19 grudnia 2013

Dziewiętnastowieczne sposoby na przeziębienie, 1. płukanka na gardło

Jak widać po tej serii postów, instytucja babcinej apteczki ma się dobrze od dawna :)

Pewnie nie tylko ja byłam ostatnio przeziębiona (biorąc pod uwagę wyniki ankiety...), ale muszę Wam się przyznać, że tym razem przeziębienie było o tyle mniej uciążliwe, że mogłam wypróbować dwa przepisy z domowej apteczki z 1853 roku. Dzisiaj zajmiemy się jednym z nich (a drugi za tydzień). Pochodzi on z książki Sarah Josephy Buell Hale The new household receipt-book. W książce, oprócz przepisów na kosmetyki, których tam szukałam, znalazłam również mnóstwo porad zdrowotnych, recept na domowe leki i rad dotyczących prowadzenia domu (wiecie: usuwanie plam, pranie itp.).

Tym razem zabrałam się za płukankę na bolące gardło, które oprócz kataru i kaszlu jest chyba najbardziej uciążliwe w przeziębieniu. Oto i przepis:



"Płukanka na bolące gardło. Na dwadzieścia pięć lub trzydzieści liści zwykłej szałwii wlej pintę wrzącej wody; pozostaw napar na pół godziny. Dodaj tyle octu, aby roztwór był umiarkowanie kwaśny, oraz miód do smaku. Płucz naparem gardło kilka razy dziennie. Ta mieszanka o składnikach cierpkich i zmiękczających rzadko nie przynosi efektu."



Potrzebujemy:

  • szałwii o właściwościach antyseptycznych (u mnie ok. jedna łyżeczka),
  • octu, który zakwasi mieszankę, co zmniejszy ilość bakterii w gardle (u mnie objętość łyżki),
  • miodu "do smaku" (łyżeczka).

Wykonanie:

  • Jest łatwe. Wystarczy zalać szałwię wrzątkiem, odczekać,
  • następnie do przestudzonego naparu dolać ocet
  • i miód.
  • Zamieszać i płukać gardło.


Działa? Nie działa?

Płukanka działa mniej więcej tak, jak zwykła szałwia lub mieszanki ziół, które można kupić w aptece. Na początku anginy / przeziębienia może pomóc, jednak jeśli ból jest silny, obawiam się, że płukanie nic nie da i trzeba będzie odwiedzić lekarza (współczesnego :D ). 
Niemniej, sposób, choć dziewiętnastowieczny, jest jak najbardziej wskazany, nie zawiera żadnych trucizn, a sam napar z szałwii stosuje się również współcześnie. Jak widać, niektóre domowe sposoby leczenia mają wielowiekową tradycję ;)

Smak i zapach płukanki jest raczej przyjemny (o ile lubi się zioła - ja uwielbiam), potem, po wypłukaniu ust zostaje jednak nieprzyjemny posmak octu, którego nie znoszę. Pewnie w przyszłości zastąpię go sokiem z cytryny.



Na koniec, tekst z książki o zaletach szałwii:


No właśnie, dlaczego człowiek ma umierać, skoro w jego ogródku rośnie szałwia? :D


__________________________________________________________________

PS. Wyblakłe zdjęcia na blogspocie dopadły i mnie :/ Z odsieczą na razie przybył deviantart.


10 komentarzy:

  1. Szałwia jest nieoceniona jeśli chodzi o leczenie gardła. Przynajmniej jeśli chodzi o mnie, wolę zioła, działają skuteczniej. Po antybiotyki sięgam, dopiero gdy sytuacja robi się już nieciekawa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Antybiotyki to podobno straszne paskudztwo...
      Też zawsze wolę ziołami zaleczyć chorobę, zanim się rozwinie lub w ogóle zapobiegać (imbir, czosnek, do herbaty syrop z czarnego bzu) :)

      Usuń
  2. Moja mama tez ma przepis na jakąś płukankę szałwiową. :) Pomaga na ból gardła jak nic!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fajne są takie płukanki, ale wcześniej nie przypuszczałam nawet, że niektóre przepisy mogą być tak stare :)

      Usuń
  3. Też się zawsze katuje szałwiowymi płukankami , gdy gardło boli :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Spróbuję te płukanki, bo coś ostatnio mam z gardłem (he he, kto nie ma przy takim wietrze;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Daj znać, czy poskutkowała :)
      Ja raczej mam problemy z katarem i łzawieniem... Może i na to coś (dziewietnastowiecznego) się kiedyś znajdzie ;)

      Usuń
  5. 1853 - wow! ;) nie sądziłam że ten sposób ma już tyle lat ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też :) Dopiero przeglądanie tej książki mi to uświadomiło :)

      Usuń

Dziękuję za każdy komentarz, Wasze słowa wiele dla mnie znaczą: inspirują, motywują do pisania kolejnych postów... Buduar jest naszym wspólnym miejscem, a Ty, zostawiając komentarz, tworzysz je razem ze mną :)

( w razie pytań, mój adres e-mail: fragileporcelain@gmail.com )

Powołując się na art. 16 "Ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych" (Dz. U. 2000 r. Nr 80 poz. 904) nie wyrażam zgody na kopiowanie, przetwarzanie oraz jakiekolwiek wykorzystywanie treści (tekstów i zdjęć) zamieszczanych przeze mnie na blogu.