25 listopada 2012

Fortepian

Kilka dni temu zdarzyła się pewna rzecz (ale nic złego, na szczęście), która nie dawała mi spokoju i cały czas zajmowała mi myśli. W końcu miałam tego dość i postanowiłam odwrócić swoją uwagę. A jak to zrobić najlepiej? Zobaczyć film!




Fortepian czekał długo na swoją kolej, bo wcześniej jakoś nie miałam nastroju, a teraz właśnie nadszedł doskonały czas, żeby go zobaczyć. Film jest stary (1993), więc pewnie już wszyscy oprócz mnie go widzieli (:P), dlatego w tym poście nie przejmuję się spojlerami ^^ 

Główną bohaterką filmu jest Ada - samotna matka, która straciła możliwość mówienia. O jej przeszłości nie wiadomo prawie nic, a i to, czego można się domyślić jest jedną z wielu alternatywnych wersji. Oglądając, miałam wrażenie, że Ada, mimo swojej porywczości jest obojętna na los, jaki ją czeka (ślub z nieznajomym mężczyzną i emigracja do dalekiej i dzikiej Nowej Zelandii). Tylko w przypadku fortepianu wykazuje niezwykły upór. Z resztą instrument, jak się później okazuje, jest kluczem do jej tajemniczej i fascynującej, ale zamkniętej przed światem duszy. Muzyka służy bohaterce do komunikowania się ze światem, a właściwie z tą jego częścią, która (jak mówi Ada) chce słuchać; oprócz tego fortepian nosi ślady życia bohaterki (wyznanie miłosne zapisane na klawiszu - stare, wprawione do instrumentu i nowe, dla którego Ada zdemontowała jeden klawisz), jest czymś w rodzaju "pamięci zewnętrznej" Ady.




Cała historia toczy się w ciemnym i nieprzyjemnym miejscu - okolice nowego domu bohaterki to gęsto zarośnięte bagna, wśród których trudno się poruszać. A na tych bagnach - dwa królestwa dwóch zupełnie różnych mężczyzn: męża Ady, który nie potrafi jej zrozumieć i zdziczałego Bainesa, który przypadkiem odkrywa wnętrze bohaterki i daje się ponieść jego muzyce (w sumie dzięki scenom z Bainesem można się dokładnie przyjrzeć wszystkim warstwom pięknych kostiumów Ady --> chcę taką krynolinę i w ogóle chcę cały kostium *_*).

Gdy oglądałam film, nie mogłam wprost wyjść z podziwu dla odtwórczyni głównej roli - Holly Hunter. Zagranie Ady było o tyle trudne, że bohaterka przez cały film nie wypowiada ani jednego słowa - część kwestii przekazuje na migi, resztę trzeba było zagrać twarzą i całym ciałem. Aktorka spisała się doskonale! To chyba najlepsza rola damska, jaką w życiu widziałam - dzięki grze Holly Hunter osobowość Ady nabrała głębi i mimo powściągliwości bohaterki można było odczuwać targające nią emocje.




Również scenariusz jest ogromnym plusem filmu. Przez te dwie godziny moje myśli były całkiem zajęte, nie mogłam się oderwać od filmu. Fajnym zabiegiem oswajającym widza z późniejszym biegiem wydarzeń było przedstawienie o Sinobrodym, które oglądali bohaterowie. Przy końcu filmu, gdy wściekły mąż Ady wpadł do domu z siekierą, rola tego przedstawienia w całym filmie stała się jasna. Swoją drogą, zupełnie nie podejrzewałam go o taką furię - myślałam, że tylko porąbie meble i trochę poszarpie Adę... Byłam w szoku, gdy ją okaleczył.




Dziwną rolę w filmie odegrała córka głównej bohaterki. Na początku jej więź z matką wydawała się silna i niezwykła - tylko Flora miała dostęp do jej wewnętrznego świata. Ale gdy tylko matka dopuściła do siebie Bainesa, córka zaczęła działać przeciw niej (świadomie, bo jest za duża, żeby nie wiedzieć, jakie skutki może mieć jej działalność), doprowadzając do kalectwa Ady. Nawet w takiej sytuacji bierność głównej bohaterki jest co najmniej dziwna... a odkrywanie tych zależności między bohaterami - intrygujące.




Bardzo ciekawe jest też zakończenie filmu - Ada każe zatopić swój fortepian i sama tonie razem z nim. Nie do końca jasne jest, czy bohaterka faktycznie wyswobadza się z pęt i wypływa na powierzchnię, czy też całkiem nowe (w końcu fortepian = wcześniejsze życie Ady zostaje zatopiony, pochowany w morzu jak trumna [porównanie z filmu]), szczęśliwe życie z Bainesem w Anglii jest kołysanką, którą Ada śpiewa sobie na martwym i cichym dnie oceanu.


Film, mimo iż nie do końca odpowiada moim upodobaniom, jest bardzo dobry - głównie ze względu na scenariusz i perfekcyjnie zagraną rolę Ady. Szkoda, że to nie Jane Campion nakręciła najnowszą wersję Wichrowych wzgórz - w jej rękach proza Emily Bronte na pewno pokazałaby całą swoją dziką, fascynującą moc...


7/10

6 komentarzy:

  1. Już tyle czasu zabieram się do obejrzenia tego filmu. Uwielbiam "Jaśniejsza od gwiazd" w reżyserii właśnie Jane Campion. Myślę, że na "Fortepianie" także się nie zawiodę. :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też długo się na niego decydowałam i Jaśniejszą od gwiazd widziałam najpierw :D Fortepian różni się zupełnie, nakręcony z równie wielką pasją, ale nie ma w nim tych pięknych, słonecznych, refleksyjnych ujęć. Jest całkiem inny i ciekawa jestem, czy spodoba Ci się :)

      Usuń
  2. Zaczynam mieć fazę na Jane Campion. Niedawno obejrzałam wreszcie "Portret damy", również ciekawy obraz, ale tak naprawdę zaczęłam go lepiej rozumieć gdy sięgnęłam po książkę. Książka naprawdę niezła. Tylko że prawdziwa cegła, nim dobrnę do końca, jeszcze trochę czasu upłynie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To może ja też sobie zobaczę? ;>
      Książkę widziałam kiedyś w księgarni, ale wciąż nie jestem pewna - dać ją na moją niekończącą się listę, czy nie :P

      Usuń
  3. Cieszę się, że w końcu znalazłam jakąś dłuższa recenzję tego filmu! Sama go uwielbiam - tak jak pisałaś, ze względu na historię i rolę głównej bohaterki. Do mnie oprócz tego bardzo przemawiają zdjęcia - każdy kadr jest tak pięknie skomponowany, że mógłby być obrazem - i muzyka.

    Widziałam też "Jaśniejszą od gwiazd" i "Portret damy" - bardzo polecam Ci ten drugi, jeśli jeszcze go nie widziałaś. Piekny, niejednoznaczny i pełen emocji, również z piękną muzyką Kilara.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, jeszcze nie widziałam Portretu damy, może kiedyś się skuszę ;)
      A "Jaśniejszą od gwiazd" bardzo lubię :)

      Usuń

Dziękuję za każdy komentarz, Wasze słowa wiele dla mnie znaczą: inspirują, motywują do pisania kolejnych postów... Buduar jest naszym wspólnym miejscem, a Ty, zostawiając komentarz, tworzysz je razem ze mną :)

( w razie pytań, mój adres e-mail: fragileporcelain@gmail.com )

Powołując się na art. 16 "Ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych" (Dz. U. 2000 r. Nr 80 poz. 904) nie wyrażam zgody na kopiowanie, przetwarzanie oraz jakiekolwiek wykorzystywanie treści (tekstów i zdjęć) zamieszczanych przeze mnie na blogu.