31 lipca 2014

Bal nocy letniej

Było wpół do drugiej, jak przekroczyłam próg domu. Noc była jasna i ciepła - doskonała na bal, z którego właśnie, po ponad dwóch godzinach podróży wróciłam.

My jak w "Dumie i Uprzedzeniu"
Gdy, po małych kłopotach z dojazdem (krakowska komunikacja miejska ma bardzo dziwnie porozmieszczane przystanki), wraz z panną Wrońską w końcu znalazłyśmy się w Parku Decjusza, było jeszcze wcześnie - bal zaczynał się dopiero o wpół do siódmej. Co prawda na popołudniowe spotkania podobno w dobrym tonie jest się trochę spóźnić, ale na pewno nie wtedy, gdy ma się  karnecik balowy do wypełnienia, kostium do założenia i włosy do zaczesania. Gdy, klucząc po parku, tylnym wejściem "dla służby" dotarłyśmy do Villi Decius, naszym oczom ukazał się jej piękny, dostojny budynek i mnóstwo osób z różnych epok, spacerujących sobie przed pałacem. Z jednego z parterowych okien wkrótce wyłoniła się postać w sukni Marii Walewskiej (Caeruleus Berolinensis) i zawołała nas do siebie. Dziewczęta już się przebierały, a my ochoczo do nich dołączyłyśmy.


Po kilku chwilach spędzonych wśród wstążek, halek i rozłożystych trenów, które trzeba było podpiąć, wyszłyśmy każda w swojej epoce przed pałac. Krótko przyjrzałyśmy się strojom innych przybyłych na bal, w tłumie dostrzegłyśmy kilku naszych znajomych z Krynoliny, internetowych salonów i wcześniejszych spotkań, ale nie było czasu na dłuższe pogawędki, bo właśnie rozdano karnety balowe, które czym prędzej trzeba było wypełnić, aby mieć z kim tańczyć. Co jakiś czas któraś z nas podbiegała i podekscytowana chwaliła się karnetowymi podbojami.


Niedługo później bal otworzył oficjalny polonez, po którym nastąpiły tańce, a wraz z nimi całe mnóstwo podskoków, obrotów, znanych i nieznanych figur, pomyłek celowych (która z Was zmieniła w trakcie tańca rolę z męskiej na żeńską? :D ) i tych niekoniecznie, oraz uwag wymienianych jednym tchem ze znajomym, z którym akurat chwilowo zbliżył nas układ taneczny. Plotkowanie na balu jest, z pewnych względów dość niebezpieczne, ale żadne niebezpieczeństwa nie mogły przezwyciężyć w nas chęci żywiołowego komentowania wszystkiego tu i teraz.
Pomiędzy tańcami spacerowałyśmy po renesansowych schodach pałacu lub któraś z nas szybko porywała inną na stronę, by podzielić się świeżo zasłyszanym żarcikiem lub właśnie ułożonym bon motem. Znalazła się też chwilka na zjedzenie kanapki lub papierówki, które w wiklinowym koszu tylko na to czekały (mocno zasznurowany gorset niestety nie chroni od głodu)... choć była to tylko chwilka, bo zaraz okazywało się, że właśnie zaczyna się umówiony taniec z panem X, na który absolutnie nie można się spóźnić. Której z nas nie zdarzyło się biec do tańca z pełnymi ustami? (no dobrze, przyznam się, że to o mnie. I za każdym razem, jak to robiłam, przypominała mi się pewna scena z The way we live now, której Wam teraz nie podlinkuję, bo youtube usunęło serial ;_; ).



Przy tak żywiołowych tańcach i zabawach trudno było zachować spokój i powagę dystyngwowanej panny tuż po ukończeniu pensji, szczególnie, gdy okazywało się nagle, że wypadł nam walc z dżentelmenem w stroju pana Darcy, a chwilę później inny równie olśniewający fashionable porwał nas do tańca zgodnie z zasadą obowiązującą w zabawie. Jak cudownie i śmiesznie zarazem było wirować w parze! A może to my staliśmy w miejscu, a świat wokół kręcił się jak magiczne wrzeciono, zaklinając czas dwieście lat wstecz?



Mimo letniej pory, ściemniło się szybko. Wyniesiono światła, a my tańczyliśmy dalej, nie czując zmęczenia, ani parnego, wilgotnego powietrza, opadającego jak woalka i rozsnuwającego przed nami noc. Wybiła dziesiąta. Tańce zakończono i wielu gości zaczęło opuszczać pałac, by zniknąć w mrocznej głębi otaczającego parku. I ja również musiałam się pożegnać. O jedenastej czar pryskał i trzeba było koniecznie znaleźć się w autobusie mknącym w stronę przemysłowych Katowic. W trakcie szalonego biegu za miejskim automobilem (który akurat jechał w inną stronę. Fail.), a następnie długiej podróży był czas, by rozpleść koafiurę, pożegnać się z balową biżuterią i pantofelkami. 


Następnego dnia obudziłam się już jako współczesny kopciuszek i choć oblane jasnym, południowym światłem: prawie przetańczone baletki i lekka suknia rzucona w nieładzie, a na niej balowy karnecik były już tylko wspomnieniem tej nocy, stanowiły przecież zapowiedź wielu kolejnych bali, wielu innych epok i innych historii do przeżycia

35 komentarzy:

  1. Haha, to ja zamieniłam się nagle w kobietę. Stałam spokojnie jako facet i nagle panowie współtowarzyszący zmusili mnie do wirowania :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No ładnie! :D Mnie też kilka razy "porwano" :D Takie wymienne tańce są najlepsze!

      Usuń
  2. Piękna relacja z balu. Dziękuję. Było bardzo miło spotkać Was w tak uroczym miejscu. Wyglądałyście zajawiskowo. Do zobaczenia kiedyś jeszcze. Kasia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, cudownie było znów się spotkać! Miło zaskoczyłam się na balu Twoją i Kareniny obecnością :) Na pewno jeszcze się kiedyś spotkamy :)

      Usuń
  3. Soundtrack z Pride & Predujice po prostu boski. <3

    OdpowiedzUsuń
  4. Jaki piękny post Porcelanko, uwielbiam te Twoje opisy wszystkich kostiumowych wydarzeń, wtedy czuję się, jakbym chociaż duszą była z Wami. <3

    Walc z dżentelmenem w stroju Pana Darcy - ach, rozmarzyłam się. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lukrecjo, koniecznie, koniecznie musisz w końcu się do nas wybrać! :)

      Usuń
    2. Dziękuję, Lukrecjo! :* Tak, jak Eleonora, bardzo chciałabym, byś do nas dołączyła :) Może dałoby się jakoś zorganizować dojazd i nocleg? Dla takich emocji (walc z panem D.) warto podróżować :D

      Usuń
  5. Rekordem było trzy razy w ciągu jednego tańca :D Poza tym idealnie widać na tych zdjęciach że moja wrodzona powaga i "połknięcie kija" zmniejsza się proporcjonalnie do stopnia zasznurowania gorsetu :D My za to wysiadłyśmy przystanek dalej niż powinnyśmy a później nie mogłyśmy znaleźć autobusu do którego miałyśmy się przesiąść. Ach to mpk...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No nie! Pierwszy bal, a już takie intrygi :D Przy tych tańcach nie da się inaczej, one same skłaniają do wygłupów :D
      Omg... MPK to coś, czego chyba nie ogarnę. Już samo szukanie przystanku "Dworzec główny" zajęło nam z Wrońską dobre 15 minut :O

      Usuń
  6. Ja również uwielbiam Twoje "imprezowo-zlotowe" relacje, są takie malownicze! Wyglądałaś przepięknie w swojej sukni, zresztą jak wszystko przedstawicielki Krynoliny :) Bardzo żałuję, że nie mogłam być na tym balu!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki :) Mam nadzieję, że na następnym (oprócz Złotego, bo wiem, że na nim będziesz :D ) się pojawisz :*

      Usuń
  7. Przyłączam się do grona wielbicielek Twoich postów :D Bardzo żałuję, że mnie nie było, no i czekam na relację z Warszawy :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Relacji z Warszawy będzie kilka, bo przez te 5 dni robiłam tyle rzeczy, że w 1 poście się nie da :D Ale spokojnie będę je dawkować chyba przez całą jesień :D

      Usuń
  8. Odpowiedzi
    1. Dzięki, choć popełniłam w niej tyle błędów! :D I już planuję kolejną :)

      Usuń
  9. Podkradam nasze zbiorowe zdjęcie, bo tak pięknie je przerobiłaś, że nie mogę się oprzeć :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też sobie wzięłam i to na schodach też, do mojego albumu. :) Dziękuję. :)

      Usuń
  10. "Plotkowanie na balu jest, z pewnych względów dość niebezpieczne, ale żadne niebezpieczeństwa nie mogły przezwyciężyć w nas chęci żywiołowego komentowania wszystkiego tu i teraz."

    nie można by napisać trafniejszego komentarza do balu, niż ten :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :D My chyba nigdy się tego nie oduczymy :D Choć przecież i tak resztami sił się powstrzymywałyśmy :P

      Usuń
  11. Odpowiedzi
    1. Noc jak ze snu <3 Jedynym dowodem na to, że te bale są prawdziwe jest zmęczenie następnego dnia :D

      Usuń
  12. Cudowny opis... Zobaczyłam bal Twoimi oczami i tak wydaje mi się nawet bardziej interesujący :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki :) W tych relacjach fajne jest to, że potem można mieć wgląd w to, jak przeżywali ten bal inni. Super się potem porównuje te doświadczenia :)

      Usuń
  13. Co za plastyczny opis, jak kartka z najlepszej powieści :) To musiał być wspaniały bal :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jej, dziękuję :) Był wspaniały, mam nadzieję, że kiedyś pobalujemy razem :)

      Usuń
    2. Może kiedyś się uda, bo bardzo bym chciała wziąć w czymś takim udział :)

      Usuń
    3. W takim razie trzymam kciuki i mam nadzieję, że na którymś balu się spotkamy :)

      Usuń

Dziękuję za każdy komentarz, Wasze słowa wiele dla mnie znaczą: inspirują, motywują do pisania kolejnych postów... Buduar jest naszym wspólnym miejscem, a Ty, zostawiając komentarz, tworzysz je razem ze mną :)

( w razie pytań, mój adres e-mail: fragileporcelain@gmail.com )

Powołując się na art. 16 "Ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych" (Dz. U. 2000 r. Nr 80 poz. 904) nie wyrażam zgody na kopiowanie, przetwarzanie oraz jakiekolwiek wykorzystywanie treści (tekstów i zdjęć) zamieszczanych przeze mnie na blogu.