20 marca 2014

Ogród w zapachu zaklęty, ogród w butelce zamknięty

Bardzo dawno nie było już dziewiętnastowiecznych eksperymentów z kosmetykami! Jednak zima jakoś nie sprzyja tego typu zabawom - zdecydowanie najlepiej miesza się wiosną i latem! :D


Kto z Was ma już dość zimy? Kto chciałby przenieść się choć na chwilę do jasnego, ukwieconego, pachnącego ogrodu i pospacerować jego ścieżkami? W tej chwili wszystko jeszcze czeka na swój czas, kwiaty jeszcze leżą uśpione w ziemi... Dlaczego by więc nie zacząć nosić zaklętej w szklanej buteleczce miniatury tego ogrodu i nie przywoływać go do siebie zapachem choć kilka razy dziennie?

Przepis na perfumy jest (jak chyba wszystkie z The new Household receipt-book) łatwy i przyjemny w wykonaniu :) To, co interesowało mnie w nim najbardziej, to możliwość zabawy w Pachnidło :P i zaspokojenia ciekawości, czym to pachniało w dawnych buduarach. A czym?


Woda o słodkim zapachu - Wlej kwartę wody różanej i tę samą ilość wody z kwiatu pomarańczy do dużej szklanki o szerokich brzegach. Wsyp do środka dwie garści kwiatów jaśminu. Włóż szklankę do bemaru (chodzi tu chyba o łaźnię wodną) lub postaw na wolnym ogniu i po przedestylowaniu dodaj trochę piżma oraz tę samą ilość ambry.


 Składniki:
  • woda różana,
  • woda z kwiatu pomarańczy,
  • kwiaty jaśminu (tak, to te, które nazbierałam latem ;) ),
  • piżmo i ambra - z nich musiałam zrezygnować, bo nie dało się ich nigdzie kupić :( W końcu, już po zrobieniu perfum udało mi się zdobyć roślinny substytut piżma, ale niestety jest to macerat, a jako, że olej nigdy nie połączy się z wodą, nie będę dolewać go do gotowych perfum...
Wykonanie:
  • Do zlewki z miarką odlałam takie same ilości wody różanej i pomarańczowej,
  • po czym dodałam kwiaty jaśminu
  • i podgrzałam całość w łaźni wodnej.
  • Gdy kwiaty zmiękły, a ich płatki zrobiły się przezroczyste, wyjęłam zlewkę z gorącej wody
  • i zlałam płyn do buteleczki z atomizerem.
 Voila!

W tle Huśtawka Fragonarda - właśnie z takim ogrodem kojarzy mi się zapach. Nie mogę się już doczekać, aż wszystko zakwitnie i będę mogła robić zdjęcia w plenerze!
Perfumy pachną bardzo delikatnie i ich zapach nie jest trwały - mgiełka unosi się tylko przez chwilę, co sprawia, że byłyby świetnym odświeżaczem w upały. I tak z resztą mi się kojarzą: ze skwarnym latem, zapachem kwiatów w ogrodzie zroszonych jeszcze po porannym deszczu, rześkim i lekko zamglonym, zapowiadającym upalny dzień powietrzem. To bardzo delikatny, właśnie taki powietrzny zapach - tak lekki, że te z nas, które nie mają alergii na kwitnące krzewy (ja mam chlip, chlip) mogłyby używać go nawet jak toniku do twarzy! Po rozpyleniu perfum skóra jest miękka, a właściwości składników (woda różana - łagodzące i nawilżające, woda z kwiatu pomarańczy - regenerujące, odświeżające, poprawiające koloryt skóry, jaśmin - wzmacniające i odprężające) sprawiają, że wygląda i czuje się lepiej :)

Gdybym zdecydowała się pomieszać perfumy z moim oleistym piżmem i ambrą, której nie mam, zapach zyskałby pewnie głębię, a te bogate aromaty na pewno odpowiednio by go dociążyły i stałby się przez to o wiele bardziej odpowiedni do epoki i balowych strojów. W wersji light, zapach kojarzy mi się z radosną i młodą Elizabeth Bennet, mimo iż receptura jest dokładnie 40 lat starsza od Dumy i Uprzedzenia - pochodzi z 1853 roku.

A Wam, z jaka postacią kojarzą się tak lekkie zapachy? Chciałybyście wypróbować tę recepturę i nosić w torebce swój mały, prywatny ogród?


23 komentarze:

  1. Sama bawić się raczej nie będę (nie mam pojęcia gdzie się kupuje takie składniki), ale chętnie powącham jak będzie kiedyś okazja :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miałam je zabrać do teatru, ale zapomniałam... Następnym razem na pewno wezmę :) A składniki można kupić przez internet, ja od kilku lat kupuję w Zrób Sobie Krem :)

      Usuń
  2. Chyba wolałabym używać właśnie jako toniku. Sam przepis jest jednak ciekawy: podgrzewanie kwiatów jaśminu musi być interesujące :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo fajnie wyglądały po podgrzaniu: półprzezroczyste, zanurzone w perfumach... Aż żal było je potem wyrzucać :P

      Usuń
  3. Kupiłam w Indiach olejek zapachowy (który pełni rolę perfum) o tajemniczej nazwie "Sabina". Sprzedawca (który rzekomo sam te olejki wyrabia, co do tego można mieć jednak wątpliwości) wyjaśnił mi, że jest to mieszanka kwiatowa. Choć nie zawiera alkoholu, jest bardzo mocny, wyraźny zapach utrzymuje się przez długi czas. Właściwie jest to coś w stylu dziewiętnastowiecznych perfum niesyntetycznych :-)

    To, co stworzyłaś, brzmi bardzo ciekawie, sama mam książkę z poradami domowymi rodem z dziewiętnastego wieku, nie wszystkie jednak są bezpieczne w użyciu... Sama nie odważyłabym się np. wypróbować "cudownego płynu na porost włosów".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Te orientalne perfumy są świetne! Moje piżmo też jest takim olejkiem, ale jeszcze go nie próbowałam ;)

      :D W tych książkach, z których korzystam też jest mnóstwo niebezpiecznych przepisów, no i drugie tyle bezsensownych, co do których się waham, bo nie wiem, czy w ogóle warto z nimi eksperymentować, skoro od razu wiadomo, że nic z tego nie będzie :P

      Usuń
  4. Ach, uwielbiam zapach jaśminu. :)
    Porcelanko, co do strony technicznej posta (:D) - super zdjęcia jak zawsze, bardzo fajny myk z wykorzystaniem obrazu w tle. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki, potrzeba matką wynalazków, a skoro na dworze jest jeszcze szaro... :P

      Usuń
  5. Akurat za jaśminem nie przepadam, ale sama idea tworzenia własnych perfum jest wprost wspaniała! :)

    BTW - znasz może jakieś ciekawe perfumy o zapachy róży?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hmm... Nie bardzo... Kiedyś, jak miałam fazę na różę, chciałam kupić olejek eteryczny różany i rozpuścić kilka kropli w innym oleju, np. migdałowym. Może to i dobry pomysł na perfumy o zapachu czystej róży? :)

      Usuń
    2. Róża Yardleya! :)

      Usuń
    3. O, więc jednak są takie perfumy! Dzięki za info :)

      Usuń
    4. O, i jest dostępna w Empiku - nigdy bym na to nie wpadła! Dzięki za cynk :)

      Usuń
  6. fantastyczne, sama chyba nie zebrałabym się w sobie żeby bawić się w chemika :) ostatnio sama szukałam wody różanej i pomarańczowej (do xviii wiecznych bułeczek), ale nie mogłam dostać, nawet w dość przyzwoicie wyposażonych sklepach jak Alma czy Kuchnie Świata...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też cały czas ich szukam, bo są składnikami wielu dawnych potraw, i też nie umiem znaleźć :/ Nawet w sklepach ze zdrową żywnością nie ma... Może można je dostać w Internecie? Tu jeszcze się nie rozglądałam...

      Usuń
  7. Ojeej, to musi naprawdę pięknie pachnieć! Chociaż wrażenie to wywołuje nie tylko sam skład, ale i Twój opis i zdjęcia! Ta buteleczka jest taka urocza :) Jako że nie mam uczulenia na kwiaty, też chętnie wykorzystałabym ją jako tonik :) A w ogóle to gdzie udało Ci się kupić taką buteleczkę z atomizerem? :)
    Mi taki lekki zapach kojarzy się z latami 80 XVIII wieku i leżącymi w trawie arystokratkami o rozwianych włosach i w białych sukniach :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Opis miał oddać zapach, bo (szkoda!) przez ekran nie da się go inaczej zaprezentować :)
      Buteleczkę kupiłam w sklepie Kolorówka jakiś czas temu. Oni mają tam mnóstwo przydatnych opakowań i akcesoriów :)
      O tak! Ogrody Petit Trianon też mogłyby tak pachnieć! :)

      Usuń
  8. Piękny i inspirujący post! Chciałabym wiedzieć gdzie kupiłaś taki zgrabny flakonik?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki :) Buteleczkę kupiłam już jakiś czas temu przez internet, w sklepie Kolorówka.com :)

      Usuń
  9. Pierwszy raz taki kosmetyk zaciekawił mnie na tyle, żebym miała ochotę sama spróbować :) Jak się nazywa ten odpowiednik piżma?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Arabski Musk Kwiatowe Piżmo. Arabian Black Musk" :P Na dołączonej etykiecie napisali jeszcze, że to esencja z nasion ambrette. Szkoda tylko, że to jest olejek, bo gdyby to roślinne piżmo było w formie proszku lub wody, dałoby się je połączyć z perfumami...

      Usuń
  10. O właśnie, przypomniało mi się, że latem eksperymentowałam i zalałam spirytusem salicylowym kwiaty lawendy. Spirytus zrobił się lekko fioletowy i faktycznie pachniał lawendą, jakby to rozbełtać z wodą destylowaną... ? W ogóle czytałam coś o robieniu wody kolońskiej z olejków, alkoholu i wody destylowanej. W sieci powinny przepisy.
    A wracając do lawendy, zapach był naprawdę ładny, tylko też niezbyt intensywny i niestety nie trzymał zbyt długo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ta woda kolońska brzmi interesująco! Jak kiedyś będziesz jeszcze eksperymentowała z lawendą, spróbuj użyć mocnego spirytusu (salicylowy ma chyba tylko 2%), on może lepiej wyciągnąć aromat :) Z niektórych roślin można też robić macerat (moczenie w oleju), ale jakość zapachu zależy tam też od użytego oleju - jeszcze nigdy tego nie próbowałam, a może wyjść całkiem fajnie :)

      Usuń

Dziękuję za każdy komentarz, Wasze słowa wiele dla mnie znaczą: inspirują, motywują do pisania kolejnych postów... Buduar jest naszym wspólnym miejscem, a Ty, zostawiając komentarz, tworzysz je razem ze mną :)

( w razie pytań, mój adres e-mail: fragileporcelain@gmail.com )

Powołując się na art. 16 "Ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych" (Dz. U. 2000 r. Nr 80 poz. 904) nie wyrażam zgody na kopiowanie, przetwarzanie oraz jakiekolwiek wykorzystywanie treści (tekstów i zdjęć) zamieszczanych przeze mnie na blogu.