11 lutego 2014

Sukienki w ostatnim sezonie balowym

Czyli post podsumowujący dwa bale, na których miałam przyjemność być :)
Dziś będzie lekko i przyjemnie, o sukienkach, dodatkach, uczesaniach, pantofelkach...


"Wszystko zasadnicze było już zrobione: nogi, ręce, szyja i uszy były już osobliwie starannie, po balowemu wymyte, naperfumowane i napudrowane; już włożono jedwabne ażurowe pończochy i białe atłasowe trzewiki z kokardami; fryzury były prawie gotowe. Sonia kończyła się ubierać, hrabina również; ale Natasza, która troszczyła się o wszystkie, spóźniała się. Jeszcze siedziała przed lustrem w peniuarze narzuconym na szczuplutkie ramiona. Sonia, już ubrana, stała na środku pokoju i aż do bólu przyciskając malutkim palcem przypinała ostatnią wstążkę, chrzęszczącą pod szpilką."

Pierwsze zdjęcia nowej sukienki!

Na pierwszy w życiu bal (Studniówki nie wliczam ;) ) zdecydowałam się na sukienkę osiemnastowieczną - trochę z musu, bo uszyłam ją na inną okazję, a nie bardzo miałam czas szyć coś specjalnie na bal. Postanowiłam więc pojawić się w XVIII wieku i właściwie był to pierwszy w życiu raz, gdy miałam na sobie coś z tych czasów. Z perspektywy wrażeń balowych, mogę napisać jedynie, że trzy fałdy w tyle przyszyję na stałe (to będzie trochę oszukiwana retrousee ;) ), będę musiała koniecznie podoszywać haftki również wzdłuż tego doszytego trójkąta (na balu wszystko trzymało się na szpilkach, ale ciiii...), no i... zamówić sobie porządny gorset! O ile regencyjna-nieśmiertelna bez gorsetu prezentowała się nieźle, o tyle osiemnastowieczna leży kiepsko, nie mówiąc już o tym, że bez gorsetu po prostu trudno stale trzymać się tak prosto, jakby się połknęło kij. Także pewnie jakoś w kwietniu złożę gorsetowe zamówienie, a do kompletu uszyję sobie koszulkę, która przy gorsecie będzie już niezbędna.

Tym, czego zdecydowanie brakowało mi na balu, była kieszeń na drobiazgi (noszona wewnątrz sukienki). Będę musiała koniecznie sobie taką uszyć! Oprócz tego, po porównaniu sukienek mojej i dziewczyn (MsNelly i Eleonory) stwierdziłam, że mój pieróg jest chyba za mały i będę musiała go trochę bardziej wypchać w tyle.
Do sukienki dobrałam trzy ozdoby: kolczyki Marii Antoniny, które okazały się świetnie pasować również do następnej kreacji, medalion z miniaturowym portretem MA (o nim będzie w następnym poście) i kwiaty, które we włosy wpięła fryzjerka.


Z fryzurą był pewien problem. Bałam czesać się sama, bo moje włosy są z natury całkiem proste (Fobmróweczka chciała kiedyś o nich post - i będzie, czekam tylko, aż dni zrobią się dłuższe i jaśniejsze i na zdjęciach będzie cokolwiek widać :P ), poza tym nigdy wcześniej nie kręciłam włosów i wolałam nie ryzykować. Co by było, gdyby na godzinę przed wyjściem okazało się, że zamiast loków mam na głowie smętne, miejscami rozprostowane strąki? Fryzjerka, nawet jeśli włosy nie byłyby podatne na skręt, ma do dyspozycji cały arsenał odpowiednich sprzętów, no i doświadczenie, które pozwoliłoby jej wybrnąć z kłopotów. W salonie spędziłam dwie godziny (czytając sobie o przygotowaniach do kampanii 1812 r. :P ) i teraz już wiem, że moje włosy, mimo długości, dadzą się ułożyć w loki. Fryzura, jaką chciałam otrzymać, miała być podobna do tej, którą nosiła filmowa Karolina Matylda. Skoro sukienka jest podobna, to niech reszta też będzie! Oczywiście nie przyznałam się fryzjerce, że ma to być uczesanie historyczne, bo pewnie spotkałabym się z odmową, ale pokazałam jej zdjęcie KM i opisałam, jak to ma wyglądać - że całe włosy zakręcone i upięte, bardziej u góry, niż w tyle, a z jednej strony wypuszczony lok, sięgający brzegu dekoltu. Fryzjerka spisała się na medal i włosy bardzo mi się podobały. Jednocześnie miałam na sobie całe opakowanie wsuwek, mnóstwo pianki i lakieru do włosów. Obawiałam się, że już nigdy tego nie rozczeszę i po kilku tygodniach, jak w prawdziwych osiemnastowiecznych koafiurach, w moich włosach zamieszkają myszki ;) Na szczęście jednak nie było z tym problemu.

"Bardzo historyczne" zdjęcie do lustra w pałacowej toalecie :D Drugie pożyczyłam stąd. Tak to jest, jak się robi wszystko na ostatnią chwilę i nie ma czasu na porządne zdjęcia przed balem...

Na drugi bal za żadne skarby nie chciałam iść w tej samej sukience! Miałam jeszcze do wyboru: nieśmiertelną-regencyjną, która wcale nie jest balowa, raczej spacerowa lub raczej piknikowa, albo przerobienie sukienki, którą szyłam w czerwcu na ślub mojej kuzynki, a która okazała się łudząco podobna do tych z lat 20. XIX wieku (bal miał być napoleoński, ale już miałam całą historię - że to już 1815, a ja jestem ówczesną trendsetterką :P ), ale tę zarezerwowałam już sobie w myślach na Krynolinowy Książ... I tak pewnego dnia wyciągnęłam wszystko, co mam z szafy, pomierzyłam i okazało się, że różowa, bardzo współczesna sukienka, którą dwa lata temu kupiłam w H&M z myślą o balu studenckim (i nigdy nie miałam na sobie), leży idealnie! Wcześniej była (i stawała się) coraz ciaśniejsza. Nie oderwałam nawet od niej metki i pamiętam, że jakoś latem chciałam ją sprzedać. Dobrze, że tego nie zrobiłam! Gdy mierzyłam ją przed lustrem, przypomniałam sobie, że ten model, z podwyższoną talią, z lekkich jak mgiełka materiałów, w kolorze pudrowego różu i z (aż) jedną fiszbiną w staniku, zawsze kojarzył mi się jakoś tak grecko... A przecież to był efekt, który chciały osiągnąć panny z początku wieku XIX! Od tej chwili było postanowione, że to właśnie w niej idę na bal.

Jednocześnie nikogo nie oszukiwałam, że ta sukienka ma cokolwiek wspólnego z dawnymi krojach, choć... gdyby kwiaty przenieść na pasek, a do ramion doszyć maleńkie bufki... ;) Tak, jak patronką poprzedniej kreacji uczyniłam Karolinę Matyldę, tak tym razem wzorcem w stylizacji miała być filmowa Karolina Bingley (1, 2, 3). Wredna i wyniosła, ale przecież tak dobrze ubrana! Postanowiłam chwilowo wybaczyć jej wady i skupić się na jej wyglądzie. Podobieństwo, polegające na skojarzeniu mojego stroju z czasami napoleońskimi leżało w dodatkach: wypchanej mnóstwem drobiazgów reticule, długich rękawiczkach Gabrielle (które uratowały mój zupełnie zniszczony pracą, pakowaniem i podróżą balowy manicure), kremowych czółenkach na niewysokim obcasie (te buty to mordercy! Już dwa razy chlupotała w nich moja krew! Tym razem zapobiegawczo poobklejałam się plastrami :) ) i ozdobach: kwiatach we włosach z poprzedniego balu, oraz kolczyków MA. Więcej nie trzeba było.
Co do fryzury - początkowo miała to być kopia włosów panny Bingley, ale rozplanowanie czesania zostawiłam sobie na ostatnią chwilę i cały czas coś mi nie odpowiadało, dlatego wciąż podpinałam koleje pasma, zostawiłam jakiś warkoczyk... Spieszyłam się na bal i już zupełnie nie wiedziałam, do czego ta fryzura zmierza. Efekt ostateczny okazał się kokiem Emmy, tylko (o dziwo!) bardziej naturalnym i ładniejszym, niż w Pszczynie. Z koczka luzem zwisało kilka cienkich loków. Tym razem również nosiłam na głowie całe opakowanie żelastwa, ale za to... ani grama środków do stylizacji! :) I wszystko się trzymało :)

Zdjęcia pożyczyłam stąd


"W wilgotnym, chłodnym powietrzu, w ciasnocie i mroku kołyszącej się karety po raz pierwszy wyobraziła sobie żywo wszystko, co ją oczekuje tam, na balu, w oświetlonych salach - muzyka, kwiaty, tańce, monarcha, wszystka świetna młodzież petersburska. Wszystko, co ją czekało, było tak piękne, aż nie wierzyła w to, że tak będzie: tak to było niewspółmierne z wrażeniem zimna, ciasnoty i mroku karety. Dopiero wtedy pojęła to wszystko, co ją czeka, kiedy przeszedłszy po czerwonym suknie podjazdu, wkroczyła do przedsionka, zdjęła futro i wraz z Sonią, wyprzedzając matkę, szła pośród kwiatów po oświetlonych schodach (...) Przed nimi i za nimi szli goście, którzy podobnie cicho rozmawiali ze sobą i tak samo byli w balowych strojach. Zwierciadła na schodach odbijały damy w sukniach białych, błękitnych, różowych, z brylantami i perłami na obnażonych rękach i szyjach..."

_________________________________________________________________________

SEZON ZIMOWY 1814 2014:

- Zimowy Bal Szkocki,
- Bal Arsenału,

- robe a l`anglaise retrousee,
- współczesna stylizacja historyczna,
- pantofelki wieloepokowe,
- torebka reticule,
- makijaż,
- kolczyki Marii Antoniny *stary post = straszna jakość*
- miniatura


Oba cytaty wykorzystane w tekście pochodzą z książki "Wojna i Pokój" Lwa Tołstoja (1865-1869), przeł. A. Stawar. Warszawa 1961, s. 705, 708-709.

28 komentarzy:

  1. Kochana, w wersji XVIII-wiecznej wyglądałaś ślicznie, ale ta napoleońska jest po prostu zabójcza! Myślę, że zazdrościłaby Ci jej sama Józefina w czasach, kiedy miała jeszcze ambicje na bycie rusałką :D Zresztą, Therese Tallien również nie gardziła krojem z jednym ramiączkiem, a przecież była najmodniejszą kobietą dyrektoriatu:: http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/1/1a/Madame_Tallien.jpg Zresztą, bufki są takie nudne :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Łohoho! O ramiączko w wersji Therese Tallien chyba bym się nie pokusiła :D Ale i tak dobrze wiedzieć, że ta sukienka dobrze "leży" w epoce - może ją jeszcze kiedyś wykorzystam? ;) Niemniej (przez Was! :D ), teraz chodzi za mną delikatna, zwiewna empirka <3

      Usuń
  2. Wyglądasz cudnie w obu wersjach. Aż nie chce się wierzyć, że z sukienki z sieciówki można stworzyć taką wspaniałą zwiewną historyczną kreację. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też myślałam, że ta sukienka jest tylko do bólu współczesna, ale potrzeba matką wynalazków ;)

      Usuń
  3. Masz urodę stworzona do dawnego kostiumu, wyglądasz po prostu jak dama z dworu Marii Antoniny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) W takim razie nie pozostaje nic innego, jak szyć dalej :)

      Usuń
    2. Potwierdzam, że masz urodę osiemnastowieczną. Wyglądasz, jakbyś zeszła z portretu. Nie prosili Cię jeszcze o zagranie w jakimś filmie kostiumowym?

      Usuń
    3. Dziękuję :) Gdyby kiedyś poprosili, byłoby wspaniale! Chętnie statystowałabym w takim filmie i wreszcie zobaczyłabym, jak to wygląda od środka (bardzo mnie to ciekawi) ;)

      Usuń
    4. W zupełności zgadzam się z Magdą :)

      Usuń
  4. Już się bałam, że przerobiłaś sukienkę z wesela, ale uff;)
    Tobie w ogóle pasują wszelkie kobiece dodatki i stroje - masz taką urodę i już ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dlaczego? :P W sumie nie ma przy niej wiele przerabiania - mam w planach dodać fioletową (jak krynolina, którą mierzyłyśmy w muzeum) szarfę i drugą we włosach. Myślę, że efekt byłby podobny do regencyjnej-nieśmiertelnej, tylko bardziej wieczorowy :)

      Usuń
  5. Muszę się zgodzić z Magdaleną, masz urodę idealnie pasującą do takich stylizacji. W obydwu wyglądasz naprawdę pięknie. Fryzury też wyglądają wspaniale.
    Dziękować Bogu, że są gdzieś jeszcze ludzie którym chce się organizować bale, w starym, dobrym stylu i można się tam zaprezentować w takich wspaniałych kreacjach. No i oczywiście tańczyć te wszystkie walce... I inne tańce, o których nie mam bladego pojęcia. :P :) Obym kiedyś wreszcie dotarła na któryś bal, muszę tylko omówić ze swoją matką chrzestną kwestię dyni. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki :)

      Też bardzo cieszę się, że takie bale są organizowane, no i że nie są otwarte tylko dla profesjonalnych rekonstruktorów / tancerzy :)
      Fajnie byłoby się kiedyś spotkać na balu, matka chrzestna na pewno wystara się nie tylko o dynię i myszki, ale i piękne pantofelki :)

      Usuń
  6. Porcelanko kochana, ta suknia jest niesamowicie piękna, a Ty prezentujesz się w niej po prostu BOSKO!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki :) Cieszę się, że cała zabawa z szyciem dała taki efekt :)

      Usuń
  7. Na Balu Arsenału nie byłam, ale na Szkockim owszem i miałam okazję sukienkę zobaczyć i dotknąć. Jest piękna i bardzo Ci pasuje :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) Twoja krynolina też była wspaniała :) A nie myślałaś nigdy o uszyciu empirki dla siebie? Jakoś tak teraz przeszło mi przez myśl, że mogłaby Ci bardzo pasować :)

      Usuń
    2. Myślałam i cały czas myślę, tylko jakoś na tym myśleniu się kończy. Pewnie dlatego, że termin mnie nie goni. Ale na zlocie pojawię się w empirce :)

      Usuń
    3. W takim razie nie mogę się doczekać! :)

      Usuń
  8. Zabiłaś mnie kreacją z balu napoleońskiego! Oczywiście niesamowicie wyglądałaś w obu wersjach;) W Twoim ostatnim poście o balu zastanawiałem się skąd kojarzę tę suknię i w tym poście uświadomiłem sobie jak dwa lata temu planowałem ubrać dwie siostry, które były druhnami na ślubie trzeciej, średniej siostry:D Niestety nie było dwóch odpowiednich rozmiarów. Mam do tej kiecki jakiś dziwny sentyment związany z przygotowaniami przedślubnymi;) Dobrze, że jej nie sprzedałaś;) Bardzo kobieco i delikatnie w niej wyglądasz;) Pamiętam ten materiał. Nie wyzbywaj się jej;) Czasem nie warto sprzedawać za sumę, która i tak nie wiele Cię zbawi. Trzeba cieszyć się z posiadania;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Komplement tym milszy, bo powiedziany przez mężczyznę i w dodatku artystę :) Dzięki :)
      Tak, to musi być ta sukienka - moją kupowałam właśnie dwa lata temu i też pamiętam, że był problem z rozmiarem, ale tak mi się podobała, że nie mogłam już wypuścić jej z rąk :D No i w ostateczności wyszło mi to na dobre: gdybym jej wtedy nie kupiła, nie miałabym w czym teraz iść na bal :)

      Usuń
  9. Wyglądałaś ślicznie! Bardzo podoba mi się ta sukienka, którą sama uszyłaś. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki :) Wszystko przekażę też babci, która bardzo mi pomogła (i bardzo martwiła się o efekt), na pewno ją to ucieszy :)

      Usuń
    2. To pogratuluj, bo również świetnie szyje. :)

      Usuń
    3. Przekażę na pewno, jak się spotkamy :) Babcia może nie ma pojęcia o historycznych krojach, ale jak byliśmy dziećmi tyle razy szyła nam stroje na bale przebierańców, że doświadczenie samo podpowiada jej, co robić, żeby było dobrze :)

      Usuń
  10. Pięknie wyglądalas na obu balach. Angielka jest przeboska! Ale rzeczywiście od samego początku brakowało mi w niej gorsetu. Dlaczego sama nie uszyjesz? Tonie jest wcale trudne! Trudne to jest szycie późno XIXwiecznych gorsetow ;) taki to tylko kwestia czasu :3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki :) Czasu mam trochę mało, no i nie mam wcale doświadczenia, więc po prostu się boję :D Na razie zamówię gorset "uniwersalny" (ok, brzmi strasznie, ale dopiero zaczynam i robię to małymi krokami: lepiej z gorsetem współczesnym, niż bez), a potem, w miarę nauki szycia i poznawania dawnych krojów, będę próbowała podejść do gorsetu :)

      Usuń

Dziękuję za każdy komentarz, Wasze słowa wiele dla mnie znaczą: inspirują, motywują do pisania kolejnych postów... Buduar jest naszym wspólnym miejscem, a Ty, zostawiając komentarz, tworzysz je razem ze mną :)

( w razie pytań, mój adres e-mail: fragileporcelain@gmail.com )

Powołując się na art. 16 "Ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych" (Dz. U. 2000 r. Nr 80 poz. 904) nie wyrażam zgody na kopiowanie, przetwarzanie oraz jakiekolwiek wykorzystywanie treści (tekstów i zdjęć) zamieszczanych przeze mnie na blogu.