6 grudnia 2013

Rozczarowanie na wrzosowisku

Szkoda, bo wiem, że są wśród Was fanki Thomasa Hardy`ego...

Powieść z biblioteki. Dziura już była :D
W tym roku pierwszy raz w życiu zdarzyła mi się prawdziwa niemoc czytelnicza. I to w dodatku latem, kiedy mam najwięcej czasu na czytanie... Po lekturze wspaniałej Pokuty Iana McEvana nic nie było w stanie mnie zadowolić. Ani Dostojewski, ani Pasternak, ani nawet ukochana Charlotte Bronte. Dziwne, prawda? Tym bardziej, że dwa pierwsze nazwiska należą do wielkich sław literatury; pisarzy, którzy wiele wnieśli do światowego dziedzictwa kulturowego, a ich geniuszu oraz warsztatu pisarskiego nie ma prawa podważać nikt (Dostojewskiego w dodatku lubię i kiedyś czytało mi się go świetnie). Przez niemoc czytelniczą porzucałam jednak te wspaniałe dzieła po zaledwie kilku stronach. Męczyłam się, składając litery jak pierwszoklasista i mozolnie obracając strony, a spoza tekstu i tak nie wyłaniało się nic intrygującego.

Nie wiedziałam, co to jest, ani jak nazwać ten paskudny stan. W końcu (zanim sięgnęłam po Profesora) pomyślałam, że może przyda mi się coś lżejszego i bardziej mojego; pomyślałam, że chętnie wróciłabym na wrzosowiska i zaczerpnęła tam świeżego powietrza. W ten sposób, pewnego popołudnia trafiła do mnie powieść Thomasa Hardy`ego. Jej wymiary, tytuł, motto z Keatsa, nawet nieco oldschoolowa okładka miały w sobie coś zapraszającego i zachęcającego do otworzenia książki i zagłębienia się w jej treść.


Niestety, ani Keats, ani czasy (lata 40. XIX wieku), ani nawet miejsce akcji (angielskie wrzosowiska) nie rozwiały niemocy czytelniczej. Książka wydawała mi się niemożliwa do przeczytania. Piękny opis wrzosowisk na pierwszych stronach to chyba jedyne, co mnie zainteresowało, później było już tylko gorzej. Żaden z bohaterów nie okazał się interesujący (co więcej, drażniły mnie ich imiona: Eustachia? Tomasina? wtf?!), a wydarzenia opisane w powieści zdawały się trywialne i nie niosły z sobą niczego ponad to, czym w rzeczywistości były. Ta powieść była dla mnie relacją, sprawozdaniem bez żadnego głębszego sensu, bez drugiego dna. 
 Co jednak jeszcze bardziej mi przeszkadzało, to fakt, że niektóre z Was czytują Hardy`ego i lubią jego styl. a więc to tylko ja ślizgałam się po powierzchni, nie mogąc całkiem zanurzyć się w literackiej kreacji dziewiętnastowiecznego świata.

Zazwyczaj po 60 stronach książka staje się dla mnie ciekawa i czyta mi się ją dobrze. Powrotu na wrzosowisko przeczytałam 120 stron i nadal czułam, że robię to za karę. Przekartkowałam powieść dalej i poczytałam troszkę, w nadziei, że coś mnie zainteresuje i będę miała jakiś cel w czytaniu, ale niestety - ani w połowie, ani pod koniec powieści nie znalazłam niczego, co przyciągnęłoby moją uwagę. Ostatecznie z dwojga złego (czytanie Powrotu... vs. pisanie pracy magisterskiej) wybrałam znienawidzoną pracę i niejako dzięki niemocy czytelniczej mogłam się obronić jeszcze w tym roku :D



Niemoc już minęła, ale to, co po niej pozostało to niechęć do twórczości Hardy`ego. Może kiedyś jeszcze sięgnę po jego powieść, a może nawet wrócę na wrzosowisko, ale na pewno nie nastąpi to prędko. Tymczasem, wyjątkowo zostawiam ten post bez oceny. Niesprawiedliwie byłoby oceniać, czy powieść przeniosła mnie do XIX wieku, czy nie, skoro jej nie przeczytałam, prawda?

23 komentarze:

  1. Oczywiście. Obiektywna ocena może być wystawiana jedynie, gdy pozna się książkę (nawet śmiertelnie nudną) do samego końca :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze, że ten kryzys czytelniczy już minął. Teraz podczas codziennych dojazdów do pracy czytam co innego i strony same lecą :)

      Usuń
  2. Czytałam mnóstwo lat temu i książkę dobrze wspominam, nawet kupiłam ja sobie niedawno.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak widać: ile czytelników, tyle upodobań :)

      Usuń
  3. Nie miałam jeszcze w rękach tej książki i chyba prędko po nią nie sięgnę, skoro tak mozolnie się ją czyta...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też nieprędko wrócę do Hardy'ego, choć pewnie kiedyś jeszcze dam mu szansę (tak, jak dawałam Jane Austen) ;)

      Usuń
  4. A mnie się ta książka bardzo podobała! Bardzo!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie wiem, że Hardy ma swoich zwolenników. Do mnie niestety jego sposób postrzegania rzeczywistości jakoś nie przemówił...

      Usuń
  5. Czyli tak naprawdę Hardy pomógł ci dokończyć magisterkę :D Szkoda, bo i czasy, i miejsce akcji wydają się być zachęcające.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Yyy to znaczy nie szkoda, że dokończyłaś magisterkę :D

      Usuń
    2. Tak, właśnie :D Gdyby nie on, pewnie dalej bym jęczała nad pracą :P

      Usuń
  6. Pani magister! A można wiedzieć, jaki temat pracy?

    Hm... S. King w opowiadaniu... "Mali ludzie w żółtych płaszczach" się chyba nazywało (w każdym razie - pierwsze ze zbioru "Serca Atlantydów") ma postać, która stwierdza, że należy przeczytać 50 stron książki zgodnie z zasadą "woda na młyn" (chociaż tam użyto porównania do pompy, o ile dobrze pamiętam). Skoro nawet po 120 stronach nie mogłaś się wciągnąć to ten strumyczek był albo naprawdę mizerny, albo naprawdę powieść nie wytrzymała porównania z młynem zbudowanym pod wodospadem.
    Nie wszystko musi się podobać. Ja porównując Kinga, Koontza i Mastertona zawsze traktuję tego ostatniego jako dodatkowego - jego powieści mnie absolutnie nie wciągają, postaci bytują między sobą a autorem - syndrom "pływania po powierzchni". Może Hardy jest dla ciebie kimś takim. Może gdybyś potraktowała raczej jego twórczość jako ciekawostkę gatunkową, wykorzystującą znane motywy w typowy dla autora sposób, a nie jako twórcę nowych motywów, to książka wywarłaby na tobie inne wrażenie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Melancholia w utworach Słowackiego. Temat na pierwszy rzut oka fajny, potem okazał się tak depresyjny, że nie mogłam o nim pisać. Samo to, czym jest melancholia i do czego prowadzi demotywowało mnie do pisania tej pracy. Dobrze, że już koniec! :)

      Myślę, że powieść Hardy`ego to po prostu woda nie na mój młyn :P
      Byłam ciekawa, jak on podejmie temat i jaki będzie świat, który wykreował. Opis książki na tylnej okładce brzmiał zachęcająco, więc wypożyczyłam i bardzo się cieszyłam, że będę mogła ją przeczytać. Widać to po zdjęciach do tego posta, z których jestem bardzo zadowolona, a które robiłam, zanim zabrałam się do czytania). Niestety, powieść ani nie wzbudzała mojego gwałtownego sprzeciwu, ani zachwytu... To były tylko litery bez schowanego w nich znaczenia, męczyłam się, postanowiłam przerwać i ewentualnie wrócić za jakiś czas - jest jeszcze tyle książek do przeczytania, że szkoda marnować czas przy czymś, co nie wzbudza zainteresowania :)

      Usuń
  7. Powiem szczerze, że pierwszy raz słyszę to nazwisko! Szkoda, że książka Cię nie wciągnęła, bo to w końcu "Twoje klimaty". Ale może to jednak faktycznie dobrze- zawsze lepiej mieć magistra w garści, a Thomasa Hardy'ego nieprzeczytanego :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, ostatecznie wyszło mi to na dobre :D Jak widać, nie wszystko złoto, co w 1840. :D

      Usuń
  8. Ja też za Hardy'm niespecjalnie przepadam. Swego czasu próbowałam czytać "Tessa d'Urberville. Historia kobiety czystej", ale kompletnie nie umiałam wciągnąć się w akcję, więc rozumiem Twoje przeżycia :) Powiem Ci też, że nawet ekranizacji "Tessy" nie obejrzałam do połowy, taka była beznadziejna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie za filmy na podstawie tej prozy też nie będę się zabierać :P

      Usuń
  9. Ja u Hardego najbardziej lubię opisy przyrody. :) Niestety "Powrót na wrzosowisko" też mnie zmęczył. A "Pokuta" McEwana nadal zajmuje I miejsce na liście ulubionych.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Opis wrzosowiska z początku był fajny, ale później jakoś mi się to wszystko porozpływało...
      "Pokuta" genialna! Uwielbiam i cieszę się, że wreszcie przeczytałam :)

      Usuń
  10. Thank you for sharing that excellent subject material on your web site. I noticed it on the search engines. I will check back again after you post much more aricles.
    online dragon games

    OdpowiedzUsuń
  11. Póki co mam w planach Pokój z widokiem, natomiast za wrzosowisko podziękuję ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Do Pokoju z widokiem (filmu) przymierzałam się już kilka razy, ale zawsze "przegrywał" z innymi rzeczami do zobaczenia :(

      Usuń

Dziękuję za każdy komentarz, Wasze słowa wiele dla mnie znaczą: inspirują, motywują do pisania kolejnych postów... Buduar jest naszym wspólnym miejscem, a Ty, zostawiając komentarz, tworzysz je razem ze mną :)

( w razie pytań, mój adres e-mail: fragileporcelain@gmail.com )

Powołując się na art. 16 "Ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych" (Dz. U. 2000 r. Nr 80 poz. 904) nie wyrażam zgody na kopiowanie, przetwarzanie oraz jakiekolwiek wykorzystywanie treści (tekstów i zdjęć) zamieszczanych przeze mnie na blogu.