7 marca 2014

O szalonym królu, angielskiej królewnie i ich sprytnym lekarzu

...czyli wiek osiemnasty po duńsku.

źródło




Do filmu Kochanek królowej długo podchodziłam. Tym, co mnie odstraszało było przede wszystkim to, że żaden oglądany ostatnio niskobudżetowy (może to złe określenie, ale przecież wielkie, amerykańskie lub brytyjskie produkcje mają o wiele więcej środków do wykorzystania, niż te tworzone we Francji, Niemczech, Danii czy... Polsce) film nie zainteresował mnie na tyle, żebym mogła o nim myśleć dłużej, niż trwa droga tramwajem z kina do domu. Oprócz tego słyszałam pogłoski o tym, jakoby Kochanek królowej był tendencyjny, a - uwierzcie mi - niczego nie znoszę tak mocno, jak tendencyjnych laurek "z tezą", i to w jakiejkolwiek dziedzinie sztuki.


W końcu jednak chęć obejrzenia jakiegoś ładnego filmu kostiumowego (ostatnio w kinach straszna posucha :/ ) przemogła zastrzeżenia i pewnej styczniowej niedzieli włączyłam komputer, aby przenieść się na dwie godziny w miejsce, które jest kolorowe i jasne, w dodatku pełne tego, co najbardziej lubię w dawnych czasach.

źródło
Tym, co na pewno urzeka w filmie, są zapierające dech w piersiach kadry. Na prawdę, od strony wizualnej Kochanek królowej jest niesamowicie estetyczny, czasem nawet zatrzymywałam go na chwilę, by popatrzeć na te pięknie skomponowane sceny i kostiumy, które są na przyzwoitym (jak za takie pieniądze nawet na bardzo przyzwoitym) poziomie. Oprócz tego plenery, wnętrza, odpowiedni dobór kolorystyki do nastroju panującego w filmie (jasne, świetliste barwy dla scen pogodnych, nasycone, ciepłe światło świec towarzyszące momentom bliskości i ważnych rozmów, toczących się między bohaterami oraz szare, ponure barwy w scenach, które niepokoją), a także przepiękna muzyka - to wszystko sprawia, że film wręcz pochłania się oczami. Osoby odpowiedzialne za jego wizualną oprawę powinny zostać nagrodzone...

źródło
...czego zdecydowanie nie można powiedzieć o scenarzyście. Kochanek królowej aż razi miałkością i płytkim podejściem do tematu. Aby nie wpaść w konwencję romansu, która jest już zupełnie zużyta i tak typowa dla filmów kostiumowych, że nic, tylko od niej uciekać, scenarzysta zdecydował się na uwydatnienie politycznych wydarzeń, zostawiając (wbrew tytułowi) romans jako wątek poboczny, towarzyszący głównej treści filmu. Niestety zostało to zrobione tak niekonsekwentnie, że moment, w którym lekarz Struensee wyznaje królowej Karolinie Matyldzie swoje uczucia może wzbudzić jedynie zdziwienie: jak to?! Owszem, dwoje bohaterów łączą przyjazne uczucia (czytają te same książki), ale w filmie zupełnie brak wyraźniejszych przesłanek, pozwalających widzowi zaklasyfikować ich jako parę. Poza tym sama polityka i sposób jej pojmowania przez bohaterów są przedstawione w sposób tak naiwny, że aż boli. To prawda, że w XVIII wieku wierzono w utopię i starano się ją osiągnąć (dopiero nasze, po-dwudziestowieczne doświadczenie traumy totalitaryzmów i dwóch wojen światowych nas z tego wyleczyło), ale nie tak! To, co otrzymujemy w filmie, to obraz osiemnastowiecznych-kretynów, którzy mają zdecydowanie mniej mózgu w czaszce, niż my i dla których pochwalny list Woltera jest przejawem najwyższego szczęścia i rozkoszy, a "Oświecenie" - rajem na ziemi. Dramat. Pod tym względem film budził mój niesmak i oglądałam go właściwie tylko dla ładnych obrazków...

źródło




... i Alicii Vikander, która jako Karolina Matylda jest po prostu zjawiskowa. I nie tylko wygląda pięknie w osiemnastowiecznych sukniach, ale też bardzo dobrze wciela się w rolę królowej. Wystarczy, że porównamy sobie jej kreację aktorską w Kochanku... i Annie Kareninie - dwie różne osoby, czyli tak, jak być powinno. To samo mogę powiedzieć o Christianie VII - jego szaleństwo (a może tylko brak zrozumienia i udawanie?) zostało doskonale ukazane na ekranie. Postać króla była zagrana tak dobrze, że nie mogę sobie nawet wyobrazić Mikkela Boe Folsgaarda (odtwórca roli) we współczesnych ubraniach i jako całkiem normalnego człowieka :D Natomiast nie bardzo podobał mi się Mads Mikkelsen w roli doktora Struensee. Fanki Madsa, zabijecie mnie, ale... wprost nie mogłam patrzeć na jego twarz. Jest w niej coś, co każe mi natychmiast odwrócić wzrok i podziwiać, np. scenografię lub obserwować to, co robią inni bohaterowie za jego plecami ;) W dodatku rola filmowego amanta zdawała się zupełnie mu nie odpowiadać. Miałam wrażenie, że Struensee dusi się w oparach buduaru Karoliny Matyldy i polityka jest dla niego uwolnieniem od romansu, do którego po prostu nie pasuje. Jedyna scena, w której gra Madsa i jego postać na prawdę mi się podobały i przemówiły do mnie, to scena egzekucji. Pokazana bez patosu, sztucznego kreowania męczennika i bez wyciskania łez. Ta scena była na prawdę dobra i jeśli reszta filmu byłaby utrzymana na tym samym poziomie, poleciłabym Wam go.

źródło

Tymczasem nie mogę tego zrobić. Film jest piękny i bardzo dopracowany wizualnie, w dodatku przekonująco zagrany, z poruszającą muzyką w tle. Szkoda tylko, że scenariusz zdecydowanie obniża jego poziom i sprawia, że raczej nie zechcę obejrzeć go ponownie...

5/10

35 komentarzy:

  1. ......zachęciłaś mnie, tez się waham z obejrzeniem go
    Ludwik August

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla ładnych obrazków warto, dla fabuły - niekoniecznie ;)

      Usuń
  2. Oooo nieee, ja się nie zgadzam! :D Mnie tam Mads Mikkelsen całkowicie zahipnotyzował do tego stopnia, że obejrzałam już prawie wszystkie filmy z jego udziałem. Rzadko kiedy ktoś tak dobrze i naturalnie gra. Co do jego urody, uważam, że jest bardzo pociągającym mężczyzna i bije od niego szczerość i prostota. No ale cóż, Tobie nie spodobał się Mads, a mnie odrzuca Wroński z nowej "Anny Kareniny". :D Absolutnie nie mój typ faceta. :)

    Ogólnie jest prawda w tym co piszesz, że temat został potraktowany bardzo pobieżnie, niemniej jednak ja przez kilka dni nie mogłam przestać myśleć o tym filmie i nic nie poradzę na to, że jest jednym z moich ulubionych. :) Chyba właśnie ze względu na fenomenalne aktorstwo.

    No ale co do jednego nie ma wątpliwości- kostiumy i otoczka są piękne! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lady Lukrecja - dlaczego nie pozwalasz anonimowo komentowac swego bloga?
      Ludwik August

      Usuń
    2. Wiedziałam :D No Mads nie jest w moim typie, choć trzeba przyznać, że dobrze gra. Widziałabym go jednak w innych rolach, niekoniecznie amantów :P W sumie... zobaczyłabym sobie "Polowanie" i ewentualnie "Chanel i Strawinski", choć w tym drugim jego rola zaś wygląda mi na amanta :P
      Ech Wroniaczek ma mało fanek - Gabrielle też kiedyś powiedziała, że nie jest do końca w jej typie. Ale to dobrze --> więcej dla mnie :D

      Usuń
    3. Cześć Ludwiku! :) Niestety, bardzo duża liczba spamu zmusiła mnie do tego, żeby zablokować anonimowe komentarze. O ile na początku to tolerowałam, potem stało się to baaardzo denerwujące.

      Usuń
    4. Porcelanko, "Chanel i Strawiński" to słaby wybór. Ten film jest zupełnie bez emocji. Można tylko podziwiać piękne stroje, widoki i muzykę. :) "Polowania" jeszcze nie widziałam, więc się nie wypowiem. Za to polecam Ci "Otwarte Serca" i "Tuż po weselu" z Madsem w rolach głównych. Cudowne filmy, chociaż ciężkie i nieco surowe. ;)

      Usuń
    5. Polowanie jest niesamowite, ale bardzo, bardzo ciężkie. Z lżejszych polecam Jabłka Adama - ten film jest taki... Ciepły. Aż się później człowiek nie może przestać uśmiechać.

      Usuń
    6. Lukrecjo: dzięki za ostrzeżenie :) Patrzyłam po obrazkach i na oko wydawał się fajny.

      Maqda: Dlatego już od jakiegoś czasu chodzę obok Polowania i jakoś nie mam odwagi się z nim zmierzyć.

      Wszystkie polecone przez Was filmy dodam sobie na filmwebie, żeby o nich nie zapomnieć ;)

      Usuń
  3. Zasadniczo zgadzam się (wizualnie niesamowity. O scenariuszu wolę nie pisać, bo ciśnie mi się parę obelg na usta - mogło być tak ciekawie... Całe szczęście obsada zgrała tak dobrze na ile im tylko pozwalił kiepski scenariusz).
    Ale w kwestii Madsa zgadzam się z Lukrecją (a "nowego" Wrońskiego też nie trawię (bardzo). Zarówno przez drewniane aktorstwo jak i wygląd), chociaż chemii między nim a Alicią praktycznie nie było widać na ekranie. Przynajmniej ja jej nie widziałam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie jakoś tej chemii brak... Gdyby zdecydowali się tylko i wyłącznie na film o Struenseem jako polityku, bez wątków miłosnych, Mads na pewno wypadłby lepiej :) Tu mi po prostu nie pasował...

      Usuń
  4. No to na listę "do upolowania":)

    OdpowiedzUsuń
  5. Dal tych ładnych obrazków chyba byłabym w stanie się skusić :D Spodziewałam się, że kostiumy w tym filmie to będzie jakaś porażka, a tym czasem z Twoich zdjęć wynika, że są nie tylko dość poprawne, ale i całkiem miłe dla oka :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na moje oko kostiumy były w porządku. Zdarzały się już gorsze w filmach :P Jak się skusisz to koniecznie napisz u siebie, czy film Ci się podobał :)

      Usuń
  6. Mnie się ten film podobał. I kostiumy i wnętrza i aktorzy. Ciekawy był też wątek szczepień.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wątek szczepień rzeczywiście był interesujący, w końcu w XVIII wieku to była zupełna nowość, która z resztą obarczona była pewnym ryzykiem...

      Usuń
  7. "Fanki Madsa, zabijecie mnie, ale... wprost nie mogłam patrzeć na jego twarz. " no jak tak można... no jak ;__;

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czuję się otoczona :D
      No ale to prawda, nie mogłam na niego patrzeć w tej roli... Może lepiej pójdzie mi w "Polowaniu" :)

      Usuń
  8. Widziałam czy tez powinnam napisać , że oglądałam. Bardzo, bardzo mi się podobał! Mam podobne odczucia do Twoich i na pewno do filmu jeszcze wrócę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, wizualnie i aktorsko jest bardzo dopracowany, choć ja będę go oglądać już chyba tylko na obrazkach i gifach ;)

      Usuń
  9. mam podobne przemyślenia co Ty. Film zachwycił mnie od strony wizualnej, a także bardzo podobała mi się rola Mikkela w roli króla, natomiast do Madsa chyba nigdy się nie przekonam...
    pozdrawiam serdecznie :)
    M.M

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, wreszcie jakiś sojusznik :D Mads może będzie lepszy w innych rolach, w tej jakoś mi nie pasował...

      Usuń
  10. ups! Ale mi zdanie wyszło w poprzednim komentarzu ;)... A co do Madsa to może musiałabym go zobaczyć w naprawdę
    dobrej roli żeby się do niego przekonać? Niestety w "Kochanku królowej" wypadł dość blado
    M.M

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dlatego właśnie tak się uparłam na to "Polowanie" :D Wydaje mi się, że tam jego gra może być warta uwagi :)

      Usuń
  11. Ach, bo z tym Madsem to jakieś absolutne nieporozumienie! Podzielam zdanie autorki, że jak się pojawia na ekranie, to chce się patrzeć w drugą stronę... chyba że z nim jest tak, że albo poraża, albo odpycha. Mnie odpycha i pojąc nie mogę w żaden sposób, jak można tego faceta uważać za atrakcyjnego.

    OdpowiedzUsuń
  12. Naprawdę się pisze, nie na prawdę. Co do recenzji pełna zgoda.
    Jamniś

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ostatnio miałam bardzo mało czasu, więc musiałam zrezygnować z korekty na blogu, także błędów pewnie jest więcej :P
      Dziękuję za czujność :)

      Usuń
  13. Ja też nie :D Ale jako aktor może być dobry. Ja bym go widziała w jakichś filmach kryminalnych - po prostu nie każdemu pasuje kostium...

    OdpowiedzUsuń
  14. Mi się ten film nawet podobał ;) Może to sprawka Madsa Mikkelsena ? ;) Pasował do tej roli jak dla mnie, ale widzę, że zdania są podzielone.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie, to zależy, czy Mads podobał się w tej roli, czy nie ;) Jak na razie chyba jest pół na pół (?)

      Usuń
  15. Mam identyczne odczucia jeśli chodzi o ten film. Ładny wizualnie, świetna scena egzekucji, zwariowany - Mikkela Boe Folsgaarda i nic więcej. :) Obejrzałam raz, na powtórki nie mam ochoty.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie, to jest film, który ogląda się tylko raz. No, chyba, że na zdjęciach w sieci ;)

      Usuń

Dziękuję za każdy komentarz, Wasze słowa wiele dla mnie znaczą: inspirują, motywują do pisania kolejnych postów... Buduar jest naszym wspólnym miejscem, a Ty, zostawiając komentarz, tworzysz je razem ze mną :)

( w razie pytań, mój adres e-mail: fragileporcelain@gmail.com )

Powołując się na art. 16 "Ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych" (Dz. U. 2000 r. Nr 80 poz. 904) nie wyrażam zgody na kopiowanie, przetwarzanie oraz jakiekolwiek wykorzystywanie treści (tekstów i zdjęć) zamieszczanych przeze mnie na blogu.