6 lutego 2014

VIII Bal Arsenału

Ledwie wróciłam z jednego balu, a już szykował się kolejny - prawdziwy sezon zimowy, jak w XIX wieku! :)

(zdjęcia, na których jestem, pożyczyłam stąd, z resztą, ich autor na każdym się podpisał :) )

Wszystko zaczęło się właściwie kilka lat temu, gdy zaczynałam prowadzić bloga i natrafiłam w sieci na zaproszenie (skan) na bal pewnej grupy rekonstrukcyjnej (nie pamiętam, czy był to akurat Bal Arsenału, może..?). Znalezisko wywołało we mnie jednocześnie zachwyt (to są w Polsce takie bale!) i rezygnację (pewnie i tak nigdy się na taki nie dostanę...), aż w końcu link gdzieś zaginął i właściwie zapomniałam o nim, aż do stycznia tego roku, kiedy to niespodziewanie, wraz z kilkoma innymi blogerkami otrzymałam właśnie takie zaproszenie, na właśnie taki bal - w pałacu Chodkiewiczów przy dawnej ul.Napoleona nr 484 (obecnie Miodowa 14) w Warszawie, przy kwartecie smyczkowym i szampanie - tego dnia nie mogłam już myśleć o niczym innym, i zaraz zaczęłam zastanawiać się, jak by tu zorganizować wyjazd do Warszawy, no i w co ubrać się na bal. 

(Sukienkę zostawię na następny post, żeby ten nie był za długi)

Pierwotnie wybierało się nas więcej, ale sesja wykluczyła właściwie wszystkie dziewczyny, oprócz mnie. Mimo to i tak postanowiłam pojechać. Mając w torbie rękawiczki pożyczone od Gabrielle, lokówkę Patrycji (dzięki, dziewczyny! :* ) i całe mnóstwo innych balowych przedmiotów, jechałam pociągiem w zapadający zmierzch, w stronę stolicy. Drogę umilało mi czytanie "Wojny i Pokoju", a więc duchem już byłam (i jestem jakoś od grudnia) w epoce napoleońskiej :) 


Pałac Chodkiewiczów z zewnątrz i polonez w sali Kilińskiego

Następnego dnia wszystko miałam rozplanowane, i to z odpowiednimi zapasami czasowymi, aby się nie spóźnić. Jako nie-arystokratka, panna z prowincji i w dodatku debiutantka, nie mogłam sobie pozwolić na spóźnienie, dlatego zaraz po (sześciogodzinnych) ploteczkach z przyjaciółką przy orzechowej herbacie, zabrałam się za przygotowania. Dochodziła 18., więc miałam jeszcze dużo czasu... Może jednak lepiej sprawdzę, czy ten bal jest na pewno na 20. I nie wyobrażacie sobie: weszłam na facebooka, a tam jasno i wyraźnie stoi: 19:00. A byłam przekonana, że o 19. dopiero otwierają pałac, a sam bal zaczyna się o 20.! Malowałam się dwa razy szybciej, niż zwykle, jednocześnie błądząc w sieci, w poszukiwaniu informacji, która mnie uratuje (No bo jest napisane: 19., ale to musi być 20! Musi!). W końcu znalazłam stronę Arsenału, na której faktycznie była pożądana informacja, i już na spokojnie zabrałam się za czesanie. Wyszłam z domu, mając pół godziny na dojazd, co powinno wystarczyć, poczekałam więc na dorożkę autobus i pojechałam wprost na Stare Miasto. W planach miałam co prawda spacer pięknie rozświetlonym Nowym Światem, jakieś zdjęcia, ale nie przewidziałam, że jednak jest zima, która nie sprzyja lekkim sukienkom (a szczególności ich jasnym rąbkom). W myślach odnalezienie pałacu to nic takiego, no bo (katowickie myślenie) to jest pałac, a pałace są zazwyczaj widoczne z daleka. Owszem, są, ale jak się ma przed sobą dzielnicę wypełnioną samymi pałacami, szukanie tego jedynego staje się jednak trochę kłopotliwe ;) Błądziłam jakiś czas wzdłuż Miodowej, coraz bardziej przestraszona, bo właśnie dochodziła 20. Gdybym była Kopciuszkiem, wróżka zaczarowałaby karocę ze światełek (która stoi na Nowym Świecie) i nią zawiozła mnie pod sam pałac... W końcu odnalazłam numer 14. i otworzyłam drzwi niepewna, czy przypadkiem odźwierny nie wyrzuci spóźnialskiej panny ;) Moim oczom ukazało się pałacowe wnętrze z szerokimi schodami, prowadzącymi na piętro i trzy empirowe damy, poprawiające balowe kreacje, co oznaczało, że jednak jestem na czas :)

Po pozbyciu się płaszcza i wymianie zimowych, wybrudzonych buciorów na (krwiożercze) pantofelki, nieśmiało weszłam po schodach. Na piętrze część osób odbierała jeszcze zaproszenia. Po chwili i moje zostało wypisane - starym piórem (takim, jakim piszemy nasze listy), na przenośnym, dziewiętnastowiecznym pulpicie, o którym marzy większość z nas. Przywitałam się jeszcze z szefem Szwadronu 7 Pułku Lansjerów (od którego otrzymałyśmy wcześniej zaproszenia) i weszłam do sali - najpierw mniejszej, w której aż roiło się od napoleońskich żołnierzy we wspaniałych mundurach i pięknie przystrojonych kobiet, a potem - na salę Kilińskiego, w której odbywała się większa część balu.


Na początku w krótkich słowach podsumowano zeszły rok (dowiedziałam się, że ominęło mnie nie tylko Borodino - na które miałam jechać! - ale i Lipsk w 2013...), a następnie przyznano nominacje wojskowe (w końcu to bal Arsenału). W tym samym czasie poznałam panią Joannę w pięknej sukni w kolorze lawendowym (jak mój blog :) ) i lśniącej, bardzo epokowej kolii, z którą przy lampce szampana rozmawiałyśmy o dziewiętnastowiecznej modzie i która okazała się współautorką mającej ukazać się niebawem nowej książki o ubiorach XIX stulecia. Zaś niedługo później zostałam zaproszona do tańca przez nominowaną przed chwilą panią profesor (kobiety też mogą rekonstruować wojskowych! :) ), co, przyznam, trochę mnie onieśmieliło. Na tym balu wszyscy byli bardzo profesjonalni i nierzadko pasja rekonstruktorska łączyła się u nich z życiem zawodowym, co było na prawdę onieśmielające, ale tylko przez chwilkę - jako debiutantka miałam pełne prawo czuć się nieco zagubiona, a jak tylko to sobie uświadomiłam, od razu (życie jest pełne paradoksów) poczułam się pewniej.

Między kolejnymi tańcami mieliśmy przyjemność słuchać klasycznych arii w profesjonalnym wykonaniu (takie koncerty my-blogerki znamy z filmów kostiumowych - choćby i z tego :) ) oraz przyglądać się pokazom dawnych tańców - lekkiego, ale niesamowicie trudnego (próbowałam kiedyś dawno temu i choreografia przerosła moje umiejętności :P ) menueta oraz walca (mój ulubiony taniec), mazura (tu wyobrażałam sobie Annę Kareninę i Wrońskiego - oni tańczyli właśnie mazura, a podczas lektury powieści jakoś nie potrafiłam sobie tego wyobrazić, bo mazur wydawał mi się zbyt skoczny - ale jednak ten pasował mi do powieściowej sceny :) ) i kujawiaka, który skradł moje serce. Z resztą muszę koniecznie napisać, że tancerka z Zespołu Tańca Dworskiego Gratia Iuvenis, która pokazywała tańce i uczyła nas, wprost olśniewała swoją urodą i nawet na zdjęciach z balu nie sposób oderwać od niej wzroku:

video


(jeśli zamieszczenie tego filmiku narusza prawa autorskie do choreografii lub wykonania - zdejmę go. Proszę tylko napisać do mnie mail)

Nie byłabym sobą, gdybym nie opowiedziała Wam o moich własnych tańcowych przygodach podczas tego balu, a były aż dwie :D 
Po pierwszej serii tańców zapowiedziano walca dla chętnych, a jako, że to mój ulubiony taniec, zostałam na sali, szukając kogoś do pary. Muzyka już się zaczęła, gdy kątem oka dostrzegłam damę w sukni różowej, jak moja, która próbowała namówić kogoś z grupki oficerów do tańca. Niestety, dla wojskowych najwyraźniej najpiękniejszą muzyką jest świst kul, a najchętniej wykonywanym tańcem - ten ze śmiertelnym wrogiem, toteż dama spotkała się z odmową. Stwierdziłam, że skoro obie chcemy tańczyć, możemy zatańczyć razem. Ustawiłyśmy się i zaczął się walc. Po kilku pierwszych krokach wykrzyknęłam zdumiona: Jestem facetem! :D Rzeczywiście, tańczyłam po męskiej stronie i już nie było na to rady. Musiałam odnaleźć w sobie siłę i zacząć prowadzić, co nie było takie proste, bo moja partnerka co rusz coś zmieniała, albo zapowiadała jakieś figury, o których istnieniu nie miałam pojęcia <lol> Dlatego z mojej strony taniec wyglądał mniej więcej tak: 

Dama: (próbuje wykonać figurę)
Ja: [O nie, tego nie znam]
Dama: (podaje nazwę figury)
Ja: [Ach, tego też nie...]
Dama: Krok zmienny?
Ja: [wtf?] (zahaczyłam o trzewik) Przepraszam [aaa!]
Dama: (jakaś profesjonalna nazwa)
Ja: [achaaa, po okręgu! No nareszcie coś, co znam :P]

A jeśli weźmiemy pod uwagę , że wszystko działo się w zawrotnym tempie i cały świat wirował dookoła, otrzymamy taniec, którego nie powstydziłby się sam pan Colllins z Dumy i Uprzedzenia :D Ale, co okazało się później, ten walc nie był wcale moim tanecznym Waterloo - dama, z którą wirowałam okazała się zawodową tancerką i nauczycielką tańca, podczas gdy ja uczyłam się tylko podstaw, i przez ostatnie cztery lata nie tańczyłam w ogóle, także była to nie tyle porażka, ile raczej dość zabawne doświadczenie, no i w końcu spełniło się moje marzenie zatańczenia walca na balu w pałacu :) Po tym wszystkim obie podeszłyśmy do stołu. Właściwie przez cały bal nawet nie myślałam o jedzeniu, ale teraz zaczynałam być już głodna, więc posiliłam się sernikiem, którego kawałeczki - każdy w swojej papilotce - leżały na talerzu, oraz herbatą w białej filiżance. Chwilę później podeszła do mnie młodziutka panna (na balu byłyśmy chyba najmłodsze!), której wyjątkowo do twarzy było w białej, empirowej sukience. Zaczęłyśmy rozmawiać, a po chwili okazało się, że Alicja jest córką szefa szwadronu i czyta nasze blogi :) Rozmawiało nam się bardzo miło i oczywiście zachęciłam ją do założenia własnego bloga - bardzo fajnie byłoby powitać kolejną dziewczynę w naszym kręgu!

Moje zaproszenie było wypisane, ale usunęłam imię i nazwisko w programie graficznym - wiadomo dlaczego ;)


Po chwili zawołano na kolejny taniec. Panowie w pięknych mundurach trochę się ociągali, ale żony chciały tańczyć, a jak pan każe, sługa musi :P toteż wkrótce sala zapełniła się ludźmi. Do tego tańca nie miałam pary. Wszyscy albo odpoczywali w drugiej sali, albo mieli już swojego partnera. Taniec był w kole, więc przeszło mi przez myśl (głupio), że może jednak nie trzeba do niego par (o naiwności! :D ). Z resztą, przemiły oficer po mojej prawej stronie zaproponował, że może tańczyć jednocześnie z dwiema paniami i nie będzie mu to przeszkadzało ( :) ). No dobrze, taniec się rozpoczął i nadszedł najwyższy czas podzielić się na pary. Jak myślicie, co się stało? Zabawne było to, że jeszcze w poprzednim poście zamieściłam fragment Emmy, w którym panna Smith zostaje bez pary, a teraz sama znalazłam się w tym położeniu! Moje osamotnienie nie trwało jednak ani ćwierci tego czasu, co samotność bohaterki powieści, bo uratował mnie... No, jak myślicie, kto?

Tancerz z Gratia Iuvenis przywołał mnie do siebie, piękna tancerka ukłoniła się i popłynęła w głąb sali, a jej miejsce zajęła wasza Porcelanka, która, gdyby nie była tegoroczną debiutantką, chyba zamarłaby z onieśmielenia. Ale, jako że już na początku balu przyzwoliłam sobie na różne małe głupstwa (na szczęście nie popełniłam żadnego większego nietaktu - nikogo niczym nie oblałam, nie potknęłam się o nic, nie podarłam sukienki itd. Wiecie, czasem, no ok - często zdarza mi się być jak Bridget Jones :P ), zatańczyłam w tej parze jeszcze następnego kadryla, a potem jeszcze dwa tańce z inną, nowopoznaną damą, z którą w przerwie bardzo miło mi się rozmawiało i która nie dość, że użyczyła mi swojego lawendowego szala, to jeszcze odwiozła do centrum swoim powozem taksówką. 

U góry Sabionetta Quartet

Tak, bal się zakończył, a ja po powrocie zastałam dom wyglądający jak Moskwa po wymarszu wojsk napoleońskich (tyle tylko, że pożaru nie było - wychodząc w porę wyłączyłam lokówkę). Usiadłam przy stole, który jeszcze kilka godzin temu był moją toaletką (Gabrielle, to stan z tego obrazu! :) ), wypinałam kwiaty z włosów i powoli uwalniałam pojedyncze pasma. Tak bardzo chciałabym zostać w Warszawie jeszcze choćby na kolejny dzień / tydzień / resztę życia! Niestety, następnego dnia czekało mnie pakowanie i kilkugodzinna podróż do domu, a w poniedziałek - pobudka przed piątą rano do pracy i do szarego życia; pobudka z moich snów o dziewiętnastowiecznym balu...

24 komentarze:

  1. Niedawno poznałam tego bloga i nie sądziłam, że są aż takie rekonstrukcje! :) Fajnie byłoby wziąć kiedyś udział, gdy nauczę się szyć ;) Czekam na zdjęcia sukni!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Możesz brać udział w takich balach już teraz, wystarczy stylizacja, a jak Ci się spodoba, sama nawet nie zauważysz, kiedy powstanie Twoja pierwsza sukienka :)

      Usuń
  2. I pomyśleć że takie wspaniałości działy się w Warszawie :) Wyglądałaś przepięknie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) W Warszawie zawsze dużo się dzieje, szkoda, że to tak daleko ;)

      Usuń
  3. Aach, rozmarzyłam się :) Mam nadzieję, że wrocławski bal wynagrodzi mi nieobecność na tym! :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja również rozmarzyłem się!:) Opisałaś to tak realistycznie, że za chwilę poprosiłbym Cię do tańca;) Może będzie jeszcze okazja;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzymam za słowo :D Mam nadzieję, że pojawisz się na zlocie i potańczymy :)

      Usuń
  5. Jak przyjemnie się to czytało, Porcelanko! :) Byłam ciekawa kiedy zamieścisz relację z balu i się doczekałam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki :) Trochę to trwało, ale w końcu znalazłam czas na pisanie :P

      Usuń
  6. Ja też się rozmarzyłam... :) Mam nadzieję, że takich imprez będzie jeszcze więcej i kiedyś uda mi się zawitać na jakimś balu. :D
    Czekam na posta o sukience. Już tutaj widzę, że jest śliczna! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak! Też mam nadzieję, że kiedyś, na jakimś balu się spotkamy (obie w naszych wymarzonych krynolinach) :)

      Usuń
  7. Porcelanko, już po tych ułamkach widać, że wyglądałaś cudownie! Wyglądałaś jak prawdziwa la merveilleuse z czasów dyrektoriatu! A Twój opis balu taki malowniczy... haha, i nawet znalazło się miejsce dla toaletkowego obrazu! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki! Ta sukienka właśnie jakoś kojarzyła mi się z początkiem XIX w :) Obraz jest świetny, idealnie oddaje tę chwilę oszołomienia po powrocie z balu / imprezy ;)

      Usuń
  8. Nawet 5 rano w poniedziałek nie jest chyba tak straszna, gdy ma się w pamięci taki BAL!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie jest :) Dzisiaj odespałam ostatnie 2 tygodnie, a wspomnienia będą ze mną już zawsze :)

      Usuń
  9. A ta się znowu baluje. ;) Przepraszam zobaczyłam panów w mundurach, muzykę na żywo i zaczynam zazdrościć. :) Pięknie wyglądasz w tej sukni. Przeżycia niezapomniane, zwłaszcza pan który przyszedł na ratunek. Tak jak w "Emmie". :-O
    I kolejny post, który czytało się z prawdziwą przyjemnością. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki :) Jak powiedziałam, że do tego tańca nie mam pary, myślałam, że tancerz mnie wyprosi z sali, a tu taka niespodzianka! :)

      Usuń
  10. ...pląsy z medykiem przypadły jak widzę do gustu. W "...notre epoque favori..." byłoby to raczej niemożliwe, gdyż medyk albo pracował, albo odsypiał zaległości, a jak już poszedł na "...reunion..." to raczej siadywał sobie pod ścianą. Nie był oficerem, więc musiał ustępować miejsca "...szarży.
    Pozdrowienia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Owszem, przypadły :)
      Właśnie słyszałam rozmowę na balu (lub czytałam komentarze pod zdjęciami - nie pamiętam dokładnie) o tym, że w prawdziwych balach brali udział tylko oficerowie. Dzisiaj byłoby to smutne, dobrze, że współczesne bale są otwarte dla wszystkich.
      Pozdrawiam serdecznie :)

      Usuń
    2. ...polecam Acani w tym temacie bardzo sympatyczne pamiętniki Laury Abrantes - wydane po polsku. O medykach się mówiło i nic poza tym i trzeba było mieć charakter Jana Dominika Larrey żeby na "...reunionie..." przed Cesarzem przygadać marszałkom, dla których choć był baronem to nadal krwią pachniał i widzieć Go nie chcieli.
      ...a co powiedział - tu za jego biografem - iż ma dosyć wąchania nieumytych marszałkowskich części ciała jakie musi opatrywać (to było pod adresem Marszałka Masseny po bitwie pod Wagram)
      Pozdrowienia serdeczne

      Usuń
    3. Dziękuję :) Zapisałam sobie tytuł i na pewno przeczytam, bo teraz (kończę lekturę "Wojny i Pokoju") akurat jestem w temacie :)

      To rzeczywiście był odważny! Ale z drugiej strony, biorąc pod uwagę ówczesne warunki higieniczne lazaretów, polowych sal operacyjnych (i nie tylko) oraz to, że to były właściwie początki chirurgii, bycie medykiem w epoce napoleońskiej to na prawdę ciężki kawałek chleba...

      Usuń
  11. Niesamowite! Zawsze marzyłam o uczestnictwie w takim balu, jak z moich ukochanych książek Jane Austen, ale nie miałam pojęcia, że takie się w Polsce odbywają... Zupełnie nie wiedziałam! Jak można się na nie dostać?
    Przepiękne zdjęcia i sukienka!:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wystarczy uszyć strój i kupić bilet :) Informacje są zazwyczaj na facebooku ;)

      Usuń

Dziękuję za każdy komentarz, Wasze słowa wiele dla mnie znaczą: inspirują, motywują do pisania kolejnych postów... Buduar jest naszym wspólnym miejscem, a Ty, zostawiając komentarz, tworzysz je razem ze mną :)

( w razie pytań, mój adres e-mail: fragileporcelain@gmail.com )

Powołując się na art. 16 "Ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych" (Dz. U. 2000 r. Nr 80 poz. 904) nie wyrażam zgody na kopiowanie, przetwarzanie oraz jakiekolwiek wykorzystywanie treści (tekstów i zdjęć) zamieszczanych przeze mnie na blogu.