do wersji pro jeszcze mi baaardzo daleko, ale jest już coraz lepiej :) Fotka to pomysł fotografa xD

      Usuń
  3. Pomimo że bitwa wygląda na świetną zabawę! ;D zdecydowanie dobra decyzja;) super Ci w tej budce:) koronka <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, bawiłam się super, trudno ukryć :D A koronka czekała na swój moment bardzo długo :D

      Usuń
  4. Jejku ale ta kurteczka mundurowa uroczo wygląda do tej sukieneczki i bonnecika :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, słodko, tym bardziej, że okazało się, że sukienka jest w kolorze żołnierzowych spodni :D

      Usuń
  5. Super impreza! :) A ten bonnet to masz prześliczny :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki! Mam nadzieję, że pożyje dłużej, niż poprzedni :P

      Usuń

Dziękuję za każdy komentarz, Wasze słowa wiele dla mnie znaczą: inspirują, motywują do pisania kolejnych postów... Buduar jest naszym wspólnym miejscem, a Ty, zostawiając komentarz, tworzysz je razem ze mną :)

( w razie pytań, mój adres e-mail: fragileporcelain@gmail.com )

Powołując się na art. 16 "Ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych" (Dz. U. 2000 r. Nr 80 poz. 904) nie wyrażam zgody na kopiowanie, przetwarzanie oraz jakiekolwiek wykorzystywanie treści (tekstów i zdjęć) zamieszczanych przeze mnie na blogu.