7 kwietnia 2014

Osiemnastowiecznych zabawy przyjemne i pożyteczne

 Dzisiaj zajmiemy się grami w pomieszczeniu, zaś druga część posta (kiedyś) będzie dotyczyła gier na zewnątrz, czyli dawnych sportów

The gamesters, John Raphael Smith. źródło
W rokokowym świecie mało było miejsca na obowiązki. Wszystko, co się tylko dało sprowadzano do zabawy (jak by nie było, właśnie z XVIII wieku pochodzi dewiza bawiąc uczyć, a jedno z pierwszych czasopism polskich nosiło tytuł Zabawy przyjemne i pożyteczne), a sama zabawa urosła do rangi obowiązku każdego światowca. Kto się nie bawił - ten nie żył.
Z resztą dawniej słowo "zabawa" oznaczało zajęcie w ogóle. Osiemnastowieczni, nie pracując, mogli albo się nudzić, albo grać i przez to nierzadko zgrywali się do ostatniej koszuli!

I nic sobie z tego nie robili! / Jean-Baptiste Simeon Chardin, Bańki mydlane, źródło
Jednymi z najpopularniejszych gier były oczywiście karty. Gry karciane dzielono na hazardowne, w których liczyło się szczęście i gry, wymagające sprytu.
Do dziś zachowało się wiele nazw tych popularnych w XVIII wieku gier.
(zasad na razie nie będę przytaczać, bo na każdą grę planuję kiedyś osobny post)
Były to przede wszystkim polskie chapanka i kupiec, wymagający od graczy zaangażowania umysłowego i wykorzystania sprytu. Oprócz nich modne były również kwindecz (trudna gra na pięć osób) i ćwik (gra hazardowa, wymagająca wysokich stawek), rusz / rus,  a także importowane gry karciane z Francji: tryseta / tryszak (trisette), pikieta / rumel pikieta; Anglii: wist oraz Niemiec: drużbart (Drosselbart) i mariasz. Prawdziwą furorę zrobił jednak wywodzący się z Paryża faraon, który był bardzo hazardową grą i wprost opętał całe społeczeństwo ostatnich dekad XVIII wieku oraz nawet dziewiętnastowiecznych, którzy równie chętnie pozbywali się swoich fortun lub bogacili się przy tej hazardowej grze. Legenda głosi, że w XVIII wieku Szczęsny Potocki przegrał w karty na rzecz Chadźkiewicza oszałamiającą sumę 2 milionów złotych! Z resztą i w literaturze nie brakuje opisów upadku wielkich bogaczy za sprawą kart i zręcznie posługujących się nimi szulerów. Przypomnę choćby historię Mikołaja Rostowa, który przez swą ukochaną przegrał do odtrąconego przez nią Dołochowa (szulera, przy okazji) sumę równą sumie lat jego i Soni (były to bodajże 43 miliony rubli) i którą spłacał nie tylko do końca powieści, ale i przez następne 10 lat. Jak romantycznie!

Jean-Baptiste Simeon Chardin, Gra w Knucklebones, źródło; Domek z kart, źródło


Innymi, mniej szkodliwymi grami popularnymi w XVIII wieku były gry planszowe: warcaby, szachy i podobna do dzisiejszego chińczyka gąska, w którą grano na planszy, zawierającej 63 pola. Równie chętnie spędzano czas przy stole bilardowym. Specjalny pokój bilardowy znajdował się nawet w letniej posiadłości Stanisława Augusta - Łazienkach, zaś władze wojskowe uznały bilard za grę szczególnie pożyteczną w wojsku (no na pewno bardziej, niż karcięta lub ruletka w wojskowym kasynie ;) )


Takie przepiękne mebelki służyły do grania i przechowywania gier w XVIII wieku

Oprócz gier, których zadaniem było tylko wypełnienie czasu, osiemnastowieczni umilali sobie długie popołudniowe godziny bardziej kreatywnymi zajęciami, które stały się wkrótce modnymi zabawami salonowymi. Wśród nich królowała wyrafinowana konwersacja, której składnikami były nierzadko bon mots - trafne, dowcipne, łączące w swojej skondensowanej formie wieloznaczność słów, a co za tym idzie, wiele sensów sformułowania. Często było to jedno zdanie, które rzucone szybko w odpowiednim momencie wywoływało śmiech i długo jeszcze było powtarzane jako anegdota w opowieściach i listach, zyskując tym samym długie, jak na jedno wypowiedziane zdanie, życie. W najwykwintniejszych salonach na bon mot odpowiadano kolejnym, zaś cała konwersacja przypominała zręczną grę między rozmówcami, którzy zwinnie i szybko odbijali między sobą piłeczkę błyskotliwej rozmowy.

Nicolas Lancret, Concert dans un Salon et décoration d’architecture, źródło
Równie chętnie grywano w szarady (rymowane zagadki), sylaby (odgadywanie wyrazów, które łączyła wspólna, niepodana sylaba, oraz podane kategorie), dobieranie synonimów i dowcipne etymologie (słynna była zabawa, w której poeta Ludwik Kropiński doszukał się wspólnego sensu w słowach kichać i kochać). Szykowano konkursy polegające na napisaniu wiersza na zadany temat (tematem tym była często właścicielka salonu, którą dowcipnie i z polotem porównywano do różnych zjawisk i przedmiotów). Lubiono także grać w sekretarza, zadając sobie wzajemnie anonimowe pytania.

Jean Baptiste van Loo, Portret rodzinny, źródło

Gdy siedzenie przy stole do gier lub w salonie zaczynało się nużyć, wybierano gry wymagające większego zaangażowania (nieraz planowane tygodniami) i ruchu. Wystawiano więc sztuki w teatrze domowym, ustawiano się w żywe obrazy, starając się upodobnić siebie i otoczenie jak najbardziej do tych, pojawiających się na ożywianym obrazie, urządzano także maskarady, przebierając się za różne egzotyczne postacie, które często losowano wśród bawiących się.

Henry Morland, Fair nun unmask`d, źródło

Gdy tylko pogoda dopisywała, bawiono się na dworze, zażywając sportów, o których będzie w następnym poście. Wkrótce rozpocznę też serię, w której będziemy próbować poszczególnych gier według dawnych reguł, a w te, które okażą się grywalne, może zagramy sobie na żywo na jakimś pikniku lub zjeździe w Ojcowie? ;)

Miłego tygodnia!

22 komentarze:

  1. Świetny post! "Zapomniałaś" chyba jednak o najbardziej ulubionej XVIII-wiecznej zabawie - romansach. Chociaż dobra, romanse nie pasują do Twojego tytułu - na pewno są przyjemne (przynajmniej przez chwilę), ale na pewno nie są pożyteczne. Swoją drogą to portret Morlanda jest chyba jednym z moich ulubionych XVIII-wiecznych! Ten welon robi naprawdę niesamowite wrażenie! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Romanse to zło! :D Choć przez chwilę faktycznie wydają się urocze i zajmujące, jednak trzeba pamiętać, że chyba żaden z książkowych romansów nie kończył się dobrze :P
      Też go lubię, ale welony najbardziej urzekają mnie w rzeźbach. Odkryłam ostatnio kolejną, z końca XIX wieku, ale oczywiście zapomniałam tytułu i teraz nie mogę jej znaleźć :/

      Usuń
    2. Tak, od razu przypomniały mi się "Niebezpieczne związki". Cóż, libertynizm był na pewno dobrym pochłaniaczem czasu i sposobem na nudę. I uzależniał chyba bardziej niż hazard. I przynosił tyle samo ofiar :)
      A tak swoją drogą to bardzo mnie ciekawi: bohaterem "Domku z kart" jest chłopiec czy dziewczyna? :D

      Usuń
    3. A w "Niebezpiecznych..." wszyscy źle kończą i o ile tego wrednego babska markizy Merteuil wcale mi nie żal, tak biednej, zmarnowanej pani de Tourvel i samego Valmonta (nie wiem dlaczego, ale przez całą powieść wyobrażałam go sobie jak Jacka Sparrowa :D ) bardzo...

      Zawsze wydawało mi się, że to chłopiec, ze względu na uczesanie, ubranie i inny, podobny obraz Chardina (Chłopiec z bączkiem), ale z drugiej strony te oczy są przecież całkiem dziewczęce! :O

      Usuń
  2. niezwykle ciekawy post, takiej dozy wiedzy co do gier XvIII wiecznych dotąd nie poznałem, już sama ilość gier karcianych jest imponująca. a mi najbardziej podobają się konwersacje :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Konwersacje są chyba najlepsze! Zobaczymy, w ile tych gier będzie się dało zagrać ;)

      Usuń
  3. Mam wrażenie, że kiedyś te zabawy wymagały jednak odrobiny intelektu - dzisiaj różnie z tym bywa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co racja, to racja :D Szczególnie bon moty wymagały ogromnych zasobów intelektualnych :)

      Usuń
  4. Najbardziej podobają mi się szarady (pierwsze skojarzenie - Jane Eyre :D). Myślę, że fajnie byłoby powrócić do tego typu rozrywek, perspektywa zamiany gier komputerowych itd na coś takiego bardzo mi się uśmiecha. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie! Przecież w Jane Eyre oni grali w te wszystkie gry! Dobrze, że mi przypomniałaś :) Chyba najwyższy czas na ponowną lekturę tej książki :)

      Usuń
  5. A my teraz tylko gry komputerowe. xD Lubię gry z innymi, maskarady musiały być fajne. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, myślę, że te maskarady to trochę coś jak nasz kostiuming - oni nieraz całymi tygodniami szykowali się do takiej zabawy i szyli lub przerabiali te stroje :)

      Usuń
  6. A ta gra z Anny Kareniny? z tymi klockami, w te bym zagrała. I zgadzam się, romanse to same zło, powinny być zakazane i zsyłka na Sybir.
    Jeszcze chyba były sztuczki magiczne?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ta gra to była inwencja twórcza Lewina i Kitty :) W powieści z nieśmiałości pisali tylko literki kredą na materiale, a w filmie wykorzystano klocki z literami :)

      Zsyłka na Sybir za romansowanie! Porzucających uwodzicieli powinno czekać tam dożywocie :D

      Sztuczki takie, jak w Jane Eyre (z cyganka), czy wróżenie? (faktycznie zapomniałam o nich :P )

      Usuń
    2. Takie jakie były w Cranford, pod koniec całej serii, przyjechał chyba włoski magik i wyczyniał cuda z kapeluszem i później ze skrzynia. Jestem ciekawa od kiedy datuje się sztukę magiczną.

      Usuń
    3. Cranford jeszcze nie czytałam (na razie Ruth tej samej autorki :) ).
      Może jeszcze od średniowiecza? W sumie kuglarze i ich sztuczki chyba też zaliczają się do tego typu magii (?)

      Usuń
  7. Świetny post, czytało mi się z przyjemnością ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Super! Mam nadzieję, że planujesz też "dziewiętnastowieczną" edycję tego posta? :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Będzie, ale o grach na zewnątrz, bo karty (faraon) i inne zabawy były takie same :)

      Usuń
  9. Wreszcie można się dowiedzieć, co się kryje pod lakonicznym, książkowym, "graniem w karty". Z tych wszystkich gier, kojarzę tylko faraona, no i oczywiście konwersację (post o królewskich kochankach, to zdaje się była ich domena). :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Aaa... Właśnie pomyślałam odnośnie pikniku, czy karty do gry były takie same jak współczesne?

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz, Wasze słowa wiele dla mnie znaczą: inspirują, motywują do pisania kolejnych postów... Buduar jest naszym wspólnym miejscem, a Ty, zostawiając komentarz, tworzysz je razem ze mną :)

( w razie pytań, mój adres e-mail: fragileporcelain@gmail.com )

Powołując się na art. 16 "Ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych" (Dz. U. 2000 r. Nr 80 poz. 904) nie wyrażam zgody na kopiowanie, przetwarzanie oraz jakiekolwiek wykorzystywanie treści (tekstów i zdjęć) zamieszczanych przeze mnie na blogu.