10 kwietnia 2014

Cera mlecznobiała, delikatna jak płatki róż (+ gdzie kupić produkty do wytwarzania dawnych kosmetyków)




Taka właśnie cera była ideałem w XIX wieku, a jako, że nie każda panna mogła się taką poszczycić, z odsieczą przychodziły ówczesne kosmetyki. Dzisiaj zrobimy bardzo lekkie mleczko różane, które zapewni nam równie różaną cerę.
Przepis, jak kilka ostatnich, pochodzi z książki The new household receipt book z 1853 roku autorstwa Sarah Josephy Hale. Jest znów bardzo, bardzo łatwy*


"By zrobić Mleczko Różane. - Do pinty wody różanej dodaj uncję olejku z migdałów i dziesięć kropli potażu. 
(Nota Bene?) - Dodać potaż na sam koniec."

Po kliknięciu w obrazek, całość się powiększy i będzie lepiej widoczna :)

Nie byłabym sobą, gdybym nie namieszała w recepturze :) Potaż (węglan potasu) nie jest dostępny w żadnym ze sklepów, w których jak dotąd robiłam zakupy. Wiem, że jest używany w ogrodnictwie i produkcji szkła, ale zastosowanie takiego przemysłowego potażu w produkcji kosmetyku nie skończyłoby się chyba dobrze dla żadnej cery (a szczególnie tak kapryśnej = trądzikowej, jak moja). Jak na razie próbuję go zastąpić różnymi innymi rzeczami, choć prawdę powiedziawszy powinnam zasięgnąć konsultacji jakiegoś wykwalifikowanego kosmetologa (a potem zrobić zbiorczy post o tych trudno dziś dostępnych surowcach i ich wpływie na skórę - i tak będzie! :) ). W każdym razie, dziś padło na ałun. Podobnie, jak u potażu, w skład tego związku chemicznego też wchodzi potas, w dodatku ałun jest naturalnym minerałem (który istniał również w XIX wieku), no i  ma działanie odkażające i ściągające - a więc powinien idealnie połączyć się z formułą kosmetyku do demakijażu (mleczko).


Użyte składniki:
  • maleńka, szklana buteleczka (rozmiar iście eksperymentalny),
  • woda różana (w przepisie 568 ml, a więc woda stanowi większość kosmetyku),
  • olej ze słodkich migdałów (w przepisie 28 g),
  • ałun (kilka wiórek).
Adaptacja przepisu:
  • Najpierw zeskrobałam nożem troszkę ałunu z miejsca, w którym nie był jeszcze używany (ze spodu). Kryształ okazał się bardzo "sypki" i łatwo dał się zestrugać w kilka kruchych wiórek.
  • Ponieważ ałun jest rozpuszczalny w wodzie, wsypałam go na samym początku.
  • Następnie dolałam do niego wody różanej i zamieszałam.
  • Po rozpuszczeniu dodałam olejku migdałowego...
  • i tak powstała dwufazowa emulsja.


Aby dwie warstwy połączyły się w mleczko, wystarczy kilka razy wstrząsnąć butelką. Taką emulsją można przetrzeć twarz.

Powstałe mleczko można stosować na kilka sposobów:
  • jako kosmetyk do demakijażu - dobrze sobie radzi z makijażem twarzy, choć tak używane  wcale nie jest wydajne. Makijażu oczu nim nie usuwałam, bo moje oczęta są alergiczne, więc wolę nie eksperymentować w tych obszarach ;)
  • jako mleczko oczyszczające skórę - dla tych z nas, które nie lubią myć twarzy wodą. Ja stosowałam je w ciągu dnia spędzonego w domu, gdy moja (odpoczywająca od makijażu) skóra potrzebowała odświeżenia i tu radziło sobie całkiem fajnie.
  • jako bardzo lekkie serum nawilżające - po wstrząśnięciu, w emulsji jest mało olejku, a woda różana wchłania się bardzo szybko. Myślę, że takie serum dobrze zastąpi krem nawilżający w upały. W dodatku mleczko ma jeszcze jedną, cudowną właściwość - matuje cerę! Dla właścicielek skóry tłustej i mieszanej będzie jak znalazł :)
***

Na koniec, podam Wam jeszcze listę sklepów, w których kupuję rzeczy potrzebne do wytwarzania dawnych kosmetyków, bo ostatnio o to pytałyście :)

  • ZSK - tutaj możecie kupić wszystkie oleje, olejki eteryczne, wodę różaną, wodę z kwiatu pomarańczy (ale bez atestów spożywczych, więc nie nadadzą się one do gotowania...), wyciągi roślinne i część składników sypkich.
  • Kolorówka - stąd pochodzą moje pigmenty, których używam do wytwarzania kosmetyków kolorowych (róż), a także spora część pojemników i sprzętu potrzebnego (ale nie koniecznego - on tylko bardzo ułatwia sprawę) do mieszania.
  • Lokalne sklepy z arabskimi kosmetykami - warto się za nimi rozejrzeć, bo mają tam dużo interesujących składników (m. in. ałun). Tu niestety nie podam Wam żadnego konkretnego, bo to moja mama w nich kupuje i znosi do domu różne cuda ;) , a ja wciąż się wybieram i wybrać nie mogę :P (zanim skończę pracę i dojadę na miejsce, sklep będzie już zamknięty - mają tylko do 17 :( )
  • Sklepy z półproduktami do wytwarzania biżuterii (stacjonarne lub w sieci np. Beads.pl) -  w nich możecie kupić te urocze, szklane, zakorkowane buteleczki - bardzo dziewiętnastowieczne :) Trzeba tylko pamiętać, żeby wygotować je (i wyparzyć korek), zanim zabierzecie się za przelewanie do nich kosmetyków.
  • Małe, osiedlowe sklepiki - tu można znaleźć prawdziwe skarby! W takim sklepiku w Czechach kupiłam kiedyś słoiki do przechowywania suszonych kwiatów / herbaty i in. oraz mój "porcelanowy" (tak na prawdę fajansowy) moździerz z tłuczkiem po wyjątkowo okazyjnej cenie. Kosztował tylko 27 , czyli 4,10 zł. Za taki sam w Kolorówce dałabym 32, 90 zł! :O Także warto się rozglądać :)

Miłego mieszania!



___________________________________________________________________________
* Te przepisy powoli stają się dla mnie zbyt łatwe, dlatego poszukam jakiejś dawnej książki dla ówczesnych farmaceutów. Tam pewnie będzie więcej zabawy przy mieszaniu :)

13 komentarzy:

  1. Bardzo ciekawy post, może w końcu zainteresuję się kosmetykami naturalnymi ale ja nie mam ogrodu i nie mam jak zdobywać tych wszystkich ingrediencji.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki :) Ja też nie (mieszkam w bloku), ale korzystam z okazji, jak jestem za miastem. Poza tym większość składników i tak kupuję :P

      Usuń
  2. XIX-wieczne przepisy na samoróbki chyba faktycznie są w większości proste, chociaż znawcą nie jestem :D Pamiętam swoje rozczarowanie, gdy szukałam tych włosowych. Patrząc na włosiaste foty niektórych pań z końca wieku i czasów edwardiańskich liczyłam na jakieś magiczne formuły :D

    Ten przepisik na swój sposób jest dość inspirujący: składnik dobry dla cery z problemami (wiele osób wtedy szuka przepisów na samodzielnie robione mazidła) - ale mam na myśli ałun z Twojej modyfikacji - i dwufazowa formuła ;) Swoją drogą, co dokładnie miało mieć właściwości rozjaśniające? (o ile dobrze zrozumiałam intencję, która stoi za tym przepisem :D)

    Jeśli chodzi o składniki do różnych własnoręcznie robionych kosmetyków, to całkiem sporo można też znaleźć w licznych internetowych aptekach (czasami można też zamówić sobie w takiej stacjonarnej). Przede wszystkim te pochodzenia roślinnego, ziołowego, ale też różne wody, oleje, olejki, hydrolaty...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Te z książek - poradników dla kobiet są właśnie takie proste. Ale ma to też swoje plusy - każdy bez większego wysiłku może sobie takie dawne mazidło zrobić :)

      Właściwości rozjaśniające ma olej ze słodkich migdałów, choć w sumie w przepisie efekty po użyciu nie są opisane ;)

      O, dzięki :) W aptekach w necie jeszcze nie szukałam. Jak będę miała problemy z kupieniem jakiegoś składnika, rozejrzę się tam :)

      Usuń
  3. Ach, Kochana, myślę, że niedługo powinnaś otworzyć jakąś firmę z naturalnymi kosmetykami inspirowanymi historią :D Ja w każdym razie byłabym Twoją stałą klientką (z nadzieją na mały rabat) :D Ten przepis wygląda bardzo zachęcająco: róże, migdały... to musi wspaniale pachnieć! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ha ha, myślałam kiedyś nad tym (etsy), ale zanim moje kuchenne "laboratorium" spełniłoby normy, minęłoby chyba kolejne sto lat :D
      Zapach jest bardzo delikatny i różany, lubię go :)

      Usuń
  4. Właśnie skończył mi się micel... I zastanawiałam się, czym by tu.... Kurcze, brakuje mi wody różanej. :/ A tak na marginesie ałun, to przypadkiem nie to samo co te dezodoranty w krysztale?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, ten mój to właśnie taki dezodorant :D Wydaje się twardym kryształem, a tymczasem dał się bez problemu zestrugać od spodu :)

      Usuń
  5. Ałun był też używany w 16wieku , wskazuje na to przepis Elżbiety Tudor.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tym lepiej! :) Nie wiedziałam, że Elżbieta Tudor też robiła własne kosmetyki ;)

      Usuń
  6. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
  7. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
  8. Thanks for every other wonderful post. Where else may just anybody get that type of information in such a perfect way of writing?

    I've a presentation next week, and I am at the search for such
    information.

    Also visit my weblog ... quest bars free sample

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz, Wasze słowa wiele dla mnie znaczą: inspirują, motywują do pisania kolejnych postów... Buduar jest naszym wspólnym miejscem, a Ty, zostawiając komentarz, tworzysz je razem ze mną :)

( w razie pytań, mój adres e-mail: fragileporcelain@gmail.com )

Powołując się na art. 16 "Ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych" (Dz. U. 2000 r. Nr 80 poz. 904) nie wyrażam zgody na kopiowanie, przetwarzanie oraz jakiekolwiek wykorzystywanie treści (tekstów i zdjęć) zamieszczanych przeze mnie na blogu.