20 stycznia 2013

W saloniku Chopinów

Trochę mnie nie było - a to przez słynne już projekty zaliczeniowe (jeszcze tylko dwa!) i grypę, która w końcu mnie dopadła. Ale wracam już do Was z postem - dzisiaj przeniesiemy się w koniec lat 20. XIX wieku i wprosimy się na chwilkę do państwa Chopin :)


O istnieniu tego saloniku pewnie niewiele osób miałoby pojęcie, gdyby nie strona internetowa - jest bardzo dobrze ukryty i spacerując Krakowskim Przedmieściem nigdy nie pomyślelibyście, że XIX wiek jest tak blisko! Żeby się doń dostać, wystarczy trochę odwagi :) Trzeba wejść na teren warszawskiej ASP, do budynku Wydziału Grafiki (w XIX wieku: Pałac Krasińskich) - w sumie pomyślałam, że co mi szkodzi, najwyżej mnie wyrzucą :D Potem trzeba trochę pobłądzić w korytarzach (niby drugie piętro, ale nie tak łatwo je znaleźć! ), ewentualnie kogoś zapytać - ja trafiłam na jakiegoś pana, pewnie profesora (teraz to już na pewno mnie wyrzucą :D ), który miło odpowiedział mi, że na końcu korytarza, ale że Chopina nie zastanę ( :-) ) - oczywiście, przecież Fryderyk wyjechał stąd 2 XI 1830 roku.


Salonik jest mały, ale bardzo przytulny. Wszystkie meble pochodzą z XIX wieku i są ustawione tak, jak stały, gdy mieszkali tu państwo Chopin. Na środku jest okrągły stół, niestety pusty, co natrętnie przypomina o tym, że właściciele saloniku opuścili go dawno temu... Ale jednak, serwantka zachęca, by wydobyć z niej empirową porcelanę, a sofa zaprasza, by na niej usiąść i wsłuchać się w muzykę płynącą ze starego fortepianu.


Fortepian Buchholtza stoi na przeciwko, a w czasach świetności saloniku, młody Fryderyk prezentował na nim (nie na tym samym oczywiście) swoje kompozycje: koncerty, wariacje, walce, a także mój ulubiony Nokturn e-moll. Sam Chopin mieszkał nad salonikiem, pewnie teraz jest tam jakaś sala wykładowa, ciekawe, czy historia miejsca inspiruje choć trochę współczesnych artystów.


Fortepian jest niemały i, w przeciwieństwie do nowoczesnych, brązowy. Klawiatura jest zabezpieczona (no, i tak nie potrafię grać :P ), a nad nią stoją oparte, przygotowane nuty:


Oczywiście jest to kopia oryginału, ale gdyby przyjrzeć się jej dokładniej, można przeczytać imię Delfiny Potockiej. Są to nuty Koncertu f-moll, który pierwszy raz usłyszano właśnie w tym saloniku 7 lutego 1830, na kilka miesięcy przed wyjazdem Fryderyka.



Na przeciwległej ścianie, nad kominkiem wiszą rodzinne portrety: państwa Chopin, sióstr Ludwiki i Izabeli, oraz (pośrodku) Fryderyka.


Na przeciwko drzwi stoi empirowa sekretera, a za drzwiami - małe pianino:


Właściwie, moja wizyta była raczej krótka - w końcu salon to tylko jedno pomieszczenie - ale za to nastroiła mnie bardzo dziewiętnastowiecznie. W tym podekscytowaniu pognałam do supernowoczesnego Muzeum Chopina, myśląc, że tam to dopiero będzie wspaniale. Po tych wszystkich niejasnych zachwytach, których naczytałam się zaraz po otwarciu Muzeum, szykowałam się na coś w stylu Muzeum Powstania Warszawskiego, ale oczywiście w XIX - wiecznym wydaniu (he he he).

A co znalazłam? Muzeum w najściślejszym tego słowa znaczeniu: mnóstwo dość hermetycznych, muzyczno-naukowych informacji, suche fakty biograficzne zaprawione ledwie kroplą życia codziennego i obyczaju... no i mnóstwo elektronicznych (częściowo popsutych :( ) ustrojstw we współczesnym labiryncie wewnątrz dziewiętnastowiecznego pałacu... To było jak walka Lema z Mickiewiczem, która wcale nie zharmonizowała się w formie steampunku... W dodatku w tej batalii wygrywał wciąż XXI wiek. Spędziłam tam kilka godzin i wyszłam zawiedziona - może gdybym była młodym muzykologiem...

I tak zachwalane przez wszystkich muzeum nie miało w sobie ani odrobiny tego, czego szukam, a XIX wiek krył się cały czas w niepozornym, schowanym przed światem saloniku :)


P.S. To mój 100 post! :D

16 komentarzy:

  1. bardzo dziękuję za przeniesienie w czasie:)
    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miło mi, że się udało i zapraszam na następne podróże w czasie :)

      Usuń
  2. Jak tu pięknie! Dziękuję Ci bardzo za tę wycieczkę w czasie, w mój ulubiony wiek XIX. Na przestrzeni ostatnich 2 lat odwiedziłam Żelazową Wolę i piękny zameczek Radziwiłłów- w Antoninie, gdzie do dziś organizowane są koncerty chopinowskie i są po nim pamiątki.
    Twoje zdjęcia bardzo piękne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też kocham wiek XIX :) Ale Żelazowa Wola jeszcze przede mną... Jest tyle pięknych miejsc do zobaczenia!

      Usuń
  3. Zawsze kiedy zwiedzam jakieś dworki, pałacyki i saloniki mam wrażenie, że jestem u siebie i tak strasznie nie chce mi się opuszczać tych miejsc. U Chopinów też bym się chętnie zadomowiła. :)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to obie siedziałybyśmy już u Chopinów na podwieczorku (na tej pasiastej sofie), gdyby to tylko było możliwe :D

      Usuń
  4. zazwyczaj zwiedzam każdy mozliwy pałac, ale jednak preferuję te XVIII wieczne, pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Osiemnastowieczne też są bardzo ładne, ja lubię i takie, i takie :) Szkoda, że w mojej okolicy nie ma żadnego...

      Usuń
  5. Jejku, chciałabym w takim mieszkać! Chociaż ja też wolę XVIII wieczne :) A powiedz, jaki mniej więcej był status społeczny tej rodziny? To znaczy jest to salon jakiś bardziej luksusowy, czy normalny, jak na tamte czasy?
    Pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szczerze mówiąc nie wiem, ale myślę, że raczej normalny - Chopin, zanim stał się "arystokratą ducha", nie bywał u szlachty, ani nie miał żadnego tytułu. Jego ojciec był nauczycielem muzyki, więc Chopin należał do czegoś w rodzaju klasy średniej (chociaż w XIX wieku to było pomieszane, nie było tak jasnych wyznaczników jak w wiekach wcześniejszych i tak, jak dzisiaj). Także ten salonik nie jest jakiś bardzo luksusowy, ale nie należy też do biednych :)

      Usuń
  6. Niezwykle interesujacy blog, A muzuem czy to wystawa (bo jak to nazwac?) niestety brakuje jeszcze w nim poprostu zycia.
    Pozdrawiam
    Chiranzana

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :)
      Faktycznie, może trzeba czasu, żeby to nowe Muzeum Chopina zaczęło żyć swoim własnym, dziewiętnastowiecznym życiem...

      Usuń
  7. Cudowne miejsce. Znowu nabieram przekonania że współczesne miejsca i wnętrza nigdy nie będą mi się podobać jak te stare. :) Dobrze że można było tam robić zdjęcia i podzieliłaś się z nami tą małą wycieczką.

    Pozdrawiam! :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Te stare miejsca mają swoją duszę, uwielbiam je oglądać :) Ciekawe, czy dzisiejsze będą tak samo interesujące za 200 lat :)

      Usuń
  8. Ten salonik jest rewelacyjny, dziękuje ślicznie za namiary jak tylko będę w okolicy wkradnę się do warszawskiej ASP.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz, Wasze słowa wiele dla mnie znaczą: inspirują, motywują do pisania kolejnych postów... Buduar jest naszym wspólnym miejscem, a Ty, zostawiając komentarz, tworzysz je razem ze mną :)

( w razie pytań, mój adres e-mail: fragileporcelain@gmail.com )

Powołując się na art. 16 "Ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych" (Dz. U. 2000 r. Nr 80 poz. 904) nie wyrażam zgody na kopiowanie, przetwarzanie oraz jakiekolwiek wykorzystywanie treści (tekstów i zdjęć) zamieszczanych przeze mnie na blogu.