31 października 2012

Jesienna wizyta na plebanii w Haworth

Gdy w zeszłym roku wypożyczałam Siostry Bronte, pani w bibliotece powiedziała, że jest jeszcze inna biografia sióstr - Na plebanii w Haworth, ale wtedy byłam całkiem zdecydowana, co chcę wziąć. Teraz, po przeczytaniu Shirley bardzo chciałam wrócić na wrzosowiska i przypomniałam sobie o tej biografii. Zamówiłam, przywiozłam do domu i zaczęłam czytać...



Z tego, co pamiętam, Siostry Bronte była czymś w rodzaju dopowiedzenia do tej biografii, i faktycznie, ta książka jest kilka razy grubsza, no i bardzo dokładna. Poznajemy wszystko od samego początku - najpierw rodziców i przodków genialnego rodzeństwa, potem otoczenie, w którym siostry i brat spędzili większość swojego życia, i to, jak to życie spędzali. Swoją drogą fascynujące jest to, że szarą i nijaką egzystencję na plebanii te samotne dzieci zastąpiły sobie niesamowitymi światami swojej wyobraźni... Ten fragment biografii (jak i ten dotyczący wydawania dzieł) mogłabym czytać cały czas od początku i jeszcze raz, i jeszcze... :)
Postanowiłam, że muszę kiedyś pojechać do Haworth zobaczyć miejsce, w którym powstawały moje ukochane powieści, pospacerować po wrzosowiskach... Na razie jednak wybrałam się z książką na spacer tam, gdzie w zeszłym roku, żeby zrobić zdjęcia :) Nazbierałam jesienne liście, znalazłam dziką jabłonkę (te małe jabłka na zdjęciach zebrałam na spacerze, dobre były :] ), a w domu, przy herbacie znalazłam muzykę, która umili Wam czytanie tego posta :)





Ale wróćmy do książki. 
Biografia zawiera bardzo fajne dodatki - Notę o Kościele anglikańskim, wbrew pozorom bardzo przydatną - to taka dodatkowa moc przy czytaniu angielskich książek. Swoją drogą, nie przypuszczałam, że religia ma tak ogromny wpływ na angielską literaturę! Mniej więcej tak duży, jak na naszą, polską - historia. 
Drugim dodatkiem są ilustracje ^^ Czyli coś, co bardzo lubię. Mamy tam m. in. fotografię ojca sióstr i wnętrza ich domu (na zdjęciu poniżej: portret Charlotty i jadalnię).
Poza tym książka ma miękką ^^ i dość ładną okładkę.




Ogromną zaletą biografii są bardzo dokładne opisy otoczenia i zachowań sióstr oraz przytaczanie licznych cytatów z listów i notatek urodzinowych, które pisywały Emilia i Anna. Dzięki temu można dokładniej poznać pisarki, zrozumieć motywy ich działania i mechanizm powstawania kolejnych powieści. Ponadto książka nie jest przeładowana suchymi faktami - czyta się ją przyjemnie i z chęcią powraca do niej po przerwaniu lektury.

na zdjęciu kopia notatki urodzinowej Emilii z 1837

Dla mnie Na plebanii w Haworth była jedyną przyjemnością, na którą pozwalałam sobie podczas praktyk (praca to straszna rzecz - zabiera cały czas i nie zostawia już nic na indywidualne pasje i prowadzenie bloga :/ ). Biografia wygrała m. in. z internetem :P więc jest na prawdę wciągająca. Wracałam do domu i czytałam ją leżąc w łóżku, zazwyczaj podczas czytania zasypiałam (ze zmęczenia) i budziłam się potem z książką w ręce :D Ale z drugiej strony była to bardzo fajna lektura na praktyki. Ja pracowałam w tym samym czasie (no i zawodzie :/ ), co Charlotta Bronte, więc czytanie i myślenie o mojej ulubionej pisarce było dodatkową motywacją do pracy i dodawało godzinom tam spędzonym dziewiętnastowiecznego koloru :)





Zaskakujące były dla mnie cytaty z młodzieńczej twórczości sióstr - myślałam, że te małe książeczki, które wyszły spod równie małych rąk zaginęły, albo zostały zniszczone (bo w biografii, którą czytałam poprzednio niewiele o nich było), a tymczasem są i w dodatku, czytając Na plebanii w Hawotrh, możemy poznać ich treść :)

Równie miłym zaskoczeniem były tłumaczenia niektórych wierszy pisarek. Bardzo zaciekawiły mnie Wiersze gondalowe Emilii Bronte. Szkoda, że nie ma polskiego tłumaczenia całości, ale i tak dobrze, że możemy zajrzeć w poetycki świat autorki Wichrowych wzgórz, przeglądając tę biografię. 
(Tutaj możecie zobaczyć rękopis poezji Emilii)




Książka zdradza też znacznie więcej sekretów rodziny dotyczących brata Charlotty, Emilii i Anny - Branwella, i wpuszcza trochę światła w jego mroczne życie i zmarnotrawiony talent.

Oprócz tego poznajemy lepiej przyjaciółki Charlotty i jej relacje z mężczyznami - ukochanym profesorem, wydawcami, podziwianym przez nią pisarzem Thackerayem (wzbudził u mnie ogromną sympatię, chyba czas poszukać jakichś książek ;> ) i przyszłym mężem, który tutaj nie okazuje się zły. W czytanej wcześniej biografii małżeństwo Charlotty jawiło się jako nieudane - tutaj jest odwrotnie, niemniej przeraziło mnie, gdy przeczytałam, że Charlotta musiała poprosić swojego męża o pozwolenie, gdy chciała popatrzeć na ocean :O 




Pozostaje pytanie czy biografia ma jakieś wady - ma. Czyta się ją dobrze i jest bardzo inspirująca, ale mam wrażenie, że zakończenie wyraźnie odróżnia się od reszty i to na niekorzyść, poza tym... autorka chyba nie lubi Charlotty (?), a przynajmniej jest dla niej bardziej surowa, niż dla reszty bohaterów opowieści...

Trudno, to niewielka wada. Ostatecznie po przeczytaniu tej biografii mam miłe wspomnienia i bardzo polecam ją wszystkim, którzy chcą lepiej poznać zarówno świat wykreowany przez niepozorne siostry z wrzosowisk, jak i ten, w którym żyły

8/10

7 komentarzy:

  1. Thacery to jak mi się zdaje ten pan od "Targowiska próżności". Książka trochę nudnawa, ale ma ten błyskotliwy, subtelny humor za który lubię angielskich pisarzy. Zdaje się że Gaskell pisała coś o siostrach Bronte. Ale w tej chwili nie pamiętam, trzeba by sprawdzić w sieci.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Targowisko czytałam, ale chciałabym też coś jeszcze ;>
      A pani Gaskell była przyjaciółką Charlotty i napisała jej biografię, ciekawa jestem, czy kiedykolwiek to przetłumaczą...

      Usuń
  2. witam, pytanie z "innej beczki" - jak zrobić na blogspocie,a by były takie zakładki, jak na twoim blogu u góry?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :) W panelu administracyjnym bloga wchodzisz w układ, następnie klikasz dodaj gadżet i tam wyszukujesz "strony". Dodajesz je i przeciągasz na górę (możesz też je zostawić z boku) - to wszystko :)

      Usuń
    2. czyli prosta sprawa, ale dla mnie jaka wielka, piękne dzięki, kłaniam się

      Usuń
  3. Już od dłuższego czasu czaję się na tę książkę, muszę przeczytać.
    No i jakie cudowne zdjęcia! Taki jesienny klimat... i ta śliczna filiżanka! *-*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki :) Filiżanka po prababci, ale nie XIX-wieczna :P

      Usuń

Dziękuję za każdy komentarz, Wasze słowa wiele dla mnie znaczą: inspirują, motywują do pisania kolejnych postów... Buduar jest naszym wspólnym miejscem, a Ty, zostawiając komentarz, tworzysz je razem ze mną :)

( w razie pytań, mój adres e-mail: fragileporcelain@gmail.com )

Powołując się na art. 16 "Ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych" (Dz. U. 2000 r. Nr 80 poz. 904) nie wyrażam zgody na kopiowanie, przetwarzanie oraz jakiekolwiek wykorzystywanie treści (tekstów i zdjęć) zamieszczanych przeze mnie na blogu.