6 października 2013

Wszystko o osiemnastowiecznym makijażu

Dzisiejszy post będzie dotyczył osiemnastowiecznego makijażu. Dowiemy się, co i jak nakładano na twarz, co starano się ukryć, a co uwydatnić i czy rzeczywiście stosowane ówcześnie kosmetyki składem niewiele się różniły od trucizny :P

































W poście poświęcę też trochę miejsca na makijaż w wieku XIX, który reprezentował właściwie tę samą estetykę. Zmieniły się tylko metody, którymi uzyskiwano pożądany efekt.

***

Kosmetykami w XVIII i XIX wieku zajmowali się farmaceuci. Wszystkie upiększające mazidła powstawały w aptekach i można je było tam kupić. Bogaci klienci specjalnie zamawiali drogie kosmetyki, a ci biedni korzystali z usług kupców obwoźnych. 

Skład mazideł oczywiście był słodką tajemnicą farmaceuty, można więc było nabyć nieświadomie toksyczny kosmetyk. Chemia jako nauka dopiero się rozwijała i ówcześni nie byli świadomi toksycznych właściwości niektórych związków. A kosmetyki sprzedawały się dobrze...

Kobiety, które nie miały dostępu do apteki lub pieniędzy na upiększacze, wyrabiały je same w domu, korzystając z napisanych przez niektórych farmaceutów książek z recepturami lub zbiorów recept przekazywanych z pokolenia na pokolenie. (Z tych książek korzystam również ja, tworząc posty na blogu :) )



Zacznijmy od twarzy

Jasna, nieskazitelna cera była dla osiemnastowiecznych nie tylko synonimem piękna, lecz także oznaką zdrowia. Panny, które nie mogły poszczycić się gładką buzią, pomagały sobie kosmetykami, nakładając na twarz grubą warstwę bielidła. Była to gęsta pasta, najczęściej mieszanina talku, tłuszczu (zazwyczaj pachnących olejków) i pigmentu. Jako barwnik stosowano w tym przypadku biel bizmutową, biel ołowianą lub tlenki rtęci (dwa ostatnie pigmenty są toksyczne).

Bielidło utrwalano pudrem. Była to zazwyczaj drobno zmielona mąka ryżowa, zbożowa lub talk. 

Na taki puder lub zamiast niego nakładano często jeszcze coś, co przypomina współczesny rozświetlacz. Był to puder perłowy lub bizmutowy, który nadawał twarzy blask.

Niedoskonałości cery, których nie dało się ukryć inaczej zaklejano muszkami.

Nie tylko toksyczne związki rtęci i ołowiu szkodziły ówczesnym kobietom. Równie zabójcze dla cery było niezmywanie takiego makijażu na noc i nakładanie co rano kolejnej warstwy. Po jakimś czasie modna elegantka usuwała to wszystko z twarzy za pomocą specjalnego nożyka, odkrywając poszarzałą i zmęczoną cerę. Kochanek Marii Antoniny, hrabia Fersen, który zanotował tę obserwację w swoim dzienniku był rozbawiony, lecz baronowej (którą opisał) po jakimś czasie takich praktyk na pewno nie było do śmiechu...

A w XIX wieku...

Zrezygnowano całkiem z bielidła i muszek. Niedoskonałości cery próbowano wyleczyć różnymi kosmetykami pielęgnacyjnymi, które często również zawierały toksyczne lub żrące składniki.

Puder, zarówno zwykły (pachnący fiołkami odtworzyłam tutaj), jak i ten perłowy wciąż stosowano, jednak robiono to z umiarem, a przed pójściem spać zmywano (na przykład emulsją Creme de l`Enclos, którą odtworzyłam w zeszłym roku).







Oprócz nieskazitelności ważna była również świeżość cery

Tę pozwalał uzyskać róż na policzkach. Był on (szczególnie w Wersalu) nakładany bardzo obficie, jego barwa zaś była intensywna - od czerwieni (karmin), przez różowości (alkanet), aż do kolorów wpadających w fiolet. Róże najczęściej były płynne (tutaj jeden, który zrobiłam), niekiedy sypkie lub w formie krepowych płatków nasączonych kosmetykiem. Pigmenty, które stosowano pochodziły często z natury (koszenila, tj. rozkruszone owady gatunku czerwiec kaktusowy; farbownik polny, szafran barwierski, krokosz, drzewo sandałowe), niekiedy jednak uzyskiwano je inaczej (cynober, chlorek cyny - toksyczne).

Usta malowano nieraz tym samym kosmetykiem, lub barwiczką, czyli szminką o podobnym, bardziej nawilżającym składzie. Ówczesne szminki mogły być zarówno mocno kryjące, jak i półprzezroczyste - to zależało już od gustu :)

Aby cera sprawiała wrażenie przejrzystej, porcelanowej, na skroniach malowano niebieskie żyłki specjalną farbką - błękitnidłem.

Tymczasem w wieku XIX...

Z różu zrezygnowano całkiem. Podstarzałe damy i kobiety lekkich obyczajów wciąż używały go chętnie, dla delikatnych debiutantek jednak był ona stanowczo zabroniony. Mimo to myślę, że część zwyczajnych kobiet i tak go używała :) Tylko robiły to na tyle dyskretnie, że róż był niezauważony, a piękne rumieńce - komplementowane :)

Usta podkreślano wciąż tak samo, za to błękitnidło odeszło w niepamięć.



Nad dawnym podkreślaniem oczu najbardziej boleję, bo nie robiono z nimi właściwie nic.

Pierwsze tusze do rzęs, będące mieszaniną sadzy i olejków, dostawały się do oczu i rozmazywały, dlatego też nie były zbyt popularne.

Blasku oczom dodawał wkraplany do nich wyciąg z belladonny, który zawierał atropinę i przez to powodował rozszerzenie źrenic. Oczy wyglądały ładnie, ale były niezwykle wrażliwe na promienie słoneczne. Spacer w pełnym słońcu po użyciu belladonny mógł skończyć się poparzeniem wnętrza oka, a nawet utratą wzroku.

Ciemne, wyraziste brwi uzyskiwano poprzez malowanie ich spalonymi migdałami lub korkiem.

W XIX wieku...

Wynaleziono tusz do rzęs! Nareszcie! Pierwsza maskara powstała w 1860 roku, a stworzył ją Eugene Rimmel.

Z tego, co wiem, przestano stosować belladonnę.

Brwi nadal podkreślano, choć już nie tak mocno, jak w wieku XVIII.


Włosy, w przeciwieństwie do cery, w XVIII wieku lubiono matowe. To zupełnie odwrotnie, niż dzisiaj :)

W układaniu fryzur pomocna była lepka pomada, czyli przetopiony tłuszcz zwierzęcy zmieszany z woskiem i uperfumowany olejkami.

Stosowano też specjalne, matujące pudry do włosów, w różnych dziwnych (od czerwieni, po błękit) lub naturalnych (biel, szarość, blond) kolorach. Pudry nie barwiły włosów tak, jak współczesna farba, lecz nadawały im mocniejszy, lub słabszy (zależnie od naturalnej barwy włosów) podton kolorystyczny.

W wieku XIX...

Wciąż używano pomady.

Z pudru zrezygnowano najpierw w Anglii (po tym, jak w 1795 William Pitt nałożył nań podatek w wysokości jednej gwinei), a potem w innych krajach Europy. 


Oto jest pytanie!

Tak, malowali się. 
Nie, nie wszyscy. 
Część z nich nakładała taki sam makijaż, jak kobiety (i używała tych samych perfum - w XVIII wieku zarówno makijaż, jak i zapachy były unisex :) ), część stosowała tylko niektóre jego elementy...

Na pewno wszyscy nakładali na włosy pomadę i puder :)

W XIX wieku...

Nastąpiła gwałtowna zmiana, za sprawą pierwszego dandysa, George`a Brummella. Mężczyźni przestali się stroić, a zaczęli być eleganccy. I tak panowie pożegnali się z makijażem, możliwe, że na zawsze :)

***

  • O osiemnasto- i dziewiętnastowiecznych fryzurach zrobię wkrótce nowy post :)
  • Szykuję także uwspółcześnioną wersję osiemnastowiecznego różu...
  • ...Oraz rekonstrukcję ówczesnego makijażu krok po kroku.


Tymczasem pozdrawiam Was i życzę miłego niedzielnego popołudnia!


30 komentarzy:

  1. To jeden z najlepszych postów, jaki od dawna czytałam! Twoja wiedza jest zdumiewająca, naprawdę, ja o połowie tych rzeczy w ogóle nie miałam pojęcia! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiedza nabywana metodą ziarnko do ziarnka :D

      Usuń
    2. I taka jest chyba najlepsza! :)

      Usuń
  2. Świetny post - już czekam na współczesną wersję makijażu:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki :) Będę musiała ją jakoś rozplanować czasowo, bo planuję podwójną ;)

      Usuń
  3. Wiem, że biel ołowiana była też używana do malowania obrazów. :D
    A oczy malowano dawniej, ale w krajach arabskich, tzw. khol - kredka do oczu (niestety też zawiera ołów). Można ją kupić również współcześnie. Do tej pory ludzie wierzą, że khol chroni oczy przed słońcem. :) Oczywiście jest szkodliwy.
    Ciekawa jestem jaki efekt dawał ten czerwony puder do włosów. :D Pewnie pasował rudowłosym. Ale komu pasował niebieski? :O

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie tymi oczami podkreślonymi kholem zachwycał się Byron :) I żałował, że w Europie nie ma tego zwyczaju :)

      Na ciemnych włosach dawał pewnie czerwonawą poświatę, jasne barwił może na rudo... Rudym pasowałby najbardziej ;)
      Niebieski dawał taką szarawą-niebieską poświatę... niektóre babcie stosują takie płukanki, po których mają włosy siwe, ale z niebieskawą poświatą. Pewnie tak wyglądał też ten puder w XVIII w ;)

      Usuń
    2. Szkoda że ta moda nie dotarła do Europy. Być może jakoś się tam kojarzyła z barbarzyństwem, jak cały Bliski Wschód. :) Mogę się tylko domyślać.

      Wczoraj jeszcze przypomniała mi się koleżanka z mojego L.O., która raczej nie robiła demakijażu, tylko rano dokładała ciut fluidu na twarz (ktoś zauważył to na rekolekcjach wyjazdowych :D ), ciekawe czy potem w domu, też tak nożykiem skrobała z twarzy... :D

      Usuń
    3. Tak, szkoda. Gdyby Europejki zaprzyjaźniły się z kholem, makijaż do sukni historycznych byłby łatwiejszy ;)
      A wiesz, że nawet teraz dużo dziewczyn nie zmywa makijażu przed snem (np. po imprezie)... W moim przypadku cera za takie traktowanie zemściłaby się tak, że przez następny tydzień nie mogłabym opuszczać domu :P

      Usuń
  4. Uwielbiam te twoje posty o kosmetykach :) O tych żyłkach na skroniach nie wiedziałam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki :) Mało co, a bym o nich zapomniała, pisząc ten post :P

      Usuń
  5. Żyłki? A to ciekawe...trochę straszne jest to, że specjalnie wlewały sobie do oczu wyciąg z belladonny...i o ile wiem to spalony korek działał jeszcze bardzo długo :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, straszne, biorąc pod uwagę konsekwencje... Ale one nie były też tego świadome...

      Usuń
  6. O mi błękitnidło nie byłoby potrzebne, mimo, że nie mam bardzo jasnej cery, to żyłki na skroniach mam, nad czym ubolewam, mocno widoczne.
    Co do panów to historia chyba zatacza kolo, bo znowu powoli zaczynają się co niektórzy malować :D
    Jestem pod ogromnym ważeniem Twojej wiedzy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to w XVIII wieku niejedna piękność zazdrościłaby Ci tych żyłek :)
      A, tak i nawet blogi chyba prowadzą :D Kiedyś trafiłam na dwa chyba blogi kosmetyczne prowadzone przez panów :)
      Dzięki :)

      Usuń
  7. Świetny post! Nie miałam pojęcia o muszkach, malowaniu żyłek i belladonnie (!). Zaskoczył mnie też fakt, że pierwszą mascarę wynalazł Rimmel - gdybym miała zgadywać, obstawiałabym Max Factora :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I jeszcze Maybelline. Te firmy kosmetyczne chyba walczą o status tuszowego pioniera :D

      Usuń
  8. Ile te damy na portretach mają wdzięku! Jakie są piękne! Zawsze zachwycam się Twoimi kolażami.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, są bardzo piękne :)

      Dziękuję :) Lubię je robić.

      Usuń
  9. Doskonały blog! Na pewno będę do Ciebie zaglądać. Wpis przeczytałam z ogromnym zaciekawieniem od początku do końca. No i te przepiękne ilustracje. Uwielbiam takie klimaty! Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) Cieszę się, że wpis się spodobał, wkrótce będzie nowa wersja osiemnastowiecznego różu do policzków, także zapraszam :))

      Usuń
  10. Uf, nareszcie znalazłam chwilę, żeby napisać parę słów.
    Powtórzę za innymi - post jest idealny. Oprawa graficzna bogata, bardzo przyjemna i adekwatna do treści. Temat bardzo dokładnie rozpisany i - co najbardziej mi się podoba - dobrze, że pojawił się taki teraz, bo uzupełnić go mogłaś odnośnikami do poprzednich postów z przepisami i rozwinięciami jakiś haseł (mój faworyt to muszki - swoją drogą malowanie prostych grafik na buzi znów stało się modne, raczej wśród młodzieży i jest to trochę manifestacyjne, ale może kiedyś jeszcze przeżyją swój renesans!), co uczyniło z tego postu swoiste podsumowanie i katalog.
    Oby więcej takich (a co za tym idzie - więcej postów "składowych" :) )!
    Tymczasem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki :)
      Mnie też podobają się muszki i nie obraziłabym się, gdyby ta moda powróciła :P

      Usuń
  11. Kocham Twój blog. Jest dla mnie inspiracją - mam nadzieję, że pozwolisz wykorzystać swoje porady makijażowo-fryzjersko-ubraniowe (choć na tym już odrobinę się znam) podczas prezentacji stroju z okresu Powstania Styczniowego, którą mam w przyszłym roku w planach :) Masz może jakąś wiedzę, czy w tamtym okresie, konkretnie na terenie Polski kobiety nosiły jakiś makijaż? Czy wzorowały się na kanonach makijażu europejskiego? (strój, dodatki i fryzurę mam już odtworzoną, makijaż też mniej więcej, ale zależy mi na konkretnej wiedzy) i czy w przypadku mężatek czepki były niezbędne (chodzi mi o strój dworski) :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki :) Jasne, że możesz.

      W tamtym okresie, czyli w XVIII wieku? Polki wtedy malowały się tak, jak Europejki, choć to oczywiście zależało od ogólnego obycia w świecie. Arystokratka, która bywała np. we Francji, pewnie się malowała; córka polskiego szlachcica na zagrodzie raczej nie bardzo ;)

      Myślę, że czepki na dworze królewskim i w środowiskach arystokratycznych nie były obowiązkowe.

      Usuń
  12. Ile wiedzy w jednym poście. Lektura nie przeczę, ciekawa.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) To są tematy, które uwielbiam zgłębiać :)

      Usuń