8 stycznia 2017

Kaseta z błyskotkami / o moim neseserze

Czesanie na Deltuvie w lipcu, fot. Ukmerges Tvic
Zrobiłam go właściwie prawie rok temu, bo w lutym i post o nim jest chyba najbardziej przekładanym na później postem w historii istnienia tego bloga :D Ale za to mogę teraz przynajmniej z czystym sumieniem powiedzieć, że neseser sprawdził się w akcji, i to w różnych warunkach!

--> O neseserach ogólnie pisałam tutaj, także jeśli jesteście ciekawi, zapraszam do posta :)

Mój zrobiłam z drewnianego, zbijanego pudełka zamykanego na małe złote (w kolorze) zawiasy. Zdecydowałam się na barwy biało-złote właśnie ze względu na te zawiasy, no i na to, że jednak nie jestem profesjonalna, nie znam się w ogóle na inkrustowaniu i innych rzemiosłach tego typu. Biel jest w sumie uniwersalna i wybierając ją wraz ze skromnym zdobieniem, mogłam mieć pewność, że uniknę kiczu. Malowałam go w sumie kilka dni (każda warstwa musiała dobrze wyschnąć) farbami do decoupage`u i przezroczystym werniksem. Ich skład nie jest historyczny, ale to moje pierwsze takie pudełko i pierwsze malowanie w ogóle, dlatego wolałam skorzystać z gotowych farbek. 


Wnętrze mojego nesesera jest modułowe, czyli w zależności od potrzeb mogę wymieniać jego szufladki i puzderka. Wyjmowane szufladki zrobiłam (tak samo, malując drewno) dwie - jedną wąską, a drugą szerszą. Do tej wąskiej pasuje widoczna na zdjęciach, współczesna paleta cieni. Podobne rozwiązania przechowywania farbek w kostkach stosowali dziewiętnastowieczni malarze w podróżnych pulpitach (np. w tym). Z cieniami nie wygląda to źle, choć jest jeszcze do dopracowania, bo na rekonstrukcjach okazało się, że jednak poręczniejsza jest dla mnie mała, zamykana paleta, którą zazwyczaj wożę ze sobą na współczesne wyjazdy.


Pędzle do makijażu, chusteczki do poprawek i małe lusterko trzymam w etui szytym na wzór dziewiętnastowiecznych portfeli i przyborników do szycia. Na małe kosmetyki, których nie da się przełożyć do lepszych opakowań uszyłam mały mieszek. Taki sam duży mam na kosmetyki kąpielowe. To zawsze lepiej wygląda, gdy idę przez historyczny obóz z takim workiem i lnianym ręcznikiem, niż ze współczesną kosmetyczką. Na podkład do twarzy i inne przekładalne kosmetyki przygotowałam zestaw szklanych słoiczków opatrzonych przedrukiem oryginalnej etykietki z apteki w Brassac (która już nie istnieje, sprawdzałam ;) ).

Na biżuterię mam dwa małe, ośmiokątne puzderka kupione na targu staroci na Kole. Są szklane, więc dobrze widzę, co jest w środku i nie mam problemu z gubiącą się biżuterią ;) Szpilki do włosów trzymam w pudełku z oryginalnego, dziewiętnastowiecznego nesesera (kupiłam również na Kole), które pierwotnie było pudełkiem na... mydło! :D


W skład nesesera wchodzą także dwa lustra - jedno w otwierane wieko pudełka wprawił mi szklarz (przez nie cały neseser jest dość ciężki D: ), a drugie kupiłam przez internet. Jest stare, i choć nie łudzę się, że dziewiętnastowieczne, to dobrze takie udaje. W zestawie była też szczotka, ale przyszła z czyimiś siwymi włosami D: i było to takie straszne, że do dziś jej nie ruszyłam xD (co ciekawe, Bella kupiła sobie bardzo podobny zestaw i też miała tę historię z czyimiś włosami. Ble!). Aby lustro nie potłukło się w podróży uszyłam mu płaską poduszkę z kieszonką, w którą je wkładam. Poduszka położona na wierzch wszystkich pudełek i szufladek sprawia, że w podróży nic się nie przesuwa i nie obija.


Ogólnie, po kilku wyjazdach z tym pudełkiem wiem, że zrobienie go było genialnym wprost pomysłem. Nie mam problemu, żeby samodzielnie zasznurować się w gorset, bo duże lustro, nawet w namiocie, dobrze daje mi wgląd w gmatwaninę sznurków na moich plecach. Nie muszę się też kryć z robieniem makijażu i czesaniem, bo wszystko wygląda odpowiednio i jak należy - nie ma plastiku na wierzchu, ani szczególnego bałaganu. Poza tym wreszcie biżuteria i dodatki mają swoje miejsce i nie latają luzem w foliowych torebkach po walizce. Oczywiście nie jest to jego ostateczna wersja, bo wciąż mam sporo współczesnych mroków i mroczków do eliminowania, będę więc go jeszcze uzupełniać, a nowościami podzielę się oczywiście na insta ;)


ENGLISH: The post is about the necessaire box I made in February and which I have been using the whole reenacting season. It is made of wood, painted by me with white and gold varnishes. It contains two "drawers" (wooden, painted the same way), two glass jewellery boxes & hair pins box, that was original a soap box (all bought at the flea market), old hand mirror with cushion I made so it won`t crush during journey and a historical pattern pocketbook for makeup brushes. All problematic cosmetics like concealer or mascara have a place in tiny sack. For eyeshadows I organized a pallette that make them look similar to watercolor paints from 19th century paint box and for replacable cosmetics like foundation I made some tiny glass jars with reprint of original label from 19th cent. pharmacy in Brassac on top. I am glad with the result as it hepls me to get ready in the morning at the historical camp. I don`t need to hide with all the plastic stuff and I can also put my corset on my own, because the huge mirror lets me see all the rope mess in the back ;) It is not it`s final form, though. I will probably remake it, by buying some new elements etc. Whatever I do, I will show it to you on my instagram, so stay tuned! :)

22 komentarze:

  1. och! muszę jak najszybciej odwiedzić bazarek na Kole!
    też pożądam sześciokątnych szklanych puzderek na skarby!
    damski neseser równie ciekawy i potrzebny, jak i wersje
    pokazywane w 2015roku :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam, warto :) Ostatnio wyhaczyłam je latem na jednym ze stoisk.
      Dzięki, choć mojemu duuużo brakuje do oryginałów :D

      Usuń
  2. Lusterko jes śliczne!
    Kiedyś Ci je ukradnę! :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Przepięknie się to prezentuje :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Szkoda, że nie mamy już takich neseserów współcześnie - z przyjemnością używałabym go nie tylko w historycznym obozie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niby są te kuferki dla wizażystek, ale to nie to samo... Zawsze można sobie taki zrobić na współczesny użytek :)

      Usuń
  5. przepiękny jest ten neseser >w< od dawna planuje kupno takiego cudeńka ale niestety zdobycie takiego graniczy prawie z cudem

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oryginały są, ale za grube miliony... Można też sobie skompletować na targu staroci, ale to też długo trwa... Chyba najlepiej właśnie zrobić go samemu :P

      Usuń
  6. Pięknie to wygląda :) Zazdroszczę :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Bardzo sympatyczne jest to Pani odbicie w lusterku,lubię to.

    OdpowiedzUsuń
  8. Faktycznie,ten obraz w lusterku jest ok.,to robi.Lajk!

    OdpowiedzUsuń
  9. Miło popatrzeć w to lusterko,super!

    OdpowiedzUsuń
  10. Chętnie posiadłbym to czarodziejskie lusterko wraz z tymi nogami,tylko z nimi,są ok.!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rety, to zdjęcie w lusterku strasznie się Wam wszystkim spodobało! :D :D

      Usuń